środa, 15 grudnia 2021

Usługi elektroniczne. Tak dziecko może nabić rachunek za telefon

 Ostatnio jestem coraz bardziej przekonany o tym, że smartfony szkodzą dzieciom. Są wręcz jak używki... i to te ciężkie, z gatunku uzależniających.

Niestety mogą to być też drogie używki... Bo dziecko już uzależnione nie będzie miało umiaru w czerpaniu przyjemności z korzystania ze smartfona.

Cóż... A już ofiarowanie dziecku telefonu z abonamentem to kuszenie losu.

Ostatnio na moim rachunku (kilka aktywnych numerów telefonicznych) zaczęły pojawiać się opłaty za usługi elektroniczne.

Ponieważ sam nic nie zlecałem to zacząłem sprawdzać komu się takie coś przytrafiło.

No i okazało się, że to moja starsza córka uległa jakieś aplikacji (chyba gra) i coś tam kliknęła na ekranie smartfona.

Tak więc jeśli na waszym rachunku pojawi się coś takiego:


To znaczy, że ktoś mniej lub bardziej świadomie korzysta z płatnych opcji gier lub aplikacji zainstalowanych w smartfonie.

Jedna taka to niby nie problem... Ale kilka, kilkanaście i to uruchomionych jako usługa cykliczna może znacząco wpłynąć na wysokość rachunku za telefon.

Cóż... W opcjach domyślnych np. Orange (mój operator) nie za bardzo chroni mniej świadomych użytkowników.

Blokadę takich usług lepiej włączyć. I trzeba zrobić to samemu. Bo operator jest jakby to powiedzieć częścią tego interesu. A usługa Zamów z Orange jest komercyjna i operator swoje z tego ma.

Tak wiec w opcjach konta dla telefonu dziecka  warto włączyć blokadę usług elektronicznych:


Bo usunięcie już włączonego i cyklicznie powtarzającego się obciążenia wynikającego z uruchomionej za pomocą usług elektronicznych subskrypcji jest trudniejsze.

piątek, 26 listopada 2021

Jestem zaszczepionym ozdrowieńcem

Dziś kończy się izolacja jaką nałożył na mnie system po pozytywnym wyniku testu na obecność materiału genetycznego wirusa wywołującego COVID-19 w moich drogach oddechowych.

Dzwonię do lekarza aby potwierdzić koniec izolacji. Tak... Działam kierowany instrukcją z sms od Ministerstwa Zdrowia.

Lekarz pyta się o objawy, a ja go informuję, że od kilku dni czuję się świetnie i nie mam żadnych objawów (gorączka, dreszcze, kaszel). Jedyne na co mogę narzekać to nadal przytępiony smak i węch.

Lekarz potwierdza koniec izolacji i mówi, że jestem tzw ozdrowieńcem.

Ale to wiem tylko od lekarza.

Nie potwierdzę tego np. na Internetowym Koncie Pacjenta. Nie uzyskam na IKP certyfikatu ozdrowieńca. System twierdzi, że mam ważny paszport covidowy uzyskany po drugim szczepieniu i nie mogę być jednocześnie "zaszczepieńcem" i "ozdrowieńcem".

Jak chcę certyfikat to ma go sobie sam załatwić u lekarza lub w punkcie szczepień... 

W sumie to mi to bakłażanem zwisa bo paszportu covidowego nikt ode mnie nie wymagał, a moc tych certyfikatów imo jest właściwie żadna.

Zaszczepieni też chorują...

Mnie wystarczy ulga wynikająca z tego, że zarazę przeszedłem łagodnie, bez powikłań i konieczności hospitalizacji.

Z antyszczepionkowcami dyskutować nie będę. Im niech wystarczy to, że byłem chory mimo zaszczepienia. 

piątek, 19 listopada 2021

Dlaczego szczepionka nie uchroniła mnie przed zachorowaniem na COVID-19?

W zasadzie od początku powinienem mieć świadomość, że fakt zaszczepienia nie daje 100% ochrony. Ale może naiwnie, może bezpodstawnie, jednak miałem taką nadzieję, że to mnie naprawdę zabezpieczy.

Cóż... Jednak aby być uczciwym muszę się przyznać, że w dotychczasowych kalkulacjach jednak nie uwzględniłem tu czynnika ludzkiego.

Otóż nie wziąłem pod uwagę, że jednak mam w domu nastoletnią córkę, która ma silne przekonanie, że młodość gwarantuje niezniszczalność, a koledzy i internet to najlepsze źródło wiedzy na temat tego czy warto się szczepić.

No więc moja córa ma poglądy na temat szczepień podobne do grasujących tu sympatyków Konfy. Równie "logiczne" i tak samo nie podlegające dyskusji.

Cóż... Upartego w swych teoriach nastolatka i/lub Konfederaty nikt i nic nie przekona nawet do próby wyjścia poza ustalony z kolegami schemat myślenia i plan działania.

Ale mam nadzieję, że moja córa z wiekiem jednak nabierze innych cech. 

Co do posłów i sympatyków Konfy nie mam już takich złudzeń. 


A wracając do tematu notki...

Jak moja córa złapała w szkole tego COVIDa i przywlekła go do rodzinnego domu to... żadna szczepionka pozostałym domownikom pomóc już nie mogła. 

Tak jak Linia Maginota nie obroniła Francji w 1940 r przed agresją niemiecką.

Wirus dostał w prezencie kuriera, który sam wniósł zarazę omijając wszelkie zabezpieczenia.

czwartek, 18 listopada 2021

Dlaczego w IKP nie ma informacji o kwarantannie/izolacji?

 Na tak zadane pytanie administratorzy serwisu Internetowe Konto Pacjenta (IKP)mają prostą odpowiedź:

"Informacja o kwarantannie nie pojawiła się w IKP, ponieważ laboratorium nie wpisało jeszcze wyniku do systemu IT. Zostań w domu, jeśli zostałeś poinformowany o skierowaniu na kwarantannę."

Ale czy jest to odpowiedź pełna i rzeczowa?

Bo jakoś na PUE ZUS informacje o kwarantannie/izolacji pojawiają się bez opóźnień. 

Lokalny sanepid też bardzo szybko dostaje informacje o wyniku testu za pośrednictwem "systemów IT".


Dlatego mam przeczucie, że podawana przez administratorów serwisu IKP odpowiedź jest dla osób, które nie korzystają np. z ZUS PUE i nie słuchają tego o czym mówi konsultant/konsultantka z sanepidu.

A prawdziwa przyczyna jest taka jak i przypadku informacji o zwolnieniu lekarskim. Te też w serwisie IKP pojawiają się czasem ze znacznym opóźnieniem.

Coś czuję, że w tej sprawie poszczególne elementy "systemów IT" nie współpracują ze sobą, a PUE ZUS ma priorytet względem IKP. 


Ale podano wytłumaczenie, którego użytkownik serwisu IKP nie jest w stanie sprawdzić. Więc musi je przyjąć i już...



środa, 17 listopada 2021

Czekając na wynik testu na obecność COVID-19

 Cóż... Czekając na wynik wspomnianego w tytule notki testu muszę niestety potwierdzić, że:

- Tę zarazę nadal można otrzymać jako niechciany prezent.

- Fakt zaszczepienia (pełnego) nie zapewnia 100% ochrony przed otrzymaniem takiego niechcianego prezentu.

Tak wiec mimo, że mam przyjęte obie dawki szczepionki przeciw COVID-19 to wczoraj zdecydowałem się na wykonanie testu sprawdzającego czy i ja nie jestem jednak chory.

Dlaczego?

Od kilku dni obie moje córki są na kwarantannie bo szkoła, do której uczęszczają okazała się być wylęgarnią COVID-19. Chorują uczniowie i nauczyciele.

Ale to jeszcze nie jest formalnie powodem do wykonania testu przez osobę zaszczepioną. Tak... zaszczepieni nie są kierowani z automatu na kwarantanne i/lub test sprawdzający.

Niestety po kilku dniach u starszej z córek pojawiły się objawy... Gorączka, łamanie w kościach, ból mięśni etc. 

Dwa dni później podobne objawy u żony.

Co gorsze... Żona wykonała test i wyszedł jej wynik pozytywny.

Tak wiec teraz moja małżonka jest w izolacji domowej.

Cóż... Nie mam jakiś (imo) szczególnych objawów (wieczorami temp. do 37 stopni z groszami i ból głowy) ale to już podobno wystarczy.

Tak wiec nie czekając postanowiłem wczoraj wieczorem sam skierować się na test za pośrednictwem formularza internetowego.

Formalnie nie jestem na kwarantannie ale sam z własnej woli siedzę w domu i czekam na wynik testu.


Podsumowując

Prewencyjne zamykanie szkół jednak miało jakiś sens. Dzieci nie da się opanować. Niestety część kadry pedagogicznej też jest jak dzieci. Do mnie od wczoraj wydzwania sanepid z pytaniami czy kontaktowałem się osobą taką a taką, czy byłem na zebraniu szkolnym w dniu... 

Tak dyrekcja szkoły wpadła na fantastyczny pomysł, że zebrania z rodzicami, które spokojnie mogły odbyć się online, będą zorganizowanie w tradycyjnej formie.


Paniom z powiatowego sanepidu naprawdę współczuję. Mają teraz dużo pracy, a nikt nie upomni się o ich uposażenia. A z tego co wiem to o zarobkach na poziomie tych jakie mają nauczyciele to mogą tylko pomarzyć. 


Aktualizacja

Po 24 godzinach od wykonania otrzymałem wynik testu. 

Pozytywny

czwartek, 21 października 2021

Czas na i dla dzieci - wartość większa od pieniędzy

 Mitologia tzw "świadomego rodzicielstwa" mówi nam, że decyzję o poczęciu i narodzeniu dziecka trzeba podjąć we właściwym czasie. W czasie, w którym dorosły człowiek jest już gotowy na to by opiekować się dzieckiem.

Jest to mit bo... Bo ważniejsze od samej decyzji tak naprawdę jest to czy ten czas w ogóle się ma. 

Czy ma się czas dla dziecka i jego potrzeb? A będzie ono wymagało od rodziców dużej zdolności do znajdowania czasu, który będzie przeznaczony na zapewnienie dziecku właściwego rozwoju.

Dziecko może pojawić się w naszym życiu całkiem przypadkowo, bez czasu poświęconego na jego "planowanie"... Ważniejsze jest to aby potem był czas na jego wychowanie.

A z tym czasem i zdolnością rodziców do poświęcania swego czasu dla dzieci jest imo coraz gorzej.

Tak Program Rodzina 500 Plus dał jakiś zastrzyk finansowy, sporo rodzin wyciągnął z nędzy.

Ale program ten nie wpłynął jakoś znacząco na dzietność w naszym kraju. Nie wpłynął, bo nie mógł wpłynąć. Do decyzji o podjęciu się roli rodzica trzeba innej inspiracji niż możliwość uzyskania "świadczenia wychowawczego". Bo za żadne pieniądze nie kupimy sobie czasu jaki trzeba poświęcić na wychowanie dziecka.

A ten czas nadal nam się odbiera...

Bo ile czasu dla dziecka może poświęcić kobieta, która kończy pracę późnym wieczorem? Rano odstawi dzieciaka do szkoły, a po południu kto się nim zajmie? 

Ile czasu dla dziecka ma ojciec wiecznie w delegacji?... Taki wracający do domu tylko po to aby przeprać swoje rzeczy.

No ale przecież podobno wszyscy chcemy aby markety były pootwierane nawet do północy. Bo czas na zakupy jest najważniejszy. Może nawet ważniejszy niż czas jaki powinniśmy poświęcić sobie, małżonkowi, dziecku?

Może dlatego nadal mamy problem z tym aby uznać niedzielę za dzień, który poświęcamy sprawom ważniejszym niż zakupy, zarabianie pieniędzy i robienie większych lub mniejszych biznesów?

Tak... Niedziela jako dzień (czas) przeznaczony np. dla rodziny jest wartością większą niż jakiekolwiek pieniądze jakie można by w tym dniu zarobić.

Dlatego jeśli naprawdę chcemy ułatwić ludziom decyzje o świadomym rodzicielstwie (taką prawdziwą a nie mit) to mówmy nie tylko o pieniądzach. Oddajmy ludziom czas na rodzinę i dzieci. 

Oddajmy czas na realizację naturalnej potrzeby... Bo większość z nas chce mieć rodzinę i dzieci.

czwartek, 5 sierpnia 2021

Narodowy Spis Powszechny i pytania o adopcję

 

Dziś wpadłem na pomysł aby wypełnić samodzielnie ankietę Narodowego Spisu Powszechnego za pośrednictwem serwisu https://spis.gov.pl/.

Z tym samodzielnym wypełnianiem to jednak jest trochę nie tak... Bo jeśli podamy w formularzy inne osoby jako zamieszkujące razem z nami w jednym gospodarstwie to tak naprawdę one też już biorą udział w spisie.

Tak więc ostatecznie ankietę spisową wypełniałem razem z żoną i przy współudziale dzieci. Bo one też zostały spisane.

I tu były potrzebne dane wszystkich tych osób. A w szczególności nr pesel.

I mówiąc szczerze to każda osoba podana jako członek najbliższej rodziny powinna w miarę samodzielnie wypełnić swoją część ankiety.

I rzeczywiście później nie muszą już wypełniać oddzielnych ankiet.


Natomiast wyjaśniło mi się jak to jest z pytaniami o adopcję (przysposobienie) dziecka, które jakoby miały się pojawiać w formularzu spisowym. 

Otóż jest tam też formularz, w którym należy określić wzajemne relacje rodzinne osób wskazanych w ankiecie jako zamieszkujące razem ze sobą.

Tylko, że sformułowania tam użyte mogą moim zdaniem wprowadzać w błąd.


Bo co to znaczy wskazać rodziców (także adopcyjnych)?

Ale kombinowałem o co w tym chodzi tylko przez chwilę. Bo stwierdziłem, że nie będę podawał nic co różni się od aktualnego stanu prawnego.

Przy dzieciach podałem odpowiednio jako ojca siebie, a jako matkę swoją żonę. Dokładnie tak jak jest w aktach USC.

Przy sobie wskazałem żonę jako małżonkę i... Przy żonie siebie jako męża.

Znajdujące się przy moim nazwisku pola wyboru: [ojciec], [matka] wyłączyły się same. System ustalił, że mieszkam we wspólnym gospodarstwie z żoną oraz dziećmi i najwyraźniej o to chodziło.

Nie było, żadnych szczegółowych pytań o adopcję...

Natomiast w pytaniach o to od kiedy dana osoba zamieszkuje pod wskazanym adresem wyszło, że dzieci pojawiły się później.