poniedziałek, 16 lipca 2018

Siedmiolatka robi porządki w swoim pokoju

Poprosiłeś mnie tato, abym posprzątała w swoim pokoju i wreszcie zrobiła porządek na półkach.
Ale starsza siostra postanowiła mi pomóc i... coś nam wypadło.

Teraz jeszcze pokłócimy się przy ponownym układaniu tych wszystkich rzeczy i sprzątanie zajmie nam naprawdę duuuużo czasu.

***
Ps
Akcja zakończona interwencją taty i sprawdzeniem zawartości dwóch worów z rzeczami podobno już: "tylko do śmieci".

Tata zastosował konsekwencje  (nie mylić z karą) i zarządził powtórną segregację zawartości ww worów.
Efekt: około 1/3 zawartości wróciło na półki.
Reszta została dokładnie podzielona na trzy części: papier, plastiki+metal, śmieci ogólne.

sobota, 30 czerwca 2018

Gdzie jest "Gdzie jest smyk"?

Podobno rękopisy nie płoną, a treści wrzucone w globalną sieć zaczynają swoje własne życie i nie można już ich bez śladu z sieci usunąć.
A jednak próba odnalezienia bloga gdziejestsmyk.blogspot.com kończy się wyświetleniem komunikatu o tym, że blog został usunięty.
Pozostały ślady w postaci komentarzy autorki bloga "gdziejestsmyk" na innych blogach (także moim). Wyszukiwarka google w swojej pamięci też jeszcze przez jakiś czas będzie przechowywać fragmenty zapisane na blogu "gdziejestsmyk".

Może blog został skasowany przypadkowo?
Jeżeli tak się stało to może jest jeszcze szansa na odzyskanie tego wartościowego zbioru myśli zapisanych przez ich autorkę. W blggerze trzeba się trochę postarać aby blog skasować tak definitywnie.

Blog i wpisy na nim mają wartość. 
Tak uważam. Wiele blogów to zapis autentycznych i wartościowych myśli oraz spostrzeżeń. Taki też w mojej opinii był blog gdziejestsmyk.blogspot.com.
Warto pozostawić dla innych te zapiski nawet jeżeli brakuje czasu lub możliwości na dalsze kontynuowanie działalności blogerskiej.
Imo nie warto usuwać bloga z sieci. A jeżeli okoliczności wymagają to wystarczy dodać wpis, że: "Blog został zamknięty".

niedziela, 24 czerwca 2018

Szkoła dla Rodziców, czyli o dzieciach nie tylko w adopcyjnym kręgu

Od marca do czerwca miałem możliwość uczestnictwa w zajęciach Szkoły dla Rodziców i Wychowawców organizowanych przez Powiatową Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną. Zajęcia te poświęcone były tematowi:

"Jak mówić do dzieci aby nas słuchały, jak słuchać, żeby do nas mówiły"

Dało mi to okazję do zapoznania się z przykładami nowych sposobów na pracę z dziećmi tak by łagodzić konflikty, umiejętnie kierować rozwojem dziecka, jak uczyć o konsekwencjach niewłaściwego postępowania bez stosowania kar oraz jak nagradzać by nagroda była motywacją a nie formą przekupstwa.

Była to też dobra okazja aby o problemach wychowawczych podyskutować nie tylko z psychologiem specjalistą ale też z grupą rodziców. I ten element pracy grupowej okazał się dla mnie szczególnie ważny.

W grupie uczestników tych zajęć byłem jedynym "rodzicem adopcyjnym" więc o dzieciach rozmawialiśmy bez szczególnego skupienia na tym co wynika z faktu przysposobienia oraz mojej innej drogi do rodzicielstwa. I muszę przyznać, że bardzo podbudowała mnie ta możliwość dyskutowania o rodzinie i wychowaniu dzieci bez etykietki: "rodzina adopcyjna".

Mam nadzieję, że i ten mój blog będzie coraz bardziej o rodzinie... bez dodatkowych etykietek. :)

***
A tak patrząc np. na dyskusje toczone na forum Nasz-Bocian czasem myślę, że takie zamykanie się w dyskusji tylko do wąskiego kręgu "ludzi ze środowiska" bywa nawet szkodliwe. Odruchowo szukamy grupek, w których tylko utwierdzamy się w już posiadanych poglądach, a doświadczenia innych przyjmujemy tylko gdy spełniają nasze oczekiwania.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Kanapka kibica

Kanapka: Radość kibica Meksyku po zwycięstwie nad Niemcami


Tak w postaci kanapki zobrazowała moja starsza córka radość kibica z Meksyku po wygranej z Niemcami.
Dla tych co meczu nie oglądali: Meksykanie wygrali 1:0, a Niemcy to obrońcy tytułu mistrzowskiego.

Lubię oglądać mecze z moją córką. To gwarantuje dodatkowe emocje.
Dzięki tym wspólnie przeżywanym emocjom łączy nas coraz więcej. Nie tylko piłka.

***
Po meczu utknęliśmy na ok. 30 min na autostradzie A4 (wypadek) między Brzeskiem a Bochnią.
Stresową atmosferę (nikt nie lubi stać w korku na autostradzie) rozładowała zabawa w "powrót kibica". Flaga za okno i jedziemy.... To jest jedziemy ze śpiewem, bo auta stoją.
Do zabawy przyłączyli się też pasażerowie innych uziemionych w korku pojazdów.

piątek, 15 czerwca 2018

Klaps jako element władzy rodzicielskiej. Czy tak ma być?

Czytając ostatnio pojawiające się notki na Salonie24 poświęcone stosowaniu "klapsów" (czytaj kar cielesnych) w wychowaniu dziecka odnoszę wrażenie, że nadal sporo osób uznaje je za wyjątkowo skuteczny, szybki w działaniu (efekt "od ręki") oraz niezbędny element wychowawczo-dyscyplinujący.
Skąd takie przekonanie? Nie wiem.
Może po prostu sporo z nas nie zna innych sposobów. Mamy natomiast w głowie przekonanie, że: skoro nas tak wychowywano i wyszliśmy na ludzi to znaczy, że stosowanie klapsów (kar cielesnych) musi być dobre teraz bo sprawdziło się wcześniej na nas.

No cóż... Spróbujmy sobie zatem wyobrazić, że inna Władza np. policjant z drogówki, ma możliwość stosowania wobec niesfornych kierowców kar w postaci paru batów "na zad" zamiast "mało skutecznych" zwykłych mandatów karnych. W końcu "klaps" to "skuteczna i sprawdzona metoda wychowawcza. Jak odpowiedzielibyście na pytanie Władzy w stylu: Czy zgadzacie się przyjąć (na d...) 5 batów karnych?
Oburzające? Przecież są społeczeństwa i kraje, które akceptują chłostę jako element "wychowawczy" w stosunku do własnych współziomków, obywateli.

Na szczęście w naszym cywilizowanym kraju władza policjanta ma prawne i społeczne ograniczenia. I policjant nie może swobodnie wybierać w arsenale kar, nawet jeżeli niektóre z nich uznaje za wyjątkowo skuteczne. Więcej... Ten sam policjant jest nawet zobowiązany chronić naszą godność i nietykalność przed zakusami innych ludzi, którzy chcieliby np. samodzielnie wymierzyć nam karę w postaci klapsa, policzka lub kopa w wiadome miejsce. Prawo nas chroni. Nikt (nawet policjant) nie może bezkarnie i swobodnie wymierzać takie samowolne kary obywatelowi.
Ale czy tylko dorosłemu obywatelowi?

Spróbujmy sobie wyobrazić, że ktoś (policjant, nauczyciel, katecheta, przechodzień na ulicy) próbuje w ten sposób - za pomocą klapsa, zdyscyplinować nasze dziecko. Nie jakieś dziecko. Nasze dziecko.
Czy jesteśmy w stanie zaakceptować, że obca osoba stosuje wobec naszego dziecka kary w postaci klapsa, pacnięcia linijką w łapę, wytargania za ucho itp.?
Myślę, że większość z nas nie akceptowałaby takiego postępowania obcych ludzi (nawet funkcjonariuszy) wobec własnego dziecka. Choć jeszcze niedawno takie kary cielesne stosowane np. przez nauczycieli w szkołach były społecznie akceptowane i tolerowane.

Jeżeli uznajemy, że nikt obcy nie może bezkarnie wymierzać klapsów naszemu dziecku, a sami takie kary wobec niego stosujemy to: Czy nie jest to aby przejaw myślenia, że jako rodzice mamy monopol na stosowanie takich kar wobec dziecka? Monopol i prawo, które sami sobie nadaliśmy. Bo czy władza rodzicielska daje nam takie prawo?
Pamiętajmy, że każda władza (także rodzicielska) podlega ograniczeniom i jest nierozerwalnie związana z odpowiedzialności za tych, którzy tej władzy podlegają.

***
A teraz ja spróbuję sobie wyobrazić siebie w roli rodzica, który chce wyegzekwować wobec dzieci swoją władzę, a jedyne co zna to metoda klapsa..

środa, 13 czerwca 2018

O klapsach jako "metodzie wychowawczej"

Przeglądając Salon24 natrafiłem na notkę blogera GPS poświęconą zastosowaniu klapsów w "wychowaniu" dzieci. Oto jej fragment:

"Klapsy to nie jest metoda wychowywania dzieci i nie jest kwestią dotyczącą dzieci. To problem rodziców. Rodzice klapsami wychowują sami siebie. Na dzieci to wpływa ewentualnie tak, że im rodzice siebie lepiej wychowają, tym będą mieć bardziej wychowane dzieci. W pełni wychowani rodzice oczywiście nie muszą się wychowywać poprzez klapsy dawane dzieciom. Ale rodzice niewychowani muszą się tak wychowywać by dawać swoim dzieciom klapsy. Bo jeśli potraktują klapsy jako jakieś tabu, jeśli będą się powstrzymywać przed klapsami bez zrozumienia tego dlaczego klapsy są nieskutecznie, to zaczną dzieci ciemiężyć psychicznie, co wywoła tysiąckroć większą szkodę. (...)"

Więcej pod adresem: https://www.salon24.pl/u/gps65/873568,klapsy

Zachęcam do zapoznania się z całością tego artykułu blogera GPS.
Warto przeczytać też komentarze pod nim aby się przekonać, że jeszcze wielu wyedukowanych na tyle by potrafiło coś napisać wierzy w wychowawczą moc kar cielesnych.

niedziela, 10 czerwca 2018

Emerytura za urodzenie dzieci?

Redakcja Newsów rzuciła na  Salon24 notkę o nowych propozycjach w polityce prospołecznej i prorodzinnej obecnego rządu (PiS). Do czytania ma zachęcać intrygujący tytuł, sugerujący, że już sam fakt urodzenia przynajmniej czwórki dzieci ma dawać ich matce uprawnienia emerytalne.
Ale jeżeli wnikliwie przeczyta się teść notki, to jednak wynika z niej, że ta gwarantowana emerytura (choć minimalna) nie ma być nagrodą za sam fakt urodzenia dzieci, lecz za wysiłek włożony przez matkę w ich wychowanie.
I do tego właściwie nie ma co się przyczepiać. 
Bo rzeczywiście czasem trudno jest pogodzić macierzyństwo i opiekę nad dziećmi z pracą zarobkową. Nie mówiąc już o karierze rozumianej jako sukces zawodowy i ekonomiczny.
I nie miałbym nic przeciwko temu, aby okres ciąży oraz dwa lata po urodzeniu dziecka były traktowane jak okres, za który to państwo płaci do ZUS składki emerytalne. I świadczenia takie imo mogłoby przysługiwać wszystkim matkom bez względu na to, czy są zatrudnione na etat, czy tez prowadzą własną działalność, czy też zajmują się wyłącznie wychowaniem dzieci.
Ale im dalej tym więcej wątpliwości i pytań o to, jak mógłby ten system wyglądać w praktyce.
W informacji podanej przez salonowe newsy jest mowa wyłącznie o uprawnieniach emerytalnych dla matek, które poświęciły część swojego życia na wysiłek wychowywania dzieci. Jakby pominięto tu fakt, że do opieki nad dzieckiem zobowiązani są oboje jego rodzice. I że nie zawsze to matka (ta która urodziła dziecko) później zajmuje się opieką nad nim oraz jego wychowaniem.
Współcześni ojcowie też coraz częściej chcą się angażować w proces wychowawczy i opiekę nad dzieckiem. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądają dziś place zabaw, jak często widzimy na nich młodych ojców z dziećmi. Coraz częściej ojcowie korzystają też z uprawnień urlopowych (urlop rodzicielski), które dawniej były kojarzone wyłącznie z przywilejem matek. A ojciec, który chce dać rodzinie coś więcej i być przy rodzinie też często musi dokonywać wyborów: kariera czy rodzina.
Może lepiej byłoby mówić o nabywaniu uprawnień emerytalnych przez faktycznych opiekunów dziecka?
Zazwyczaj będzie to matka ale... Życie uczy, że nie zawsze jest tak jak nam się wydaje, że być powinno.
W polskich placówkach instytucjonalnej opieki zastępczej przebywa stale około 19 tys. dzieci. Czy ich matki mogłyby nabyć uprawnienia emerytalne za sam fakt urodzenia np. czwórki dzieci? 
Tak więc o ile w ogóle podoba mi się idea wspierania rodzin oraz docenienia, że rola dobrej matki to ciężka praca to:
- Będzie trudno opracować takie zmiany w systemie emerytalnym aby rzeczywiście były one elementem polityki prorodzinnej i demograficznej, a nie były odbierane jak kolejny zasiłek. By nie utrwalały wzorca, że kobieta (matka) do opieki nad dzieckiem jest zobowiązana, a mężczyzna (ojciec) to dobrze, gdy w ogóle się poczuwa.