poniedziałek, 18 czerwca 2018

Kanapka kibica

Kanapka: Radość kibica Meksyku po zwycięstwie nad Niemcami


Tak w postaci kanapki zobrazowała moja starsza córka radość kibica z Meksyku po wygranej z Niemcami.
Dla tych co meczu nie oglądali: Meksykanie wygrali 1:0, a Niemcy to obrońcy tytułu mistrzowskiego.

Lubię oglądać mecze z moją córką. To gwarantuje dodatkowe emocje.
Dzięki tym wspólnie przeżywanym emocjom łączy nas coraz więcej. Nie tylko piłka.

***
Po meczu utknęliśmy na ok. 30 min na autostradzie A4 (wypadek) między Brzeskiem a Bochnią.
Stresową atmosferę (nikt nie lubi stać w korku na autostradzie) rozładowała zabawa w "powrót kibica". Flaga za okno i jedziemy.... To jest jedziemy ze śpiewem, bo auta stoją.
Do zabawy przyłączyli się też pasażerowie innych uziemionych w korku pojazdów.

piątek, 15 czerwca 2018

Klaps jako element władzy rodzicielskiej. Czy tak ma być?

Czytając ostatnio pojawiające się notki na Salonie24 poświęcone stosowaniu "klapsów" (czytaj kar cielesnych) w wychowaniu dziecka odnoszę wrażenie, że nadal sporo osób uznaje je za wyjątkowo skuteczny, szybki w działaniu (efekt "od ręki") oraz niezbędny element wychowawczo-dyscyplinujący.
Skąd takie przekonanie? Nie wiem.
Może po prostu sporo z nas nie zna innych sposobów. Mamy natomiast w głowie przekonanie, że: skoro nas tak wychowywano i wyszliśmy na ludzi to znaczy, że stosowanie klapsów (kar cielesnych) musi być dobre teraz bo sprawdziło się wcześniej na nas.

No cóż... Spróbujmy sobie zatem wyobrazić, że inna Władza np. policjant z drogówki, ma możliwość stosowania wobec niesfornych kierowców kar w postaci paru batów "na zad" zamiast "mało skutecznych" zwykłych mandatów karnych. W końcu "klaps" to "skuteczna i sprawdzona metoda wychowawcza. Jak odpowiedzielibyście na pytanie Władzy w stylu: Czy zgadzacie się przyjąć (na d...) 5 batów karnych?
Oburzające? Przecież są społeczeństwa i kraje, które akceptują chłostę jako element "wychowawczy" w stosunku do własnych współziomków, obywateli.

Na szczęście w naszym cywilizowanym kraju władza policjanta ma prawne i społeczne ograniczenia. I policjant nie może swobodnie wybierać w arsenale kar, nawet jeżeli niektóre z nich uznaje za wyjątkowo skuteczne. Więcej... Ten sam policjant jest nawet zobowiązany chronić naszą godność i nietykalność przed zakusami innych ludzi, którzy chcieliby np. samodzielnie wymierzyć nam karę w postaci klapsa, policzka lub kopa w wiadome miejsce. Prawo nas chroni. Nikt (nawet policjant) nie może bezkarnie i swobodnie wymierzać takie samowolne kary obywatelowi.
Ale czy tylko dorosłemu obywatelowi?

Spróbujmy sobie wyobrazić, że ktoś (policjant, nauczyciel, katecheta, przechodzień na ulicy) próbuje w ten sposób - za pomocą klapsa, zdyscyplinować nasze dziecko. Nie jakieś dziecko. Nasze dziecko.
Czy jesteśmy w stanie zaakceptować, że obca osoba stosuje wobec naszego dziecka kary w postaci klapsa, pacnięcia linijką w łapę, wytargania za ucho itp.?
Myślę, że większość z nas nie akceptowałaby takiego postępowania obcych ludzi (nawet funkcjonariuszy) wobec własnego dziecka. Choć jeszcze niedawno takie kary cielesne stosowane np. przez nauczycieli w szkołach były społecznie akceptowane i tolerowane.

Jeżeli uznajemy, że nikt obcy nie może bezkarnie wymierzać klapsów naszemu dziecku, a sami takie kary wobec niego stosujemy to: Czy nie jest to aby przejaw myślenia, że jako rodzice mamy monopol na stosowanie takich kar wobec dziecka? Monopol i prawo, które sami sobie nadaliśmy. Bo czy władza rodzicielska daje nam takie prawo?
Pamiętajmy, że każda władza (także rodzicielska) podlega ograniczeniom i jest nierozerwalnie związana z odpowiedzialności za tych, którzy tej władzy podlegają.

***
A teraz ja spróbuję sobie wyobrazić siebie w roli rodzica, który chce wyegzekwować wobec dzieci swoją władzę, a jedyne co zna to metoda klapsa..

środa, 13 czerwca 2018

O klapsach jako "metodzie wychowawczej"

Przeglądając Salon24 natrafiłem na notkę blogera GPS poświęconą zastosowaniu klapsów w "wychowaniu" dzieci. Oto jej fragment:

"Klapsy to nie jest metoda wychowywania dzieci i nie jest kwestią dotyczącą dzieci. To problem rodziców. Rodzice klapsami wychowują sami siebie. Na dzieci to wpływa ewentualnie tak, że im rodzice siebie lepiej wychowają, tym będą mieć bardziej wychowane dzieci. W pełni wychowani rodzice oczywiście nie muszą się wychowywać poprzez klapsy dawane dzieciom. Ale rodzice niewychowani muszą się tak wychowywać by dawać swoim dzieciom klapsy. Bo jeśli potraktują klapsy jako jakieś tabu, jeśli będą się powstrzymywać przed klapsami bez zrozumienia tego dlaczego klapsy są nieskutecznie, to zaczną dzieci ciemiężyć psychicznie, co wywoła tysiąckroć większą szkodę. (...)"

Więcej pod adresem: https://www.salon24.pl/u/gps65/873568,klapsy

Zachęcam do zapoznania się z całością tego artykułu blogera GPS.
Warto przeczytać też komentarze pod nim aby się przekonać, że jeszcze wielu wyedukowanych na tyle by potrafiło coś napisać wierzy w wychowawczą moc kar cielesnych.

niedziela, 10 czerwca 2018

Emerytura za urodzenie dzieci?

Redakcja Newsów rzuciła na  Salon24 notkę o nowych propozycjach w polityce prospołecznej i prorodzinnej obecnego rządu (PiS). Do czytania ma zachęcać intrygujący tytuł, sugerujący, że już sam fakt urodzenia przynajmniej czwórki dzieci ma dawać ich matce uprawnienia emerytalne.
Ale jeżeli wnikliwie przeczyta się teść notki, to jednak wynika z niej, że ta gwarantowana emerytura (choć minimalna) nie ma być nagrodą za sam fakt urodzenia dzieci, lecz za wysiłek włożony przez matkę w ich wychowanie.
I do tego właściwie nie ma co się przyczepiać. 
Bo rzeczywiście czasem trudno jest pogodzić macierzyństwo i opiekę nad dziećmi z pracą zarobkową. Nie mówiąc już o karierze rozumianej jako sukces zawodowy i ekonomiczny.
I nie miałbym nic przeciwko temu, aby okres ciąży oraz dwa lata po urodzeniu dziecka były traktowane jak okres, za który to państwo płaci do ZUS składki emerytalne. I świadczenia takie imo mogłoby przysługiwać wszystkim matkom bez względu na to, czy są zatrudnione na etat, czy tez prowadzą własną działalność, czy też zajmują się wyłącznie wychowaniem dzieci.
Ale im dalej tym więcej wątpliwości i pytań o to, jak mógłby ten system wyglądać w praktyce.
W informacji podanej przez salonowe newsy jest mowa wyłącznie o uprawnieniach emerytalnych dla matek, które poświęciły część swojego życia na wysiłek wychowywania dzieci. Jakby pominięto tu fakt, że do opieki nad dzieckiem zobowiązani są oboje jego rodzice. I że nie zawsze to matka (ta która urodziła dziecko) później zajmuje się opieką nad nim oraz jego wychowaniem.
Współcześni ojcowie też coraz częściej chcą się angażować w proces wychowawczy i opiekę nad dzieckiem. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądają dziś place zabaw, jak często widzimy na nich młodych ojców z dziećmi. Coraz częściej ojcowie korzystają też z uprawnień urlopowych (urlop rodzicielski), które dawniej były kojarzone wyłącznie z przywilejem matek. A ojciec, który chce dać rodzinie coś więcej i być przy rodzinie też często musi dokonywać wyborów: kariera czy rodzina.
Może lepiej byłoby mówić o nabywaniu uprawnień emerytalnych przez faktycznych opiekunów dziecka?
Zazwyczaj będzie to matka ale... Życie uczy, że nie zawsze jest tak jak nam się wydaje, że być powinno.
W polskich placówkach instytucjonalnej opieki zastępczej przebywa stale około 19 tys. dzieci. Czy ich matki mogłyby nabyć uprawnienia emerytalne za sam fakt urodzenia np. czwórki dzieci? 
Tak więc o ile w ogóle podoba mi się idea wspierania rodzin oraz docenienia, że rola dobrej matki to ciężka praca to:
- Będzie trudno opracować takie zmiany w systemie emerytalnym aby rzeczywiście były one elementem polityki prorodzinnej i demograficznej, a nie były odbierane jak kolejny zasiłek. By nie utrwalały wzorca, że kobieta (matka) do opieki nad dzieckiem jest zobowiązana, a mężczyzna (ojciec) to dobrze, gdy w ogóle się poczuwa. 

sobota, 9 czerwca 2018

Pielgrzymka do Ludźmierza w rocznicę I Komunii

Dziś mogłem uczestniczyć razem z córką w pielgrzymce do sanktuarium maryjnego w Ludźmierzu.

Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu

Pielgrzymka była zorganizowana przez parafię oraz rodziców dzieci, które w zeszłym roku po raz pierwszy przystąpiły do eucharystii.

Sanktuarium MB w Ludźmierzu widok z ogrodu różańcowego

Dla mnie była to także szczególna pielgrzymka związana z moją własną prośbą, którą kiedyś skierowałem do Ludźmierskiej Gaździny i Matki Boga.

Prośbę tę wyraziłem w 2011 r jeszcze przed rozpoczęciem kursu dla kandydatów na rodziców adopcyjnych w OA. Poprosiłem o wytrwałość w podjętej już decyzji. Prosiłem o powodzenie w naszych staraniach. Dodałem gdzieś w duchu zobowiązanie... Że pokonam wszelkie trudności i wiary nie utracę.

Cóż... Wygląda na to, że Pani Gorców i Podhala uważnie słucha próśb do niej skierowanych.
Wytrwaliśmy. Starania zakończyły się powstaniem nowej rodziny adopcyjnej. Ale trudności i sprawdzianu wiary nam nie oszczędzono.

Tak więc prośby kierowane do Matki Boga przed ołtarzem ludźmierskim sanktuarium radziłbym traktować poważnie.

Sanktuarium MB w Ludźmierzu


***

środa, 6 czerwca 2018

Karta rowerowa

rowerowe miasteczko ruchu drogowego
Starsza córka zdała dziś egzamin na kartę rowerową ;)
To chyba jej pierwszy taki samodzielny sukces. Pierwszy egzamin.
Cieszę się, że mogłem być w tej chwili razem z nią.

Mam nadzieję, że pomoże jej to nie tylko w poruszaniu się rowerem po drogach. Ale też w uzyskaniu większej wiary w siebie i swoje możliwości.
Bo do tej pory słyszałem głównie, że: za trudne, nie dam rady... itp.