środa, 13 marca 2019

Skóra "żywcem" z Taty i Mała książeczka o...

- Zabierz córeczki do miasta. Zawieź starszą na zajęcia z..., a młodszą do lekarza. Pokaż lekarzowi plamki na skórze dziecka.
- A przy okazji wpadnij do biblioteki. Oddaj dziecięce książki i pożyć coś nowego.

Zlecenie od żony. Bez tego to przeciętny ojciec (podobno) tylko by "gnił" przed telewizorem lub monitorem komputera.

A ja tam lubię takie wypady z córkami, bo zawsze coś ciekawego się przytrafi.

***
Idziemy do lekarza pokazać "te plamki" i pęcherzyki na skórze dziecka.
Lekarz ogląda i stwierdza, że to rodzaj reakcji uczuleniowej tzw. skóra atopowa.
Potem medyk spogląda na mnie i mówi:
- Ta przypadłość jest dziedziczna. I jak widzę to pan też ma z tym problem.
- Córeczka ma skórę jakby żywcem zdjętą z taty... (uśmiech, szczery)

Też się uśmiecham. Bo młodsza córcia coraz bardziej robi się taka "córunia tatunia".
A tego, że jednak nie jesteśmy kolejnym dowodem na dziedziczność "skóry atopowej" jednak mi się nie chce tłumaczyć.
Niech zostanie, że skóra "żywcem" z taty.

***
Wracając zaglądamy do biblioteki miejskiej. Młoda ma tam swoją kartę i sama buszuje między regałami wypożyczalni dla dzieci. Tak, może sobie swobodnie grzebać w całym księgozbiorze...
Nie wiem kto wpadła na ten pomysł ale...

Ma to swoje wady. Dziecko coś wyciągnie z półki, potem się rozmyśli i... nie pamięta już skąd książeczkę wzięło. Kłopot dla pani prowadzącej bibliotekę.

Może też dziecko wyciągnąć z półki coś co wprawi w zakłopotanie rodzica.

Np. Mała książeczka o...
Słyszałem o tej serii małych książeczek. Ale tylko słyszałem.
A tymczasem podchodzi do mnie dziecko z uśmiechniętą buzią i pokazuje co znalazło na półce:
"Mała książeczka o miłości"
Po okładce sądząc to wygląda jak kolorowe czytadło dla dzieci. W treści też w zasadzie trudno doszukać się tam czegoś wyjątkowo gorszącego. Na YouTubie (TwojejTubie) więcej imo sprośności...
Ale ilustracja przedstawiająca dwie całujące się panie jednak skłania mnie do rozpoczęcia kombinacji jak tu "tę pozycję" odłożyć na półkę.
Coś kombinuję i mówię, że: tę książeczkę to najpierw tata z mamą muszą przeczytać i zastanowić się czy...
Ale córka nie daje mi szans bo już ma trzy inne kolorowe książeczki i sama mówi, że "tę" jednak możemy zostawić.

Uff... Ja jednak nie jestem wielbicielem postępu wyrażającego się głównie w "rewolucji obyczajowej".

Ale od tematu uciec się nie da... Będzie wracał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz