Zima nas nie rozpieszcza. Temperatury takie jakieś właściwe jesienne lub wczesnowiosenne. Śnieg można oglądać tylko na obrazkach z miejsc gdzie nas akurat nie ma...
Czasem się zastanawiam czy moje córki tak naprawdę wiedzą jak wygląda zima. Bo odkąd jesteśmy razem to jeszcze nie widziały naszego domu pod solidną warstwą śnieżnej pokrywy na dachu.
Dziś w poszukiwaniu zimy wybraliśmy się w stronę położonej o 50 km na południe od naszego domu Przełęczy Słopnickiej i zlokalizowanej pod Mogielicą trasy dla narciarstwa biegowego.
Przeczucie nas nie zawiodło. Po ostatnich opadach trasę pokrywa do 40 cm białego puchu. Ale jest to zjawisko lokalne... Wystarczy zejść, zjechać trochę niżej do wsi Słopnice i aby zebrać garść śniegu to trzeba go zeskrobać z chodnika.
Ale trzeba się cieszyć z tego co jest. Ja cieszę się też z tego, że wreszcie po 3 latach znalazłem okazję aby przez chwilę poczuć tę przyjemność z przemieszczania się na deskach po śniegu.
Czułem co prawda, że długa przerwa już zrobiła swoje... Nogi jakoś nie chciały trzymać... Ale płuca pracowały i serce pompowało krew z radością.
Swoich sił na nartach biegowych spróbowała też moja starsza córka. I muszę przyznać, że robi szybkie postępy. Co jak co ale ma naprawdę talent do wszystkiego co wymaga sprawności i dobrej koordynacji ruchów.

