Pokazywanie postów oznaczonych etykietą służba zdrowia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą służba zdrowia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2021

Zgłosiłem rodziców jako chętnych do szczepienia przeciw Covid19

Rodzice od kilku dni próbowali zarejestrować sobie znanymi sposobami, czyli przez kontakt telefoniczny z przychodnią. Ale wszelkie te próby kończyły się wnioskiem, że słuchawki po drugiej stronie nikt nie odbiera.

Próba zgłoszenia się smsem (jest taka opcja) też im się nie udawała.

Jako dobry syn postanowiłem im pomóc.

Rodzice nie posiadają konta w banku z dostępem przez internet. Nie mają profilu zaufanego i o wszelkich takich nie chcą nawet słyszeć.

Zatem e-rejestracja przez serwis pacjent.gov.pl właściwie odpada. Zresztą DemoklesPlus już opisał swoje przeboje z próbą rejestracji matki.

Ale czytam uważnie to co podają w serwisie: https://www.gov.pl/web/szczepimysie/zgloszenia


Rejestracja na szczepienia dla seniorów 70+

Jeżeli masz 70 lat lub więcej oraz posiadasz PESEL - możesz zarejestrować się już na termin szczepienia. Rejestracji możesz dokonać na kilka sposobów: poprzez e-rejestrację na pacjent.gov.pl, dzwoniąc na Infolinię Narodowego Programu Szczepień 989 lub kontaktując się bezpośrednio z wybranym przez siebie punktem szczepień (tutaj znajdziesz mapę i dane kontaktowe).

Jeżeli jednak w Twojej okolicy nie ma już dostępnych wolnych terminów, możesz wypełnić  formularz zgłoszenia. Skontaktujemy się z Tobą, gdy sytuacja się zmieni i pojawią się nowe wolne terminy.


O! czyli nie trzeba się od razu samemu rejestrować... Można wysłać zgłoszenie chęci przez formularz i tu nie jest wymagane posiadanie profilu zaufanego.

No to próbuję...

Próbuje przez przeglądarkę na komputerze rodziców. Ale tu nadal Windows 7 i widocznie czegoś brak w systemie bo formularz nie przechodzi.

Próbuję przez przeglądarkę w telefonie i... po chwili dostaję e-mail, że zgłoszenie zostało przyjęte.

Teraz pozostało czekać na efekt, czyli jak szybko ktoś skontaktuje się z rodzicami i zaproponuje im termin.


Jak będę coś wiedział to napiszę.



 

piątek, 16 października 2020

Panika medialna jako choroba towarzysząca

 To, że media nakręcają atmosferę  nie jest jakimś odkryciem. Ale w przypadku covid19 tę medialną gorączkę można chyba uznać za jedna z głównych chorób towarzyszących.

Czytam w gazetach (a szczególnie w jednej Gazecie):

- jest źle

- wkrótce zabraknie łóżek w szpitalach,

- brakuje lekarzy

- za mało testów

- już jesteśmy druga Lombardią...

Po co to wszystko? Po to żeby tytuły lepiej się sprzedawały?

Niestety sam mogłem poczuć jak destrukcyjnie działa to na ludzka psychikę.

Od kilku miesięcy moja żona jest pacjentką onkologiczną. Ale bez paniki... Problem ujawnił się przypadkowo podczas rutynowego badania, które wcale nie było prowadzone w tym kierunku. I na szczęście zmiana został odkryta na etapie dającym duże szanse na skuteczne leczenie.

Ale ile się ostatnio nadenerwowałem to moje... Jak to mogło działać na stan ludzi oczekujących na podobne zabiegi mogę się już tylko domyślać.

Bo już słyszałem, że szpitale odwołują wszelkie zabiegi. Że będą leczyć tylko covid19...

Na szczęście nie jest to prawdą. Szpitale nie przestały leczyć pacjentów onkologicznych. Nie zaprzestano w nich innych funkcji związanych z ratowaniem ludzkiego życia.

Nie jest też  na szczęście prawdą twierdzenie, że jakoby środowisko lekarskie zaczęło tchórzyć. Że lekarze nie chcą leczyć...

Naprawdę większość z nich robi co może aby pomagać ludziom i ratować życie oraz zdrowie pacjentów.

Jeżeli słyszycie, że w jakimś szpitalu brakuje personelu do normalnego funkcjonowania szpitala (o ile w czasach covidowych szpital może funkcjonować normalnie) to wiedzcie, że niekoniecznie chodzi tu o lekarzy. Personel to też pielęgniarki, technicy oraz salowe... Ci wszyscy ludzie są niezbędni. Sami lekarze nie ogarną tej kuwety.

Co prawda w krakowskim szpitalu im Narutowicza ośmiu anestezjologów akurat teraz postanowiło złożyć wypowiedzenia  bo nie dogadali się w kwestiach płacowych... Ale to nie są wszyscy lekarze w naszym kraju.

Naprawdę większość wyrabia wielokrotność przewidzianych norm.

A my przynajmniej postarajmy się nie dokładać im roboty. Nośmy te maseczki, myjmy ręce, zachowujmy dystans i w ogóle stosujmy się do zaleceń.

O covidzie możemy sobie prywatnie myśleć co tam nam pasuje. Ale dla zdrowia ogólnego starajmy się nie robić afery z tego, że nakazano nam nosić maseczki w miejscach publicznych.

No i może dla własnego zdrowia unikajmy serwisów, które nie informują a tylko nakręcają atmosferę paniki medialnej.

Screen z serwisu gazeta.pl Z treści artykułu wynika jednak, że wspomniany szpital nie zostanie przekształcony w placówkę jednoimienną i leczenie pacjentów onkologicznych nie zostanie przerwane.
 



czwartek, 8 listopada 2018

Karta uodpornienia (karta szczepień) dziecka

Czytając o nowych przypadkach zachorowań na odrę oraz o tym jak ważne w profilaktyce chorób zakaźnych są szczepienia ochronne chcąc nie chcąc przypomniałem sobie o pewnym ważnym dokumencie.
O karcie uodpornienia, która nazywana jest czasem kartą szczepień.

Co to jest?
Karta uodpornienia jest to podstawowy dokument zawierający historię szczepień konkretnego pacjenta. Karta taka powinna być założona dziecku zaraz po jego narodzinach i być przechowywana w jednostce zajmującej się podstawowa opieką zdrowotną danego pacjenta. W niej mają być odnotowane wszystkie zastosowane szczepienia ochronne i wpisane terminy kolejnych szczepień.
Niestety mimo postępującej cyfryzacji karta uodpornienia (karta szczepień) jest w naszym kraju nadal dokumentem papierowym. Można wystawić elektroniczną fakturę, testuje się e-recepty, już można wystawić elektroniczne L4 (nie tylko dla policjanta) ale historia szczepień nadal na papierze.

Ma to swoje wady.
Jak zmieniamy lekarza to... ta papierowa karta musi wędrować razem z nami.
Jest tam gdzie jest nasz lekarz i inne placówki nie maja do niej wglądu. A choroby i nagłe przypadki nie wybierają miejsca.
Lekarz o terminie kolejnego szczepienia przypomni sobie dopiero jak zajrzy do karty.



Karta uodpornienia dziecka przysposobionego (adoptowanego)
I tu zaczyna się prawdziwy problem. Karta wystawiona bezpośrednio po urodzeniu dziecka zawiera zazwyczaj dane rodziny pochodzenia dziecka i jego pierwotny numer pesel. Po przysposobieniu dane dziecka (nazwisko i nr pesel, czasem imiona) się zmieniają. Ale na papierowej karcie uodpornienia (szczepień) nie można oficjalnie dokonywać żadnych zmian. Ujawnianie, nawet lekarzowi, danych o rodzinie pochodzenia dziecka też może być niezgodne z prawem. A większość lekarzy zwyczajnie nie wie jak postępować z takim dokumentem. Partyzantka na całego...

Może Ministerstwo Zdrowia wysiliłoby się wreszcie na jakieś wytyczne dla lekarzy rodzinnych/pierwszego kontaktu jak postępować w tej specyficznej sytuacji!?

No ale może jednak szybciej doczekam się przejścia na cyfrową formę przechowywania danych o szczepieniach pacjenta i tam już będzie można uwzględnić odpowiednią ochronę danych oraz powiązanie z numerem pesel pacjenta, a także to, że dane pacjenta mogą się zmieniać w trakcie jego życia.

wtorek, 17 października 2017

Nie wszystko załatwi się dając więcej pieniędzy

Moja przeglądarka została chyba zhakowana. Co prawda nie mam oprogramowania Kaspersky, nie mam nawet Windowsów ale mam wrażenie, że ktoś śledzi teksty wyświetlające się w oknie przeglądarki stron www.
Śledzi mnie chyba niezbyt rozgarnięty bot. Bo niech go Google mać... W teksty o "głodowych" pensjach i protestach "głodowych" młodych lekarzy wciska mi ten bot reklamy UNICEFu, które namawiają mnie do wsparcia (finansowego) tej organizacji w ratowaniu głodujących dzieci w Sudanie Południowym.
Zdaję sobie sprawę, że w protestach lekarzy i reklamach UNICEFu jest gra na emocjach. Ale wybaczcie... Głód głodowi nierówny. Widok niedożywionego dziecka bardziej mnie wzrusza niż buźki "głodujących" rezydentów.

Nie chcę tu bagatelizować problemu lub ośmieszać młodych, protestujących  lekarzy. Bo problem jest i to poważny. Jednak jego rozwiązanie nie zależy wyłącznie od tego ile pieniędzy wpompuje się w system służby zdrowia i wysokości wynagrodzeń pracowników w tym systemie (lekarzy, pielęgniarek, techników medycznych itd.). Tak jak mały wpływ mają apanaże oficjeli agend ONZ oraz pieniądze wpłacane na konta tych agend na poprawę losu dzieci w krajach wyniszczonych wojnami i prawiekolonianym wyzyskiem gospodarczym.

Tak więc nakłady na służbę zdrowia rosną i będą rosły ale zawsze będzie na coś brakować. Nie ma szans by z tych pieniędzy wystarczyło na wszystko. Od POZ po dofinansowanie zabiegów in vitro... Tylko kolejka wyciągających ręce po środki z systemu będzie coraz dłuższa.

***
A tak btw skoro już wspomniałem o in vitro.
W 2008 r gdy jeszcze sprawa mnie interesowała pewna klinika proponowała mnie i mojej małżonce taki właśnie zabieg. Jego koszt w prywatnej klinice, bez jakiegokolwiek dofinansowania, miał w tym czasie wynosić od 8 000 do 10 000 zł. Nie skorzystaliśmy z tej propozycji ale nie dlatego, że było drogo. Gdy już w naszym życiu, dzięki otwarciu na adopcję, pojawiły się dzieci, to w dwa tygodnie wydaliśmy więcej na zakupy (meble do pokoi dziecięcych, kurtki, buty i całe mnóstwo drobiazgów, które nagle okazały się niezbędne).
Gdy w mediach (gdzieś tak koło 2012 r) rozpoczęła się dyskusja o dofinansowaniu z budżetu NFZ zabiegów in vitro nagle dowiedziałem się, że koszt zastosowania tej metody to około 20 000 zł. Może w ciągu 4 lat metoda zmieniła się na tyle, że jej koszty wzrosły dwukrotnie, a może zadziałała zasada, że jak płaci państwo to należy żądać więcej... I może gdzieś tu tkwią przyczyny problemów z finansowaniem służby zdrowia.

wtorek, 9 maja 2017

Karta uodpornienia i kontakt z lekarzem po przysposobieniu dziecka

Gdy zabieraliśmy dzieci z Domu Dziecka poinformowano nas, że w okresie preadopcji (czas między wnioskiem o przysposobienie, a uprawomocnieniem się decyzji sądu) możemy mieć pewne kłopoty, gdyby dzieci zachorowały i zaszła potrzeba skorzystania z porady lekarskiej. Lepiej aby nic się nie działo... Bo w tym czasie nie jesteśmy jeszcze prawnymi opiekunami (nie można np. decydować o leczeniu) i ubezpieczenie dziecka też nie jest z nami związane. Takie niedoróbki w przepisach dotyczących preadopcji. Na szczęście w naszym wypadku czas preadopcji był krótki (tylko miesiąc), a dzieci w tym czasie nie chorowały.
Gdy otrzymałem z Urzędu Stanu Cywilnego (USC) nowe akty urodzenia naszych córek oraz potwierdzenie zmiany numeru pesel natychmiast zgłosiłem poprzez swojego pracodawcę dzieci do ubezpieczenia zdrowotnego. Poszło szybko, miałem tylko wypełnić prosty druk i podać aktualne dane dzieci. A nasz lekarz rodzinny (pierwszego kontaktu) założył dzieciom karty. I w tym momencie pomyślałem, że sprawa opieki medycznej dla naszych dzieci już została załatwiona.
Niestety... Przy następnej wizycie pani z rejestracji w przychodni lekarskiej przypomniała nam o konieczności dostarczenia dokumentu potwierdzającego obowiązkowe szczepienia dzieci (karta uodpornienia). A przyznaję, że w natłoku spraw w ogóle zapomniałem o takim dokumencie. Na szczęście pamiętała Pani z Ośrodka Adopcyjnego. Odebrane przez pracowników OA karty uodpornienia dotarły do na listem poleconym. Niestety były to oryginały z niezmienionymi danymi dzieci (nazwisko, imiona rodziców, nr pesel). Oj sporo było dyskusji w przychodni co z tym fantem zrobić. Bo jak tu przyjąć kartę, w której zawarte dane są już nieaktualne, a ich używanie może być szkodliwe lub nawet niezgodne z prawem?
Eh... Szkoda, że w obowiązujących przepisach jest tyle luk i niedoróbek. Lekarz i pracownicy przychodni właściwie nie wiedzą co w takim wypadku powinni robić. A tak na logikę to wydaje się, że np. nasz lekarz rodzinny powinien mieć prawo (może obowiązek) sporządzenia nowej karty uodpornienia. No i pytanie co ze starą (dotychczasową kartą)?... Bo zniszczyć jej właściwie też nie można.