Moją starszą córkę powoli odbiera mi społeczność :(
I nie chodzi mi tu o to, że coraz bardziej ważna jest dla niej grupa rówieśnicza.
Niestety nasze dzieci coraz częściej i coraz szybciej odbiera nam społeczność internetowa. I niestety nie da się już całkowicie odciąć dziecka od portali społecznościowych oraz gier online...
Takie czasy.
Tych zmian społecznych nie da się już zatrzymać, a udawanie, że problem nie istnieje lub próba odizolowania się od tego świata (wirtualnych znajomości) nic nie pomoże.
No więc... Moja córka też znalazła sobie taką grę sieciową, która pozwala jej na realizację pewnych swoich pasji i... Na to by mieć też to co inni mają. A podobno wszyscy (ze szkoły) w to grają.
Jednak sama możliwość grania w podstawową wersję gry, w pewnym momencie okazała się niewystarczająca. Moje dziecko zaczęło się domagać aby umożliwić mu pozyskanie "konta VIP" w rzeczonej grze. A takie konto nie jest już za darmo. Tu twórca gry znalazł sobie sposób na wyciągnięcie realnych pieniędzy od graczy.
Chcesz mieć "VIPa" to zapłać...
Cena takiego pakietu VIP niby nie jest wielka. Jakieś kilkanaście złotych za tydzień, ale...
No właśnie dla dorosłego szybko pojawia się jakieś ale. Bo przecież odpowiedzialny człowiek nie będzie w jakiejś grze podawał danych o swojej karcie płatniczej/kredytowej, nie będzie wysyłał smsów premium pod bliżej nieznane numery, ani podawał swoich danych osobowych w formularzach płatności serwisu, o którym właściwie nic nie wie... Nie wie kto nim administruje i jak wykorzystuje pozyskane dane.
Dziecko ogarnięte pasją i chęcią zaspokojenia swojej potrzeby jednak nie będzie mieć takich dylematów. Dać mu możliwość to zacznie wysyłać płatne smsy lub spróbuje wymusić użycie przez rodzica karty płatniczej...
Cóż... Ja mojej córce smsy premium zablokowałem zaraz po tym jak dostała ode mnie telefon. Taki ze mnie tyran... Ale w końcu to ja płacę rachunki. Więc nie mam tu żadnych dylematów.
Sam karty płatniczej nie używam do kupowania "byle czego" w sieci. I nawet płacz dziecka mnie nie zmiękczy... Taki potwór jestem.
Ale aby złagodzić ból dziecka, które koniecznie chce choć na tydzień spróbować nowych funkcji w grze postanowiłem obejść ten problem.
Przez serwis allegro kupiłem kod paysafecard (coś jak karta zdrapka, kod doładowania do telefonu). Taką kartę, kod można kupić też na poczcie lub niektórych sklepach (np. Żabka). Ten kod też pozwala na wykupienie konta w grze ale moja płatność przechodzi już przez zweryfikowany wcześniej serwis aukcyjny, na którym i tak już mam konto.
Poszło... Kod zadziałał.
Teraz będę sprawdzał co dalej zrobi dziecko. Czy nasyci się nowymi opcjami w grze? I przestanie zanudzać o wykupowanie tych dodatkowych funkcji.
Czy też jego żądania będą wręcz narastać?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojciec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojciec. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 lipca 2019
niedziela, 23 czerwca 2019
Czy tata miał kiedyś dziewczynę?
- Tato... A Ty miałeś kiedyś dziewczynę?
Takie poważne pytanie zadała mi dzisiaj córka. Ta starsza... trzynastolatka.
I muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyło to szczere pytanie. Ale postarałem się udzielić w miarę konkretnej i poważnej odpowiedzi:
- Tak. Ale jak miałem 13 lat to raczej można było mówić o "sympatii" niż o "chodzeniu z dziewczyną" tak na poważnie.
Cóż... Przychodzi taki czas, że dorastające dzieci zaczynają się interesować tym jak to jest w relacjach damsko-męskich i nie ma w tym nic dziwnego. Ale ja jakoś poczułem się dziwnie dumny z tego, że moja trzynastoletnia córeczka na tyle ufa swojemu tacie, że potrafi się pytać go o tak "poważne" tematy.
Ładny prezent na Dzień Ojca. :)
A przecież trzynastolatki (i w ogóle nastolatki) mają wiele poważnych tematów, o których już raczej nie chcą rozmawiać z rodzicami. To taki czas, gdy coraz większy wpływ na dziecko mają rówieśnicy, idole i... szamani z videoblogów.
Tak więc naprawdę czuję, że mogę być zadowolony z tego, że dziecko jeszcze chce ze mną rozmawiać o tak "poważnych" sprawach.
Takie poważne pytanie zadała mi dzisiaj córka. Ta starsza... trzynastolatka.
I muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyło to szczere pytanie. Ale postarałem się udzielić w miarę konkretnej i poważnej odpowiedzi:
- Tak. Ale jak miałem 13 lat to raczej można było mówić o "sympatii" niż o "chodzeniu z dziewczyną" tak na poważnie.
Cóż... Przychodzi taki czas, że dorastające dzieci zaczynają się interesować tym jak to jest w relacjach damsko-męskich i nie ma w tym nic dziwnego. Ale ja jakoś poczułem się dziwnie dumny z tego, że moja trzynastoletnia córeczka na tyle ufa swojemu tacie, że potrafi się pytać go o tak "poważne" tematy.
Ładny prezent na Dzień Ojca. :)
A przecież trzynastolatki (i w ogóle nastolatki) mają wiele poważnych tematów, o których już raczej nie chcą rozmawiać z rodzicami. To taki czas, gdy coraz większy wpływ na dziecko mają rówieśnicy, idole i... szamani z videoblogów.
Tak więc naprawdę czuję, że mogę być zadowolony z tego, że dziecko jeszcze chce ze mną rozmawiać o tak "poważnych" sprawach.
piątek, 8 lutego 2019
Robot do przypominania o myciu zębów
Moja młodsza córka dostała w szkole zadanie aby razem z tatą wykonać model robota (technika dowolna). Warunek konieczny... Praca ma być wykonana razem z tatą. Nie przez tatę. Ma być to wspólna praca ojca i dziecka.
Pracę zaczynamy od poszukiwań z czego można by tu takiego robota sklecić. Próba przegrzebania zakamarków domowych ujawnia przy okazji, że... przydałoby się tu i ówdzie zrobić porządek. A w domu jest całkiem sporo przedmiotów nadających się do konstrukcji robota.
Oto efekt wspólnej pracy...
Robot jest w 100% eko... Ekologiczny i ekonomiczny. Nic nie trzeba było dokupić. Robot został zbudowany z części, które zagracały szafki i gdyby ktoś je uznał za śmieci to mogłyby wylądować w kuble na odpady.
Teraz uzyskały nowe życie i nabrały nowej wartości, a nie zaśmiecają szaf lub garażu. Nie trafiły też do śmietnika.
Robot wykonany na podstawie planów (szkiców) technicznych dziecka.
Dzieci mają bardzo dobre pomysły... Jednak w ich realizacji potrzebują wsparcia. Nóż do tapet, klej na gorąco i inne niebezpieczne narzędzia na razie lepiej niech będą w ręku taty, a nie siedmiolatki. Jednak te ręce taty mają działać według dziecięcych wytycznych.
Ostatnim (a właściwie jedynym) problemem było wymyślenie z czego można by tu wykonać łapki robota. Czy będą to jakieś chwytaki? Może haczyki? A może coś jak ludzkie dłonie?
I tu ujawnia się siła dziecięcej wyobraźni.
Dwie stare szczoteczki do zębów zamontowane w ramionach robota to pomysł mojej córki. A robot będzie przypominał o myciu zębów...
Choć jak przypuszczam pewnie córcia wolałaby takiego prawdziwego robota, który naprawdę myłby za nią zęby rano i wieczorem.
Bo córunia bardzo nielubi tej czynności.
Pracę zaczynamy od poszukiwań z czego można by tu takiego robota sklecić. Próba przegrzebania zakamarków domowych ujawnia przy okazji, że... przydałoby się tu i ówdzie zrobić porządek. A w domu jest całkiem sporo przedmiotów nadających się do konstrukcji robota.
Oto efekt wspólnej pracy...
Robot jest w 100% eko... Ekologiczny i ekonomiczny. Nic nie trzeba było dokupić. Robot został zbudowany z części, które zagracały szafki i gdyby ktoś je uznał za śmieci to mogłyby wylądować w kuble na odpady.
Teraz uzyskały nowe życie i nabrały nowej wartości, a nie zaśmiecają szaf lub garażu. Nie trafiły też do śmietnika.
Robot wykonany na podstawie planów (szkiców) technicznych dziecka.
Dzieci mają bardzo dobre pomysły... Jednak w ich realizacji potrzebują wsparcia. Nóż do tapet, klej na gorąco i inne niebezpieczne narzędzia na razie lepiej niech będą w ręku taty, a nie siedmiolatki. Jednak te ręce taty mają działać według dziecięcych wytycznych.
Ostatnim (a właściwie jedynym) problemem było wymyślenie z czego można by tu wykonać łapki robota. Czy będą to jakieś chwytaki? Może haczyki? A może coś jak ludzkie dłonie?
I tu ujawnia się siła dziecięcej wyobraźni.
Dwie stare szczoteczki do zębów zamontowane w ramionach robota to pomysł mojej córki. A robot będzie przypominał o myciu zębów...
Choć jak przypuszczam pewnie córcia wolałaby takiego prawdziwego robota, który naprawdę myłby za nią zęby rano i wieczorem.
Bo córunia bardzo nielubi tej czynności.
sobota, 1 grudnia 2018
Tata w delegacji
Praca rzuciła mnie na chwilę do roboty z dala od domu. Mam tu pod opieką dwa wiercenia za węglem w okolicach Jastrzębia - Zdroju. Wyjazd niby krótki ale po tygodniu do domu już tęskno.
Gadam przy okazji o takiej robocie z ludźmi, którzy większą część swojego zawodowego życia spędzają daleko od domu. Bo taka jest specyfika pracy wiertników i geologów poszukiwawczych.
Cóż... Po prostu trzeba lubić takie życie albo z jakiegoś przymusu godzić się na ciągłą nieobecność w domu. No bo jak ktoś mówi, że w domu z rodziną jest przez 7 dni w miesiącu... To ja nie jestem w stanie zrozumieć jak taka rodzina funkcjonuje. A jakoś funkcjonować musi.
I jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że tak mogłaby funkcjonować rodzina adopcyjna. Bo jak tu budować więź z dzieckiem gdy taty (lub mamy) ciągle nie ma w domu?
Gadam przy okazji o takiej robocie z ludźmi, którzy większą część swojego zawodowego życia spędzają daleko od domu. Bo taka jest specyfika pracy wiertników i geologów poszukiwawczych.
Cóż... Po prostu trzeba lubić takie życie albo z jakiegoś przymusu godzić się na ciągłą nieobecność w domu. No bo jak ktoś mówi, że w domu z rodziną jest przez 7 dni w miesiącu... To ja nie jestem w stanie zrozumieć jak taka rodzina funkcjonuje. A jakoś funkcjonować musi.
I jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że tak mogłaby funkcjonować rodzina adopcyjna. Bo jak tu budować więź z dzieckiem gdy taty (lub mamy) ciągle nie ma w domu?
niedziela, 18 marca 2018
Adopcyjny Tata. Facet w świecie "zarezerwowanym" dla kobiet
W naszej kulturze sprawy dotyczące rodzicielstwa, opieki nad dzieckiem i w ogóle wszystkiego, co z dziećmi się wiąże, często są lokowane w dziale "Tylko dla Kobiet". Takiego szufladkowania dopuszczają się zarówno konserwatyści jak i orędownicy liberalno-lewicowych zmian społecznych. Konserwatyści z uporu i przyzwyczajenia, a postępowcy chyba z zaślepienia ideologicznego.
Gdy od swoich tradycyjnych do bólu znajomych oraz bliskich z rodziny słyszałem teksty w stylu:
- Starania o dziecko pozostaw żonie. To jest kobieca (babska) sprawa.
To muszę przyznać, że brała mnie jakaś "nerwa", że aż na usta cisnęła się "urwana nać". Jako facet też odczuwałem potrzebę realizacji swoich "instynktów" rodzicielskich. Ta potrzeba nie jest w mojej ocenie tylko kobieca. Mam swoje uczucia i odczucia także w tej dziedzinie. Ich obecność nie odbiera mi męskości. Klepanie sloganów w stylu: "Dzieci to sprawa babska" to tylko bezrefleksyjne powtarzanie wyuczonych formuł. A takie powtarzanie może być bardzo wygodne. Nie trzeba się wysilać by otworzyć się na coś nowego.
Z drugiej strony od tych bardziej liberalnych znajomych też słyszałem tylko:
- A jak sobie żona z tym radzi? Dla kobiety to takie trudne.
Cóż... Jak tu się z nimi nie zgodzić. Ale mnie męska duma jakoś blokowała by przyznać się im, że dla mnie to też było trudne.
Potem widziałem takich lewicujących-liberałów na czarnych marszach pod banerami z hasłami w rodzaju: "moja macica, mój wybór". I tak sobie myślałem, ile zmienia świadomość, że nie zawsze mamy wybór, nie wszystko zależy od tego, co JA CHCĘ. Ale oni mają swoją ideologię i w nią ślepo wierzą.
W tych staraniach, które miałem jakoby pozostawić żonie, moja rola polegała głównie na wspólnym jeżdżeniu od kliniki do kliniki, wyczekiwaniu na korytarzach, wysłuchiwaniu i przyjmowaniu wieści - tych dających nadzieję i tych ją odbierających. Na wycieraniu łez i zapewnianiu, że kocham i będę kochać...
Miałem też dużo czasu na myślenie. Myślenie, które potrafi być bardzo wyczerpujące.
Decyzję o zaprzestaniu tych starań podjąłem za nas oboje. To ja powiedziałem żonie, że już więcej nie chcę widzieć jej łez i tej goryczy po utracie złudnie budzonych nadziei. A w tym momencie czułem, że robię dokładnie to, co do mnie jako męża i mężczyzny w związku należy. Że taka była moja rola.
Decyzję o przysposobieniu (adopcji) dziecka podejmowaliśmy wspólnie. Razem do niej dorastaliśmy. Choć słyszałem, że mnie jako facetowi jest niby łatwiej. Ale do dziś nie wiem, na czym miało polegać to łatwiej.
Do Ośrodka Adopcyjnego (OA) na pierwszą wizytę przyszliśmy razem. Razem chodziliśmy na kursy. Razem budowaliśmy w sobie wiarę oraz nadzieję, że to jest nasza droga do rodzicielstwa.
Ale Ośrodki Adopcyjne to też teren sfeminizowany. Większość lub wszyscy pracownicy to kobiety. Niby profesjonalizm polega na tym, że płeć nie ma znaczenia, ale muszę się przyznać, że brakowało mi wtedy w OA takiej "męskiej" rozmowy. Ale może był to tylko objaw tego, jak szkodliwe jest myślenie, że rozmowy o rodzicielstwie i dzieciach są "zarezerwowane" dla kobiet.
Potem przyszedł czas oczekiwania, który udowodnił, że droga adopcyjna jest równie trudna jak inne starania, te które niby miałem pozostawić żonie. A czasu na wyczerpujące myślenie jest nawet więcej.
Mijały lata. Zmieniliśmy OA - tu też same panie w personelu. A marzenie o rodzinie i domu pełnym dzieci nadal pozostawało niespełnione.
Aż przyszedł ten moment, w którym wszystko się zmieniło.
Jedziemy na spotkanie z dziećmi w Domu Dziecka na drugim końcu Polski. Droga daleka, ale nadzieja i wiara nas prowadzą.
Dom Dziecka jest ukryty w starym parku i wygląda trochę jak szkoła dla czarownic i czarnoksiężników z filmów o Harrym Potterze. Spotykamy się z pracownikami (też niemal wyłącznie kobiety - tylko jeden wyjątek) i... Niech się dzieje Wola Boża.
***
Dziś po ponad roku od tego wydarzenia mogę się cieszyć, że mam obok siebie kochaną kobietę. Że razem mamy przy sobie dwie śliczne oraz kochane córeczki. Że jako mężczyzna, mąż oraz ojciec zrobiłem wiele i nadal mogę wiele zrobić by spełniać nie tylko swoje marzenia. Marzenia, które nie są dla nikogo zarezerwowane.
Gdy od swoich tradycyjnych do bólu znajomych oraz bliskich z rodziny słyszałem teksty w stylu:
- Starania o dziecko pozostaw żonie. To jest kobieca (babska) sprawa.
To muszę przyznać, że brała mnie jakaś "nerwa", że aż na usta cisnęła się "urwana nać". Jako facet też odczuwałem potrzebę realizacji swoich "instynktów" rodzicielskich. Ta potrzeba nie jest w mojej ocenie tylko kobieca. Mam swoje uczucia i odczucia także w tej dziedzinie. Ich obecność nie odbiera mi męskości. Klepanie sloganów w stylu: "Dzieci to sprawa babska" to tylko bezrefleksyjne powtarzanie wyuczonych formuł. A takie powtarzanie może być bardzo wygodne. Nie trzeba się wysilać by otworzyć się na coś nowego.
Z drugiej strony od tych bardziej liberalnych znajomych też słyszałem tylko:
- A jak sobie żona z tym radzi? Dla kobiety to takie trudne.
Cóż... Jak tu się z nimi nie zgodzić. Ale mnie męska duma jakoś blokowała by przyznać się im, że dla mnie to też było trudne.
Potem widziałem takich lewicujących-liberałów na czarnych marszach pod banerami z hasłami w rodzaju: "moja macica, mój wybór". I tak sobie myślałem, ile zmienia świadomość, że nie zawsze mamy wybór, nie wszystko zależy od tego, co JA CHCĘ. Ale oni mają swoją ideologię i w nią ślepo wierzą.
W tych staraniach, które miałem jakoby pozostawić żonie, moja rola polegała głównie na wspólnym jeżdżeniu od kliniki do kliniki, wyczekiwaniu na korytarzach, wysłuchiwaniu i przyjmowaniu wieści - tych dających nadzieję i tych ją odbierających. Na wycieraniu łez i zapewnianiu, że kocham i będę kochać...
Miałem też dużo czasu na myślenie. Myślenie, które potrafi być bardzo wyczerpujące.
Decyzję o zaprzestaniu tych starań podjąłem za nas oboje. To ja powiedziałem żonie, że już więcej nie chcę widzieć jej łez i tej goryczy po utracie złudnie budzonych nadziei. A w tym momencie czułem, że robię dokładnie to, co do mnie jako męża i mężczyzny w związku należy. Że taka była moja rola.
Decyzję o przysposobieniu (adopcji) dziecka podejmowaliśmy wspólnie. Razem do niej dorastaliśmy. Choć słyszałem, że mnie jako facetowi jest niby łatwiej. Ale do dziś nie wiem, na czym miało polegać to łatwiej.
Do Ośrodka Adopcyjnego (OA) na pierwszą wizytę przyszliśmy razem. Razem chodziliśmy na kursy. Razem budowaliśmy w sobie wiarę oraz nadzieję, że to jest nasza droga do rodzicielstwa.
Ale Ośrodki Adopcyjne to też teren sfeminizowany. Większość lub wszyscy pracownicy to kobiety. Niby profesjonalizm polega na tym, że płeć nie ma znaczenia, ale muszę się przyznać, że brakowało mi wtedy w OA takiej "męskiej" rozmowy. Ale może był to tylko objaw tego, jak szkodliwe jest myślenie, że rozmowy o rodzicielstwie i dzieciach są "zarezerwowane" dla kobiet.
Potem przyszedł czas oczekiwania, który udowodnił, że droga adopcyjna jest równie trudna jak inne starania, te które niby miałem pozostawić żonie. A czasu na wyczerpujące myślenie jest nawet więcej.
Mijały lata. Zmieniliśmy OA - tu też same panie w personelu. A marzenie o rodzinie i domu pełnym dzieci nadal pozostawało niespełnione.
Aż przyszedł ten moment, w którym wszystko się zmieniło.
Jedziemy na spotkanie z dziećmi w Domu Dziecka na drugim końcu Polski. Droga daleka, ale nadzieja i wiara nas prowadzą.
Dom Dziecka jest ukryty w starym parku i wygląda trochę jak szkoła dla czarownic i czarnoksiężników z filmów o Harrym Potterze. Spotykamy się z pracownikami (też niemal wyłącznie kobiety - tylko jeden wyjątek) i... Niech się dzieje Wola Boża.
***
Dziś po ponad roku od tego wydarzenia mogę się cieszyć, że mam obok siebie kochaną kobietę. Że razem mamy przy sobie dwie śliczne oraz kochane córeczki. Że jako mężczyzna, mąż oraz ojciec zrobiłem wiele i nadal mogę wiele zrobić by spełniać nie tylko swoje marzenia. Marzenia, które nie są dla nikogo zarezerwowane.
piątek, 29 grudnia 2017
Gwiezdne Wojny. Ostatni Jedi
Wczoraj wybrałem się ze starszą córką na film. Gwiezdne Wojny od lat integrują ojców z dziećmi, więc liczyłem, że i teraz magia "Niech Moc będzie z Tobą" nadal działa.
***

By The Walt Disney Company Polska - https://www.youtube.com/watch?v=G_52TS4Vne8 Star Wars: The Last Jedi (Polish version), Domena publiczna, Link
***
Nie pchałem się do krakowskich multipleksów. Od niedawna w Wieliczce też mamy kino w "Kampusie". A dla lepszego efektu zdecydowałem się na wieczorny seans. Niech córka wie, że tata ją traktuje poważnie.
Dałem się jeszcze namówić na kupno popcornu i coli, chociaż sam nie lubię dźwięku chrupania w kinie i tego "zapachu" smażonej na czymś syntetycznym kukurydzy.
No, ale już rozsiądźmy się wygodnie bo za chwilę kończą się reklamy i...
O nie. Jeszcze szybki wyskok w poszukiwaniu toalety. Pepsi już zaczęła działać, a córeczka sama nie wyjdzie na poszukiwania. Film trwa 2 godz 30 min - inne dzieci będą wychodzić w trakcie seansu.
Ok. Wracamy na salę kinową i do filmu... Uff. Zdążyliśmy na wlatujące napisy: Dawno temu w odległej galaktyce...
***
Fabuły filmu nie będę streszczał. Napiszę tylko komentarz.
Mógłbym twórcom filmu Gwiezdne Wojny. Ostatni Jedi wiele wybaczyć. Nawet grawitacyjne zrzucanie bomb w przestrzeni kosmicznej (tak jak z bombowca w czasie 2 Wojny Światowej). To, że poruszający się z kosmicznymi prędkościami w nadprzestrzeni żołnierze Najwyższego Porządku do rozbicia ostatniej kryjówki Rebeliantów ciągną (dosłownie) jakieś działo, tak jak Szwedzi oblegający Jasną Górę kolubrynę, też mógłbym uznać za element pewnej konwencji. Ale 150 minut ziania nudą i dowcipem na poziomie parodii Jamesa Bonda już wybaczyć nie potrafię. A wszystko podlane pseudointelektualnym sosem... Dobrze, że Han Solo tego nie dożył.
***
By The Walt Disney Company Polska - https://www.youtube.com/watch?v=G_52TS4Vne8 Star Wars: The Last Jedi (Polish version), Domena publiczna, Link
***
Nie pchałem się do krakowskich multipleksów. Od niedawna w Wieliczce też mamy kino w "Kampusie". A dla lepszego efektu zdecydowałem się na wieczorny seans. Niech córka wie, że tata ją traktuje poważnie.
Dałem się jeszcze namówić na kupno popcornu i coli, chociaż sam nie lubię dźwięku chrupania w kinie i tego "zapachu" smażonej na czymś syntetycznym kukurydzy.
No, ale już rozsiądźmy się wygodnie bo za chwilę kończą się reklamy i...
O nie. Jeszcze szybki wyskok w poszukiwaniu toalety. Pepsi już zaczęła działać, a córeczka sama nie wyjdzie na poszukiwania. Film trwa 2 godz 30 min - inne dzieci będą wychodzić w trakcie seansu.
Ok. Wracamy na salę kinową i do filmu... Uff. Zdążyliśmy na wlatujące napisy: Dawno temu w odległej galaktyce...
***
Fabuły filmu nie będę streszczał. Napiszę tylko komentarz.
Mógłbym twórcom filmu Gwiezdne Wojny. Ostatni Jedi wiele wybaczyć. Nawet grawitacyjne zrzucanie bomb w przestrzeni kosmicznej (tak jak z bombowca w czasie 2 Wojny Światowej). To, że poruszający się z kosmicznymi prędkościami w nadprzestrzeni żołnierze Najwyższego Porządku do rozbicia ostatniej kryjówki Rebeliantów ciągną (dosłownie) jakieś działo, tak jak Szwedzi oblegający Jasną Górę kolubrynę, też mógłbym uznać za element pewnej konwencji. Ale 150 minut ziania nudą i dowcipem na poziomie parodii Jamesa Bonda już wybaczyć nie potrafię. A wszystko podlane pseudointelektualnym sosem... Dobrze, że Han Solo tego nie dożył.
czwartek, 28 grudnia 2017
Ojcostwo św. Józefa
Czy mały Jezus mówił do Józefa: tato?
Chyba wielu z nas nawet w myśli ma obawę przed zadawaniem sobie takich pytań? Bo tak mocno tkwi w nas traktowanie Józefa wyłącznie jako opiekuna dla Jezusa i jego Matki. Matki, której macierzyństwa nikt nie kwestionuje.
Ale przecież tak na zdrowy rozum, to dla ludzi, którzy żyli w Nazarecie tuż obok rodziny cieśli Józefa było oczywiste, że Jezus jest jego synem.
Odpowiedź na to pytanie nie jest jednak najważniejsza dla prawdy o naszym zbawieniu. Bo gdyby tak było to ewangeliści napisaliby zapewne dużo więcej o dzieciństwie Jezusa i jego relacjach z Józefem.
***
Muszę jednak przyznać, że zawsze mnie intrygował wiersz Andrzeja Bursy, którego bohaterem jest św. Józef.
Oto ten wiersz:
Ze wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba się czuł
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
ze nie jest jego synem
tylko Boga
albo kogo innego
a jak uciekali przed policją
nocą
w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
(stąd chyba policjantów nazywają faraonami)
niósł Dziecko
i najcięższy koszyk
Chyba wielu z nas nawet w myśli ma obawę przed zadawaniem sobie takich pytań? Bo tak mocno tkwi w nas traktowanie Józefa wyłącznie jako opiekuna dla Jezusa i jego Matki. Matki, której macierzyństwa nikt nie kwestionuje.
Ale przecież tak na zdrowy rozum, to dla ludzi, którzy żyli w Nazarecie tuż obok rodziny cieśli Józefa było oczywiste, że Jezus jest jego synem.
Odpowiedź na to pytanie nie jest jednak najważniejsza dla prawdy o naszym zbawieniu. Bo gdyby tak było to ewangeliści napisaliby zapewne dużo więcej o dzieciństwie Jezusa i jego relacjach z Józefem.
***
Muszę jednak przyznać, że zawsze mnie intrygował wiersz Andrzeja Bursy, którego bohaterem jest św. Józef.
Oto ten wiersz:
Ze wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba się czuł
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
ze nie jest jego synem
tylko Boga
albo kogo innego
a jak uciekali przed policją
nocą
w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
(stąd chyba policjantów nazywają faraonami)
niósł Dziecko
i najcięższy koszyk
czwartek, 9 listopada 2017
5 ważnych rzeczy, które powinienem zrobić jesienią
5 rzeczy ważnych, które warto zrobić (...) jesienią
Coś dla ciała, coś dla ducha i takie tam...
A co ja ze swojego męsko-ojcowskiego punktu widzenia mógłbym na ten temat napisać?
Oto moje 5 niezbędnych rzeczy przed zimą:
1. Zadbać o opał do kominka
2. Sprawdzić jak tam przetrwały lato zimowe kurtki i buty. Czy dzieci już aby z czegoś nie wyrosły.
3. Wymienić opony w samochodach
4. Spuścić wodę z hydrantu by nie zamarzł
5. Kupić 30 kg słonecznika (czarny, niełuskany) aby dzieci miały frajdę z dokarmiania sikorek i innych ptaszków.
Na kosmetyki nie mam czasu. Jak mróz jest za ostry lub skóra zaczyna mi wysychać to zapuszczam brodę.
***
Proszę nie traktować tej notki jednak zbyt poważnie. ;)
niedziela, 9 lipca 2017
Patrz Tato
![]() |
| foto. hephalump |
Zobaczycie, a raczej usłyszycie jak różnią się dzieci podczas zabawy gdy są puszczone samopas lub gdy towarzyszy im rodzic/rodzice.
Dzieci puszczone samopas popisują się przed sobą, czasem robią coś głupiego i częściej używają "dorosłych" przekleństw.
Dzieci, które przyszły na plac z rodzicem/rodzicami tez chcą się pokazać. I często można usłyszeć jak wołają: Patrz Tato... Zobacz Mamo...
***
Iść z dzieckiem, nawet takim już trochę starszym, na skatepark to żaden obciach, ani "siara". Ani dla rodzica, ani dla dziecka. Dzieci chcą by rodzice podziwiali je i doceniali wysiłek włożony w zabawę.
piątek, 23 czerwca 2017
Ojciec w rodzinie i życiu dziecka
Mnie powiedziano zaraz na początku, że moje córki bardzo potrzebują dobrego ojca. Ojca, który przywróci im wiarę w siebie i w dobro świata.
Pół roku, które upłynęło od dnia gdy dzieci pojawiły się w życiu moim i mojej żony dostarczyło mi wystarczająco dużo doświadczeń by wiedzieć, że wychowanie dwójki "zranionych" dzieci to zadanie, które wymaga zaangażowania obojga rodziców. Nawet najlepsza matka może nie dać sobie rady bez wsparcia męża/ojca. O tym co oznacza brak takiego wsparcia doskonale wiedzą osamotnieni rodzice i opiekunowie.
Role Matki i Ojca są różne i wzajemnie się uzupełniają. Dla noworodka Matka jest całym światem, ale im dziecko jest starsze tym bardziej będzie potrzebowało Ojca jako przewodnika i nauczyciela wprowadzającego je w dorosły świat. I tak odczuwam wzrost znaczenia roli ojca w życiu dziecka.
***
We współczesnym świecie występuje zjawisko deprecjonowania wartości jaka jest tradycyjna rodzina oparta o małżeństwo pojmowane jako trwały związek mężczyzny i kobiety. Jest to zjawisko szkodliwe, które niesie zagrożenia dla trwałości rodziny i wyrządza wiele szkód w rozwoju dziecka.
Dziecka, które potrzebuje tak Matki jako wzoru troskliwej i kochającej Kobiety, jak i Ojca jako wzorca czułego opiekuna, Mężczyzny, któremu dziecko może ufać i czuć, że jest przez niego kochane oraz doceniane.
***
Takie są moje przemyślenia o roli Ojca na okazję Dnia Ojca. Bo rola Ojca w moim przekonaniu to zadanie do wykonania, a nie "tytuł honorowy".
***
Pół roku, które upłynęło od dnia gdy dzieci pojawiły się w życiu moim i mojej żony dostarczyło mi wystarczająco dużo doświadczeń by wiedzieć, że wychowanie dwójki "zranionych" dzieci to zadanie, które wymaga zaangażowania obojga rodziców. Nawet najlepsza matka może nie dać sobie rady bez wsparcia męża/ojca. O tym co oznacza brak takiego wsparcia doskonale wiedzą osamotnieni rodzice i opiekunowie.
Role Matki i Ojca są różne i wzajemnie się uzupełniają. Dla noworodka Matka jest całym światem, ale im dziecko jest starsze tym bardziej będzie potrzebowało Ojca jako przewodnika i nauczyciela wprowadzającego je w dorosły świat. I tak odczuwam wzrost znaczenia roli ojca w życiu dziecka.
***
We współczesnym świecie występuje zjawisko deprecjonowania wartości jaka jest tradycyjna rodzina oparta o małżeństwo pojmowane jako trwały związek mężczyzny i kobiety. Jest to zjawisko szkodliwe, które niesie zagrożenia dla trwałości rodziny i wyrządza wiele szkód w rozwoju dziecka.
Dziecka, które potrzebuje tak Matki jako wzoru troskliwej i kochającej Kobiety, jak i Ojca jako wzorca czułego opiekuna, Mężczyzny, któremu dziecko może ufać i czuć, że jest przez niego kochane oraz doceniane.
***
Takie są moje przemyślenia o roli Ojca na okazję Dnia Ojca. Bo rola Ojca w moim przekonaniu to zadanie do wykonania, a nie "tytuł honorowy".
***
![]() |
| Napis ułożony przez starszą z naszych córek dwa dni po decyzji sądu o przysposobieniu. |
sobota, 10 czerwca 2017
Pogoń za cieniem
Myśląc o tym jakie kiedyś będzie to nasze wymarzone dziecko często gonimy za tym co może istnieć tylko w naszej wyobraźni.
Gdy już jest, też często trudno jest nam zapomnieć o tym dziecku z naszych wyobrażeń.
***
Lepiej jednak razem z dzieckiem ścigać na rolkach własne realne cienie umykające po asfalcie.
Gdy już jest, też często trudno jest nam zapomnieć o tym dziecku z naszych wyobrażeń.
***
Lepiej jednak razem z dzieckiem ścigać na rolkach własne realne cienie umykające po asfalcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




