Mamy za sobą trzy dni z oficjancie obowiązującym zawieszeniem zajęć w szkołach oraz innych placówkach oświatowych. I już mamy pospolite ruszenie w środowisku nauczycielskim. Zaangażowanie grona nauczycielskiego w podsyłanie dzieciom materiałów do "samodzielnej" nauki w domu zdecydowanie przerosło to co sam mogłem sobie wyobrazić.
(Samodzielnej w cudzysłowie bo i tak wymaga to dużego zaangażowania ze strony rodziców).
Okazuje się, że właściwie wszyscy nauczyciele moich córek (nawet pani od wf) coś chcą im podesłać, coś zaproponować i naprawdę wkładają w to dużo pracy, a także sporo serca.
Aż jestem pod wrażeniem... I piszę to naprawdę szczerze, beż żadnej skrywanej ironii.
Naprawdę serce rośnie gdy widzi się takie zaangażowanie na rzecz edukacji dzieci i młodzieży.
Ale, że jest to pewien rodzaj pospolitego ruszenia to i efekty niestety mają charakter działań raczej partyzanckich. Ale o to już nie można mieć pretensji do samych nauczycieli. Po prostu nie ma jednolitego systemu. Nikt nie przewidział wcześniej jak w takiej sytuacji nauczyciel ma kontaktować się z uczniami. A jak nie ma systemowego rozwiązania to każdy orze jak może.
Część zadań jest wysyłana przez dziennik elektroniczny (Librus), część mailowo, inni próbują przez facebooka, ktoś tam próbuje się umawiać z uczniami na "wideoczat"... I ja sam muszę przyznać, że już gubię się w tym gdzie szukać tych tak licznie podsyłanych przez nauczycieli materiałów do prowadzenia lekcji w domu.
I niestety w tym miejscu ujawnia się prawda o tym, że rodzic sam raczej nie ogarnie tego materiału... Szybko zacznie przeklinać i czekać na dzień, w którym dziecko pójdzie normalnie do szkoły.
No cóż... Dopóki nie powstanie jakieś rozwiązanie systemowe w kwestii zdalnego nauczania, a dzieci nadal nie będą mogły chodzić do szkoły to tak to będzie niestety wyglądać.
Ale jak już napisałem - nie można mieć o to pretensji do nauczycieli.
I w tym miejscu pojawia się pewna drażliwa kwesta, na którą bardzo szybko zwróciła uwagę redakcja Gazety Wyborczej. Otóż gwałtowne poruszenie we wnętrznościach redakcyjnych nastąpiło na wieść o tym, że nauczyciele, którzy nie prowadzą takich zdalnych lekcji i nie podsyłają materiałów do samodzielnej nauki nie otrzymają też pełnego uposażenia za ten czas przerwy w zajęciach szkolnych.
Patrz: Koronawirus tnie pensje nauczycieli
Ale tu bym się zapytał szanownej redakcji. Czy to naprawdę jest sprawiedliwe płacić po równo wszystkim bez wyjątku i bez względu na zaangażowanie?
Cóż... Nauczyciele, którzy podjęli działania aby utrzymać kontakt z uczniami i dalej przynajmniej próbują prowadzić ich edukację powinni być docenieni.
Nie widzę powodu aby im obcinać pensje tylko dlatego, ze ktoś poczuje się gorzej słysząc, że inni dostali więcej.
A, że dziś chyba nikt jeszcze nie wie kiedy zajęcia w szkołach zostaną wznowione to i emocje mogą być tu duże.
czwartek, 19 marca 2020
poniedziałek, 16 marca 2020
Chrońmy dzieci przed stresem, który im się udziela
W sposób oczywisty w obliczu zagrożenia jakim jest epidemia choroby
wywołanej koronawirusem nasze myśli jakoś częściej kierują się w stronę
osób starszych. Osób, które są szczególnie narażone na niebezpieczeństwo
ciężkich powikłań, a nawet śmierci w wyniku infekcji.
Ale w tym czasie nie wolno nam zapomnieć też o dzieciach. One też przeżywają te trudne dni razem z nami. Nasz stres, nasze obawy im też się udzielają.
Nasze obawy o zdrowie naszych starszych już matek i ojców są dla dzieci też źródłem lęku. One też mniej lub bardziej świadomie będą razem z nami odczuwać taki lęk... Lęk o życie i zdrowie swoich babć i dziadków.
Będą się bać także o nasze zdrowie. Mogą odczuwać obawę, że choroba pozbawi ich tego poczucia bezpieczeństwa jakie dają zdrowi i silni rodzice.
Będą się bać także o swoje życie i zdrowie... I w pokonaniu tego lęku nie wystarczy zbywanie ich krótką informacją, że dzieci przechodzą zazwyczaj tę chorobę bez poważniejszych skutków. One i tak będą bać się przede wszystkim naszym lękiem, który im się będzie udzielał.
Dlatego traktujmy ich obawy poważnie i poświęćmy im trochę czasu aby mogły poczuć, że w tej sytuacji nie są dla nas tylko balastem, który został w domu.
Starajmy się też chronić nasze dzieci przed nieodpowiedzialnymi słowami dorosłych.
Niestety ostatnio słyszałem wypowiedź pewnej kobiety, która o dzieciach wyrażała się jak o gryzoniach, które w dawnych wiekach roznosiły w miastach śmiertelne choroby.
A przecież to, że szkoły, przedszkola i żłobki mogą być ogniskami zarażeń nie wynika tylko z tego, że są to placówki, w których przebywa dużo dzieci. Powodem w znacznym stopniu bywa nieodpowiedzialność dorosłych, którzy na siłę wysyłają chore dziecko do żłobka, przedszkola lub szkoły.
Dlatego te najbliższe dni, a może i tygodnie, to duże wyzwanie dla rodziców oraz opiekunów. Bo dzieciom trzeba zapewnić nie tylko bezpieczne zajęcia oraz opiekę w sytuacji gdy szkoły oraz inne placówki oświatowe są zamknięte. Trzeba im także pomóc w radzeniu sobie ze stresem oraz lękami wynikającymi z odczuwanego przez dzieci stanu zagrożenia.
Ale w tym czasie nie wolno nam zapomnieć też o dzieciach. One też przeżywają te trudne dni razem z nami. Nasz stres, nasze obawy im też się udzielają.
Nasze obawy o zdrowie naszych starszych już matek i ojców są dla dzieci też źródłem lęku. One też mniej lub bardziej świadomie będą razem z nami odczuwać taki lęk... Lęk o życie i zdrowie swoich babć i dziadków.
Będą się bać także o nasze zdrowie. Mogą odczuwać obawę, że choroba pozbawi ich tego poczucia bezpieczeństwa jakie dają zdrowi i silni rodzice.
Będą się bać także o swoje życie i zdrowie... I w pokonaniu tego lęku nie wystarczy zbywanie ich krótką informacją, że dzieci przechodzą zazwyczaj tę chorobę bez poważniejszych skutków. One i tak będą bać się przede wszystkim naszym lękiem, który im się będzie udzielał.
Dlatego traktujmy ich obawy poważnie i poświęćmy im trochę czasu aby mogły poczuć, że w tej sytuacji nie są dla nas tylko balastem, który został w domu.
Starajmy się też chronić nasze dzieci przed nieodpowiedzialnymi słowami dorosłych.
Niestety ostatnio słyszałem wypowiedź pewnej kobiety, która o dzieciach wyrażała się jak o gryzoniach, które w dawnych wiekach roznosiły w miastach śmiertelne choroby.
A przecież to, że szkoły, przedszkola i żłobki mogą być ogniskami zarażeń nie wynika tylko z tego, że są to placówki, w których przebywa dużo dzieci. Powodem w znacznym stopniu bywa nieodpowiedzialność dorosłych, którzy na siłę wysyłają chore dziecko do żłobka, przedszkola lub szkoły.
Dlatego te najbliższe dni, a może i tygodnie, to duże wyzwanie dla rodziców oraz opiekunów. Bo dzieciom trzeba zapewnić nie tylko bezpieczne zajęcia oraz opiekę w sytuacji gdy szkoły oraz inne placówki oświatowe są zamknięte. Trzeba im także pomóc w radzeniu sobie ze stresem oraz lękami wynikającymi z odczuwanego przez dzieci stanu zagrożenia.
środa, 11 marca 2020
Odwołanie zajęć w szkołach i innych placówkach ośiwatowych
O tym jakie konsekwencje może wywołać odwołanie zajęć lekcyjnych w
szkołach i zamknięcie tych placówek mogliśmy się przekonać rok temu przy
okazji strajku nauczycieli.
Tak... Jest to kłopotliwe. Bo dla dzieci, które nie mają zajęć szkolnych trzeba zorganizować opiekę. I to nie dotyczy wyłącznie najmłodszych dzieci... Bo nastolatki pozbawione nadzoru szybko zaczną wpadać na różne, czasem niezbyt mądre, sposoby zorganizowania sobie czasu.
Ale powiedzmy sobie szczerze... Jeśli rząd już zdecydował się na odwołanie wszystkich imprez masowych na terenie całego kraju to... Decyzja o zawieszeniu zajęć w szkołach i innych placówkach oświatowych będzie naturalną konsekwencją działań zapobiegawczych rozprzestrzenianiu się zarżeń koronawirusem. I w sumie nie wiem tak naprawdę dlaczego te decyzje nie były ze sobą połączone. Bo imo pod względem epidemiologicznym to zajęcia w szkołach można traktować dokładnie tak samo jak imprezy masowe - wielu ludzi w jednym miejscu. Tu nawet w jednym budynku.
Dlatego też raczej nie ma się co zastanawiać nad tym czy szkoły powinny zostać zamknięte. Można natomiast zadawać pytanie czy już rząd powinien wprowadzać takie rozwiązanie na terenie całego kraju. Bo jak informują media niektóre samorządy już podjęły takie decyzje.
A nie czarujmy się... Żłobki, przedszkola, szkoły to idealne środowisko dla wszelkich zarażeń chorobami wirusowymi.
Niestety znaczna część rodziców wysyła swoje dzieci do szkoły, przedszkola, żłobka mimo, że już dostrzega u swojego dziecka objawy jakiejś choroby. Bo może się uda, bo może nikt nie zauważy, bo może mi dniówka nie przepadnie...
Ktoś powie, ze koronawirus stanowi zagrożenie głównie dla osób starszych, a dzieci... No właśnie... Co z dziećmi? To, że dzieci przechodzą najczęściej tę chorobę bezobjawowo nie oznacza, że nie mogą jej przenosić na osoby starsze.
A tak poza tym... Zamknięcie szkół i innych placówek oświatowych spowoduje, że mniej osób będzie przemieszczać się po ulicach. Będzie mniej samochodów na ulicach i mniej ludzi w środkach komunikacji publicznej.
***
Przed chwilą premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej ogłosił odwołanie zajęć w szkołach od najbliższego poniedziałku na dwa tygodnie.
Ale już jutro zajęć nie będzie a szkoły tylko będą zapewniać opiekę dla dzieci, które przyszły mimo wszystko do szkoły.
Tak... Jest to kłopotliwe. Bo dla dzieci, które nie mają zajęć szkolnych trzeba zorganizować opiekę. I to nie dotyczy wyłącznie najmłodszych dzieci... Bo nastolatki pozbawione nadzoru szybko zaczną wpadać na różne, czasem niezbyt mądre, sposoby zorganizowania sobie czasu.
Ale powiedzmy sobie szczerze... Jeśli rząd już zdecydował się na odwołanie wszystkich imprez masowych na terenie całego kraju to... Decyzja o zawieszeniu zajęć w szkołach i innych placówkach oświatowych będzie naturalną konsekwencją działań zapobiegawczych rozprzestrzenianiu się zarżeń koronawirusem. I w sumie nie wiem tak naprawdę dlaczego te decyzje nie były ze sobą połączone. Bo imo pod względem epidemiologicznym to zajęcia w szkołach można traktować dokładnie tak samo jak imprezy masowe - wielu ludzi w jednym miejscu. Tu nawet w jednym budynku.
Dlatego też raczej nie ma się co zastanawiać nad tym czy szkoły powinny zostać zamknięte. Można natomiast zadawać pytanie czy już rząd powinien wprowadzać takie rozwiązanie na terenie całego kraju. Bo jak informują media niektóre samorządy już podjęły takie decyzje.
A nie czarujmy się... Żłobki, przedszkola, szkoły to idealne środowisko dla wszelkich zarażeń chorobami wirusowymi.
Niestety znaczna część rodziców wysyła swoje dzieci do szkoły, przedszkola, żłobka mimo, że już dostrzega u swojego dziecka objawy jakiejś choroby. Bo może się uda, bo może nikt nie zauważy, bo może mi dniówka nie przepadnie...
Ktoś powie, ze koronawirus stanowi zagrożenie głównie dla osób starszych, a dzieci... No właśnie... Co z dziećmi? To, że dzieci przechodzą najczęściej tę chorobę bezobjawowo nie oznacza, że nie mogą jej przenosić na osoby starsze.
A tak poza tym... Zamknięcie szkół i innych placówek oświatowych spowoduje, że mniej osób będzie przemieszczać się po ulicach. Będzie mniej samochodów na ulicach i mniej ludzi w środkach komunikacji publicznej.
***
Przed chwilą premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej ogłosił odwołanie zajęć w szkołach od najbliższego poniedziałku na dwa tygodnie.
Ale już jutro zajęć nie będzie a szkoły tylko będą zapewniać opiekę dla dzieci, które przyszły mimo wszystko do szkoły.
środa, 4 marca 2020
O projekcie ustawy antyprzemocowej - z uwagą ale krytycznie
Media się skupiły na wyczekiwaniu na pierwszy przypadek koronawirusa w PL (i się doczekały), a tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości pochwaliło się nowym projektem tzw "ustawy antyprzemocowej". Ustawy, która ma zawierać rozwiązania prawne "skutecznie chroniące" ofiary przed sprawcami przemocy domowej (lub jak kto woli w rodzinie).
Główna zmiana ma polegać na tym, że policja i żandarmeria wojskowa mają otrzymać nowe możliwości w przypadku interwencji w sprawach, w których doszło do drastycznych aktów przemocy domowej (w rodzinie). Otóż służby te wg nowych rozwiązań mogły by w trybie natychmiastowym nakazać sprawcy takiej przemocy opuścić zajmowany razem z jego ofiarami lokal (mieszkanie) i zakazać mu zbliżania się do niego. Co więcej do realizacji tego celu służby te będą mogły stosować także "środki przymusu bezpośredniego"...
Taki nakaz mógłby obowiązywać nawet 14 dni. O dalszym postępowaniu już decydowałby sąd ale tu też sądy zostaną zobowiązane do szybszych działań. Bo na odpowiedź w sprawie wniosku o "separację" sprawcy od ofiar sąd miałby tylko 3 dni. A pisma sądowe z nakazem mogłaby w trybie przyspieszonym przekazać policja, a nie sąd za pośrednictwem poczty.
Co ciekawe to sprawca przemocy mógłby być zmuszony do opuszczenia lokalu (mieszkania) nawet jeśli twierdzi, że nie ma gdzie się udać. Policja może takiemu "petentowi" wskazać np. adres najbliższej noclegowni lub schroniska dla bezdomnych.
Uff... PiSizm i ziobryzm w jednym... Ale jak się spojrzy na teksty w Wysokich Obcasach to takie rozwiązanie naszym (?) "postępowym" feministkom, czarnym parasolkom i KON-STY-TUC-JO-Nalistkom też się podoba... Oczywiście przy założeniu, że jest to po to aby przed przemocą ze strony mężczyzn chronić bezbronne kobiety.
I tu ujawniają się problemy, które pozwalają na krytyczne spojrzenie na takie rozwiązanie.
Bo mimo, że podobne rozwiązania podobno już od lat funkcjonują np. w Austrii to jest się tu do czego przyczepić.
- Otóż moim zdaniem w naszych warunkach rozwiązanie to szybko stanie się narzędziem do "policyjnego" rozwiązywania zatargów partnersko - małżeńskich. Zwłaszcza zatargów majątkowych... Może się zdarzyć, policjanci będą coraz częściej wzywani do różnych form przemocy domowej (w rodzinie). A mechanizm ten będzie wykorzystywany do tego aby niechcianego już partnera (męża/żonę/konkubenta/konkubinę) pozbyć się nie tylko z papierów (rozwód) ale i z mieszkania.
- Zmiany te nie wpłyną imo znacząco na los dzieci w przypadku gdy sprawcami przemocy domowej (w rodzinie) są rodzice (ojciec i/lub matka) lub rodzic plus konkubent... Cóż w takich wypadkach nadal trzeba będzie dzieci zabierać do "bezpiecznego" pogotowia opiekuńczego. A z tym bezpieczeństwem w placówkach interwencyjnych to już bywa różnie. Może Ministerstwo Sprawiedliwości pochyliłoby się jednak z większą uwagą nad problematyką dzieci jako ofiar przemocy domowej (w rodzinie) i ochrony ich w placówkach opieki zastępczej. Bo tu imo nadal rząd Dobrej Zmiany chowa głowę w piasek.
- Nie wiadomo też jak maiłoby to działać w przypadku gdy sprawcą przemocy jest np. osoba nieletnia/niepełnoletnia... Niestety ale zdarza się, że dorastające dziecko (jeszcze dziecko) jest już na tyle silne i bezczelne aby dręczyć swoich opiekunów. A takimi dręczonym opiekunami mogą być np. starzejący się już dziadkowie.
- Czy dotyczyłoby to tylko powtarzających się przypadków gdy już jest założona tzw niebieska karta? Czy głośna kłótnia to już jest przemoc?
- Brakuje mi tu (mee too) np. takich możliwości jak możliwość postawienia sprawcy przed wyborem... Podejmujesz terapię, idziesz dobrowolnie na odwyk albo przymusowo zostaniesz odizolowany od swoich ofiar.
- Eksmisja na bruk źle mi się kojarzy.
No cóż... Pewnie Ministerstwo Sprawiedliwość wprowadzi ten projekt w życie a my będziemy mogli na żywo obserwować skutki takiej nowelizacji. Nowelizacji, która policji dostarczy imo wiele powodów do bardzo niewdzięcznej roli w przypadku interwencji w zatargach między małżonkami/partnerami.
A tak przy okazji to "feministkom" chciałbym przypomnieć, że co prawda w policyjnych statystkach najczęściej sprawcą przemocy domowej (w rodzinie) jest mężczyzna pod wpływem alkoholu ale... Ani alkoholizm, ani skłonność do stosowania przemocy nie jest domeną wyłącznie mężczyzn. A za pomocą różnych form przemocy psychicznej to "delikatne" kobiety potrafią skutecznie maltretować nawet męskich "twardzieli".
Główna zmiana ma polegać na tym, że policja i żandarmeria wojskowa mają otrzymać nowe możliwości w przypadku interwencji w sprawach, w których doszło do drastycznych aktów przemocy domowej (w rodzinie). Otóż służby te wg nowych rozwiązań mogły by w trybie natychmiastowym nakazać sprawcy takiej przemocy opuścić zajmowany razem z jego ofiarami lokal (mieszkanie) i zakazać mu zbliżania się do niego. Co więcej do realizacji tego celu służby te będą mogły stosować także "środki przymusu bezpośredniego"...
Taki nakaz mógłby obowiązywać nawet 14 dni. O dalszym postępowaniu już decydowałby sąd ale tu też sądy zostaną zobowiązane do szybszych działań. Bo na odpowiedź w sprawie wniosku o "separację" sprawcy od ofiar sąd miałby tylko 3 dni. A pisma sądowe z nakazem mogłaby w trybie przyspieszonym przekazać policja, a nie sąd za pośrednictwem poczty.
Co ciekawe to sprawca przemocy mógłby być zmuszony do opuszczenia lokalu (mieszkania) nawet jeśli twierdzi, że nie ma gdzie się udać. Policja może takiemu "petentowi" wskazać np. adres najbliższej noclegowni lub schroniska dla bezdomnych.
Uff... PiSizm i ziobryzm w jednym... Ale jak się spojrzy na teksty w Wysokich Obcasach to takie rozwiązanie naszym (?) "postępowym" feministkom, czarnym parasolkom i KON-STY-TUC-JO-Nalistkom też się podoba... Oczywiście przy założeniu, że jest to po to aby przed przemocą ze strony mężczyzn chronić bezbronne kobiety.
I tu ujawniają się problemy, które pozwalają na krytyczne spojrzenie na takie rozwiązanie.
Bo mimo, że podobne rozwiązania podobno już od lat funkcjonują np. w Austrii to jest się tu do czego przyczepić.
- Otóż moim zdaniem w naszych warunkach rozwiązanie to szybko stanie się narzędziem do "policyjnego" rozwiązywania zatargów partnersko - małżeńskich. Zwłaszcza zatargów majątkowych... Może się zdarzyć, policjanci będą coraz częściej wzywani do różnych form przemocy domowej (w rodzinie). A mechanizm ten będzie wykorzystywany do tego aby niechcianego już partnera (męża/żonę/konkubenta/konkubinę) pozbyć się nie tylko z papierów (rozwód) ale i z mieszkania.
- Zmiany te nie wpłyną imo znacząco na los dzieci w przypadku gdy sprawcami przemocy domowej (w rodzinie) są rodzice (ojciec i/lub matka) lub rodzic plus konkubent... Cóż w takich wypadkach nadal trzeba będzie dzieci zabierać do "bezpiecznego" pogotowia opiekuńczego. A z tym bezpieczeństwem w placówkach interwencyjnych to już bywa różnie. Może Ministerstwo Sprawiedliwości pochyliłoby się jednak z większą uwagą nad problematyką dzieci jako ofiar przemocy domowej (w rodzinie) i ochrony ich w placówkach opieki zastępczej. Bo tu imo nadal rząd Dobrej Zmiany chowa głowę w piasek.
- Nie wiadomo też jak maiłoby to działać w przypadku gdy sprawcą przemocy jest np. osoba nieletnia/niepełnoletnia... Niestety ale zdarza się, że dorastające dziecko (jeszcze dziecko) jest już na tyle silne i bezczelne aby dręczyć swoich opiekunów. A takimi dręczonym opiekunami mogą być np. starzejący się już dziadkowie.
- Czy dotyczyłoby to tylko powtarzających się przypadków gdy już jest założona tzw niebieska karta? Czy głośna kłótnia to już jest przemoc?
- Brakuje mi tu (mee too) np. takich możliwości jak możliwość postawienia sprawcy przed wyborem... Podejmujesz terapię, idziesz dobrowolnie na odwyk albo przymusowo zostaniesz odizolowany od swoich ofiar.
- Eksmisja na bruk źle mi się kojarzy.
No cóż... Pewnie Ministerstwo Sprawiedliwość wprowadzi ten projekt w życie a my będziemy mogli na żywo obserwować skutki takiej nowelizacji. Nowelizacji, która policji dostarczy imo wiele powodów do bardzo niewdzięcznej roli w przypadku interwencji w zatargach między małżonkami/partnerami.
A tak przy okazji to "feministkom" chciałbym przypomnieć, że co prawda w policyjnych statystkach najczęściej sprawcą przemocy domowej (w rodzinie) jest mężczyzna pod wpływem alkoholu ale... Ani alkoholizm, ani skłonność do stosowania przemocy nie jest domeną wyłącznie mężczyzn. A za pomocą różnych form przemocy psychicznej to "delikatne" kobiety potrafią skutecznie maltretować nawet męskich "twardzieli".
piątek, 31 stycznia 2020
Ile jest sierot w Rosji? Adopcja po rosyjsku
Napisałem już parę notek o statystykach dotyczących skali osierocenia dzieci w Polsce. Pisałem o tym jak w liczbach wygląda adopcja dzieci w Polsce, w Niemczech i w krajach UE. Ale od dłuższego czasu zbieram się aby napisać coś o tym jak wygląda sytuacja dzieci osieroconych w krajach położonych na obszarze byłego ZSRR, a szczególnie w Rosji.
Sęk w tym, że wszystko wskazuje na to, że władze Rosji robią wiele aby ukryć przed opinią publiczną (własną i światową) jaka jest skala osierocenia w Rosji.
Wystarczy rzut oka na Wikipedię... W serwisie anglojęzycznym podaje się liczbę 650 tys. dzieci (dane na rok 2011), które są pozbawione opieki rodziców (https://en.wikipedia.org/wiki/Orphans_in_Russia). Natomiast w rosyjskojęzycznej Wikipedii jest mowa o 48 tys. dzieci zarejestrowanych w Federalnym Banku Danych (https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D0%B8%D1%80%D0%BE%D1%82%D1%81%D1%82%D0%B2%D0%BE_%D0%B2_%D0%A0%D0%BE%D1%81%D1%81%D0%B8%D0%B8).
Jakby na to nie patrzeć to... Rzuca się w oczy, że liczby te się muszą rozmijać bo dotyczą tak naprawdę innych statystyk.
Serwisy zachodnie (w tym media w Polsce) powołują się zazwyczaj na dane publikowane przez organizacje międzynarodowe (np. raporty UNICEF), a te wskazują na to, że w Rosji może żyć około 700 tys. dzieci pozbawionych opieki rodziców, w tym około 200 tys. w opiece instytucjonalnej.
Grafika, którą zamieszczam powyżej pochodzi z Raportu UNICEF o sytuacji dzieci w Rosji, który został opublikowany w 2007 r. Późniejszych nie znalazłem...
Skąd natomiast pochodzi liczba 48 tys. osieroconych dzieci jaką podaje rosyjskojęzyczna Wikipedia?
Najwyraźniej to jest liczba, którą władze Rosji uznały za taką jaka może być ujawniona.
Na stronie internetowej organizacji Измени одну жизнь (https://changeonelife.ru/) odnajdujemy dane, które mówią o tym, że w Rosji jest 44 tys. dzieci pozbawionych opieki rodzicielskiej, ale organizacja ta przyznaje się jednocześnie do sporządzenia 48 tys. wideoankiet dzieci, dla których poszukuje nowych rodziców/opiekunów.
W mojej ocenie można zatem przyjąć, że liczba 48 tys. sierot odnosi się wyłącznie do liczby dzieci objętych rządowym (federalnym) programem poszukiwania rodzin gotowych do przejęcia opieki nad dzieckiem. A jaka jest rzeczywista skala osierocenia w Rosji to... możemy się tylko domyślać.
Ale w Rosji (najwyraźniej) wszystko jest inne niż znanych nam rejonach świata.
Nawet poszukiwanie rodzin gotowych do przygarnięcia osieroconych dzieci wygląda tam inaczej niż to co znamy z Polski i innych krajów UE.
Na stronach takich jak https://changeonelife.ru/ lub https://mama.ria.ru/ znajdziemy odpowiedź czym są wspomniane wcześniej widoankiety. To umieszczone w sieci prezentacje dzieci do adopcji... Można oglądać, wybierać, wyszukiwać na podstawie kryteriów takich jak płeć dziecka, data urodzenia, rejon pobytu...
Nie zamieszczam zrzutów z tych stron bo sam uważam za niemoralne takie upublicznianie wizerunku dziecka. Ostrzegam też, że wchodzenie na te strony może u ludzi wrażliwych wywołać bardzo silne uczucia.
Aby było jasne... Strony, o których tu piszę nie są tworzone przez osoby prywatne czy "jakieś" organizacje. Strona internetowa mama.ria.ru jest częścią serwisu RIA Novosti, który należy do państwowej agencji informacyjnej Россия сегодня. To jest narzędzie w ręku władz Rosji i taka jest polityka władz na Kremlu.
Sęk w tym, że wszystko wskazuje na to, że władze Rosji robią wiele aby ukryć przed opinią publiczną (własną i światową) jaka jest skala osierocenia w Rosji.
Wystarczy rzut oka na Wikipedię... W serwisie anglojęzycznym podaje się liczbę 650 tys. dzieci (dane na rok 2011), które są pozbawione opieki rodziców (https://en.wikipedia.org/wiki/Orphans_in_Russia). Natomiast w rosyjskojęzycznej Wikipedii jest mowa o 48 tys. dzieci zarejestrowanych w Federalnym Banku Danych (https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D0%B8%D1%80%D0%BE%D1%82%D1%81%D1%82%D0%B2%D0%BE_%D0%B2_%D0%A0%D0%BE%D1%81%D1%81%D0%B8%D0%B8).
Jakby na to nie patrzeć to... Rzuca się w oczy, że liczby te się muszą rozmijać bo dotyczą tak naprawdę innych statystyk.
Serwisy zachodnie (w tym media w Polsce) powołują się zazwyczaj na dane publikowane przez organizacje międzynarodowe (np. raporty UNICEF), a te wskazują na to, że w Rosji może żyć około 700 tys. dzieci pozbawionych opieki rodziców, w tym około 200 tys. w opiece instytucjonalnej.
![]() |
| https://www.unicef.org/sitan/files/ru_en_situation-analysis_170907.pdf |
Skąd natomiast pochodzi liczba 48 tys. osieroconych dzieci jaką podaje rosyjskojęzyczna Wikipedia?
Najwyraźniej to jest liczba, którą władze Rosji uznały za taką jaka może być ujawniona.
Na stronie internetowej organizacji Измени одну жизнь (https://changeonelife.ru/) odnajdujemy dane, które mówią o tym, że w Rosji jest 44 tys. dzieci pozbawionych opieki rodzicielskiej, ale organizacja ta przyznaje się jednocześnie do sporządzenia 48 tys. wideoankiet dzieci, dla których poszukuje nowych rodziców/opiekunów.
W mojej ocenie można zatem przyjąć, że liczba 48 tys. sierot odnosi się wyłącznie do liczby dzieci objętych rządowym (federalnym) programem poszukiwania rodzin gotowych do przejęcia opieki nad dzieckiem. A jaka jest rzeczywista skala osierocenia w Rosji to... możemy się tylko domyślać.
Ale w Rosji (najwyraźniej) wszystko jest inne niż znanych nam rejonach świata.
Nawet poszukiwanie rodzin gotowych do przygarnięcia osieroconych dzieci wygląda tam inaczej niż to co znamy z Polski i innych krajów UE.
Na stronach takich jak https://changeonelife.ru/ lub https://mama.ria.ru/ znajdziemy odpowiedź czym są wspomniane wcześniej widoankiety. To umieszczone w sieci prezentacje dzieci do adopcji... Można oglądać, wybierać, wyszukiwać na podstawie kryteriów takich jak płeć dziecka, data urodzenia, rejon pobytu...
Nie zamieszczam zrzutów z tych stron bo sam uważam za niemoralne takie upublicznianie wizerunku dziecka. Ostrzegam też, że wchodzenie na te strony może u ludzi wrażliwych wywołać bardzo silne uczucia.
Aby było jasne... Strony, o których tu piszę nie są tworzone przez osoby prywatne czy "jakieś" organizacje. Strona internetowa mama.ria.ru jest częścią serwisu RIA Novosti, który należy do państwowej agencji informacyjnej Россия сегодня. To jest narzędzie w ręku władz Rosji i taka jest polityka władz na Kremlu.
wtorek, 28 stycznia 2020
Ferie na śniegu? Tylko pod Mogielicą
W Małopolsce rozpoczęły się ferie zimowe, a... zima tylko z nazwy. Śniegu nie ma nawet jak na lekarstwo. I jak tu dać dzieciom szanse do zabawy? Jak mają przetestować świeżo nabyte umiejętności (starsza córka nauczyła się "biegać" na nartach)? Jak przetestować dopiero co nabyte nowe sanki?
Cóż... Znów się okazało, że naturalna pokrywa śnieżna jest tylko pod Mogielicą. Bo nawet na stokach Ćwilina było tyle co lukru na pączkach. Na przełęczy Gruszowiec tylko zmarznięte błoto. Podobnie na Przełęczy Rydza Śmigłego (Chyszówki).
Ale za to był dobry dojazd do parkingu Zalesie-Wyrębiska. A przy starej leśniczówce już było na czym poszaleć. :)
Cóż... Znów się okazało, że naturalna pokrywa śnieżna jest tylko pod Mogielicą. Bo nawet na stokach Ćwilina było tyle co lukru na pączkach. Na przełęczy Gruszowiec tylko zmarznięte błoto. Podobnie na Przełęczy Rydza Śmigłego (Chyszówki).
Ale za to był dobry dojazd do parkingu Zalesie-Wyrębiska. A przy starej leśniczówce już było na czym poszaleć. :)
sobota, 25 stycznia 2020
Adoptuj
Jeśli czujesz potrzebę mieć przy sobie istotę, która będzie się cieszyć z samego faktu, że ma Ciebie.
Istotę, która z radością pójdzie z Tobą na spacer we wszystkie Twoje ulubione miejsca.
Istotę szczęśliwą tym, że znalazła miejsce w Twoim domu. Domu najpiękniejszym ze wszystkich...
Istotę cieszącą się z jedzenia, które jej dajesz... Z każdej otrzymanej zabawki... Z każdej wspólnej zabawy...
To adoptuj psa...
A jak jesteś w stanie przez lata znosić marudzenia i humory. Że wszystko jest nie takie, że inni mają lepsze, że wszystko jest bez sensu...
To może nadajesz się na rodzica adopcyjnego.
Istotę, która z radością pójdzie z Tobą na spacer we wszystkie Twoje ulubione miejsca.
Istotę szczęśliwą tym, że znalazła miejsce w Twoim domu. Domu najpiękniejszym ze wszystkich...
Istotę cieszącą się z jedzenia, które jej dajesz... Z każdej otrzymanej zabawki... Z każdej wspólnej zabawy...
To adoptuj psa...
A jak jesteś w stanie przez lata znosić marudzenia i humory. Że wszystko jest nie takie, że inni mają lepsze, że wszystko jest bez sensu...
To może nadajesz się na rodzica adopcyjnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


