- Tato... A Ty miałeś kiedyś dziewczynę?
Takie poważne pytanie zadała mi dzisiaj córka. Ta starsza... trzynastolatka.
I muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyło to szczere pytanie. Ale postarałem się udzielić w miarę konkretnej i poważnej odpowiedzi:
- Tak. Ale jak miałem 13 lat to raczej można było mówić o "sympatii" niż o "chodzeniu z dziewczyną" tak na poważnie.
Cóż... Przychodzi taki czas, że dorastające dzieci zaczynają się interesować tym jak to jest w relacjach damsko-męskich i nie ma w tym nic dziwnego. Ale ja jakoś poczułem się dziwnie dumny z tego, że moja trzynastoletnia córeczka na tyle ufa swojemu tacie, że potrafi się pytać go o tak "poważne" tematy.
Ładny prezent na Dzień Ojca. :)
A przecież trzynastolatki (i w ogóle nastolatki) mają wiele poważnych tematów, o których już raczej nie chcą rozmawiać z rodzicami. To taki czas, gdy coraz większy wpływ na dziecko mają rówieśnicy, idole i... szamani z videoblogów.
Tak więc naprawdę czuję, że mogę być zadowolony z tego, że dziecko jeszcze chce ze mną rozmawiać o tak "poważnych" sprawach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą córka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą córka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 czerwca 2019
poniedziałek, 25 marca 2019
Jak mam do ciebie mówić?
- Dosia, Dominika...
(cisza)
- Dosia, czy Ty mnie słyszysz?
- Słyszę.
- To jak mam do Ciebie mówić abyś wiedziała, że to do Ciebie? Wolisz Dosia czy Dominika?
- Wszystko jedno...
- A może wolisz Córeczko?
- Nie.
- Kochana Córeczko?
- Nie, Nie, Nie...
- Dlaczego?
- Bo nie będę wiedziała czy mówisz do mnie czy do Oliwki.
***
Oliwka - starsza siostra
(cisza)
- Dosia, czy Ty mnie słyszysz?
- Słyszę.
- To jak mam do Ciebie mówić abyś wiedziała, że to do Ciebie? Wolisz Dosia czy Dominika?
- Wszystko jedno...
- A może wolisz Córeczko?
- Nie.
- Kochana Córeczko?
- Nie, Nie, Nie...
- Dlaczego?
- Bo nie będę wiedziała czy mówisz do mnie czy do Oliwki.
***
Oliwka - starsza siostra
piątek, 8 lutego 2019
Robot do przypominania o myciu zębów
Moja młodsza córka dostała w szkole zadanie aby razem z tatą wykonać model robota (technika dowolna). Warunek konieczny... Praca ma być wykonana razem z tatą. Nie przez tatę. Ma być to wspólna praca ojca i dziecka.
Pracę zaczynamy od poszukiwań z czego można by tu takiego robota sklecić. Próba przegrzebania zakamarków domowych ujawnia przy okazji, że... przydałoby się tu i ówdzie zrobić porządek. A w domu jest całkiem sporo przedmiotów nadających się do konstrukcji robota.
Oto efekt wspólnej pracy...
Robot jest w 100% eko... Ekologiczny i ekonomiczny. Nic nie trzeba było dokupić. Robot został zbudowany z części, które zagracały szafki i gdyby ktoś je uznał za śmieci to mogłyby wylądować w kuble na odpady.
Teraz uzyskały nowe życie i nabrały nowej wartości, a nie zaśmiecają szaf lub garażu. Nie trafiły też do śmietnika.
Robot wykonany na podstawie planów (szkiców) technicznych dziecka.
Dzieci mają bardzo dobre pomysły... Jednak w ich realizacji potrzebują wsparcia. Nóż do tapet, klej na gorąco i inne niebezpieczne narzędzia na razie lepiej niech będą w ręku taty, a nie siedmiolatki. Jednak te ręce taty mają działać według dziecięcych wytycznych.
Ostatnim (a właściwie jedynym) problemem było wymyślenie z czego można by tu wykonać łapki robota. Czy będą to jakieś chwytaki? Może haczyki? A może coś jak ludzkie dłonie?
I tu ujawnia się siła dziecięcej wyobraźni.
Dwie stare szczoteczki do zębów zamontowane w ramionach robota to pomysł mojej córki. A robot będzie przypominał o myciu zębów...
Choć jak przypuszczam pewnie córcia wolałaby takiego prawdziwego robota, który naprawdę myłby za nią zęby rano i wieczorem.
Bo córunia bardzo nielubi tej czynności.
Pracę zaczynamy od poszukiwań z czego można by tu takiego robota sklecić. Próba przegrzebania zakamarków domowych ujawnia przy okazji, że... przydałoby się tu i ówdzie zrobić porządek. A w domu jest całkiem sporo przedmiotów nadających się do konstrukcji robota.
Oto efekt wspólnej pracy...
Robot jest w 100% eko... Ekologiczny i ekonomiczny. Nic nie trzeba było dokupić. Robot został zbudowany z części, które zagracały szafki i gdyby ktoś je uznał za śmieci to mogłyby wylądować w kuble na odpady.
Teraz uzyskały nowe życie i nabrały nowej wartości, a nie zaśmiecają szaf lub garażu. Nie trafiły też do śmietnika.
Robot wykonany na podstawie planów (szkiców) technicznych dziecka.
Dzieci mają bardzo dobre pomysły... Jednak w ich realizacji potrzebują wsparcia. Nóż do tapet, klej na gorąco i inne niebezpieczne narzędzia na razie lepiej niech będą w ręku taty, a nie siedmiolatki. Jednak te ręce taty mają działać według dziecięcych wytycznych.
Ostatnim (a właściwie jedynym) problemem było wymyślenie z czego można by tu wykonać łapki robota. Czy będą to jakieś chwytaki? Może haczyki? A może coś jak ludzkie dłonie?
I tu ujawnia się siła dziecięcej wyobraźni.
Dwie stare szczoteczki do zębów zamontowane w ramionach robota to pomysł mojej córki. A robot będzie przypominał o myciu zębów...
Choć jak przypuszczam pewnie córcia wolałaby takiego prawdziwego robota, który naprawdę myłby za nią zęby rano i wieczorem.
Bo córunia bardzo nielubi tej czynności.
środa, 31 października 2018
Zimna wojna domowa
I bądź tu mądry...
Zaczęło się od zabawy i śmiechu. Potem się pokłóciły, pobiły i obraziły na siebie.
Teraz jest stan zimnej wojny.
A ludzie sobie myślą...
Może postaramy się o dziewczynkę.
Dziewczynki są grzeczniejsze.
Dobry żart :)
Piorą się tak samo jak chłopaki. Tylko pisku może więcej a mniej siniaków... No trochę mniej siniaków.
A poza tym... Grzeczne dziecko
Jeszcze lepszy żart. Chyba jak chore i nie ma siły aby rozrabiać.
Tyle na dziś...
Idę wyegzekwować "godzinę policyjną". Może w jej trakcie zasną.
Zaczęło się od zabawy i śmiechu. Potem się pokłóciły, pobiły i obraziły na siebie.
Teraz jest stan zimnej wojny.
A ludzie sobie myślą...
Może postaramy się o dziewczynkę.
Dziewczynki są grzeczniejsze.
Dobry żart :)
Piorą się tak samo jak chłopaki. Tylko pisku może więcej a mniej siniaków... No trochę mniej siniaków.
A poza tym... Grzeczne dziecko
Jeszcze lepszy żart. Chyba jak chore i nie ma siły aby rozrabiać.
Tyle na dziś...
Idę wyegzekwować "godzinę policyjną". Może w jej trakcie zasną.
sobota, 1 września 2018
Miałeś być nauczycielem. Notka na pierwszy dzień września
Jan miał zostać nauczycielem. Miał ukończyć seminarium nauczycielskie w Kielcach (tak to się chyba nazywało) i wrócić na swoją rodzinną wieś by uczyć dzieci. Takie zadanie wyznaczył mu jego ojciec Filip.
Jan nie zawiódł ojca. Szkołę ukończył i w nagrodę miał swoją pierwszą praktykę nauczycielską rozpocząć we Lwowie. Pierwszy dzień jego praktycznej nauki zawodu miał się rozpocząć 1 września 1939 r.
Jednak w sierpniu został zmobilizowany i praktyki nauczycielskiej nigdy nie rozpoczął. Rozpoczęła się natomiast jego wojenna tułaczka.
Nic nie wiem o jego udziale w walkach we wrześniu 1939 r.
Jest na listach żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, którzy brali udział w walkach o Tobruk.
Później brał udział w formowaniu II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na terytorium ówczesnej Palestyny.
Jan do domu nigdy nie wrócił. Zmarł w szpitalu wojskowym w Ramla (obecnie miasto w Izraelu) i spoczął na miejscowym cmentarzu wojskowym (http://2korpus.itgo.com/Cmentarze/Ramla/Ramla_WC.html). Pośmiertnie awansowany do stopnia podporucznika.
***
Te dwie zamieszczone tu przeze mnie fotografie to właściwie wszystko co zostało jako materialna pamiątka po śp Janie. Jego dom rodzinny spłonął w 1945.
Na sowieckich czołgach przyjechała do Polski nowa władza, która nie chciała zachować w ludzkiej pamięci żołnierzy takich jak Jan.
***
Dziś starsza córka zapytała mnie: Dlaczego ta data - 1 września 1939 - jest dla nas tak ważna.
Opowiedziałem jej historię Jana.
Tak jak kiedyś opowiadał mi o nim mój dziadek Stefan (Patrz notka: O uczuciu, które leczy duszę).
Jan nie zawiódł ojca. Szkołę ukończył i w nagrodę miał swoją pierwszą praktykę nauczycielską rozpocząć we Lwowie. Pierwszy dzień jego praktycznej nauki zawodu miał się rozpocząć 1 września 1939 r.
Jednak w sierpniu został zmobilizowany i praktyki nauczycielskiej nigdy nie rozpoczął. Rozpoczęła się natomiast jego wojenna tułaczka.
Nic nie wiem o jego udziale w walkach we wrześniu 1939 r.
Jest na listach żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, którzy brali udział w walkach o Tobruk.
Później brał udział w formowaniu II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na terytorium ówczesnej Palestyny.
Jan do domu nigdy nie wrócił. Zmarł w szpitalu wojskowym w Ramla (obecnie miasto w Izraelu) i spoczął na miejscowym cmentarzu wojskowym (http://2korpus.itgo.com/Cmentarze/Ramla/Ramla_WC.html). Pośmiertnie awansowany do stopnia podporucznika.
***
Te dwie zamieszczone tu przeze mnie fotografie to właściwie wszystko co zostało jako materialna pamiątka po śp Janie. Jego dom rodzinny spłonął w 1945.
Na sowieckich czołgach przyjechała do Polski nowa władza, która nie chciała zachować w ludzkiej pamięci żołnierzy takich jak Jan.
***
Dziś starsza córka zapytała mnie: Dlaczego ta data - 1 września 1939 - jest dla nas tak ważna.
Opowiedziałem jej historię Jana.
Tak jak kiedyś opowiadał mi o nim mój dziadek Stefan (Patrz notka: O uczuciu, które leczy duszę).
środa, 1 sierpnia 2018
Jak nas widzą dzieci?
Na blogach rodziców też tylko te wybrane słodkie fotografie dzieciaczków.
Bo tak chyba chcielibyśmy aby otoczenie postrzegało nasze dzieci jako istoty idealne.
A jak widzą nas dzieci?
Ten rysunek raczej trudno uznać za wyidealizowany. Jest w nim natomiast duże skupienie na pewnych szczegółach. Kolor oczu, kształt głowy, bruzdy na czole i mocny zarost na twarzy ojca...
Z jakiegoś powodu te szczegóły były dla dziecka tak ważne, że bardzo chciało pokazać je na rysunku.
***
Blogi ludzi czekających na adopcję (przysposobienie) dziecka często przepełnione są pięknymi grafikami. Także zdjęciami dzieci.
Ciekawe jakby wyglądał od tej strony "blog" dziecka czekającego na rodziców?
poniedziałek, 16 lipca 2018
Siedmiolatka robi porządki w swoim pokoju
Poprosiłeś mnie tato, abym posprzątała w swoim pokoju i wreszcie zrobiła porządek na półkach.
Ale starsza siostra postanowiła mi pomóc i... coś nam wypadło.
Teraz jeszcze pokłócimy się przy ponownym układaniu tych wszystkich rzeczy i sprzątanie zajmie nam naprawdę duuuużo czasu.
***
Ps
Akcja zakończona interwencją taty i sprawdzeniem zawartości dwóch worów z rzeczami podobno już: "tylko do śmieci".
Tata zastosował konsekwencje (nie mylić z karą) i zarządził powtórną segregację zawartości ww worów.
Efekt: około 1/3 zawartości wróciło na półki.
Reszta została dokładnie podzielona na trzy części: papier, plastiki+metal, śmieci ogólne.
Ale starsza siostra postanowiła mi pomóc i... coś nam wypadło.
Teraz jeszcze pokłócimy się przy ponownym układaniu tych wszystkich rzeczy i sprzątanie zajmie nam naprawdę duuuużo czasu.
***
Ps
Akcja zakończona interwencją taty i sprawdzeniem zawartości dwóch worów z rzeczami podobno już: "tylko do śmieci".
Tata zastosował konsekwencje (nie mylić z karą) i zarządził powtórną segregację zawartości ww worów.
Efekt: około 1/3 zawartości wróciło na półki.
Reszta została dokładnie podzielona na trzy części: papier, plastiki+metal, śmieci ogólne.
sobota, 9 czerwca 2018
Pielgrzymka do Ludźmierza w rocznicę I Komunii
Dziś mogłem uczestniczyć razem z córką w pielgrzymce do sanktuarium maryjnego w Ludźmierzu.
Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu
Pielgrzymka była zorganizowana przez parafię oraz rodziców dzieci, które w zeszłym roku po raz pierwszy przystąpiły do eucharystii.
Dla mnie była to także szczególna pielgrzymka związana z moją własną prośbą, którą kiedyś skierowałem do Ludźmierskiej Gaździny i Matki Boga.
Prośbę tę wyraziłem w 2011 r jeszcze przed rozpoczęciem kursu dla kandydatów na rodziców adopcyjnych w OA. Poprosiłem o wytrwałość w podjętej już decyzji. Prosiłem o powodzenie w naszych staraniach. Dodałem gdzieś w duchu zobowiązanie... Że pokonam wszelkie trudności i wiary nie utracę.
Cóż... Wygląda na to, że Pani Gorców i Podhala uważnie słucha próśb do niej skierowanych.
Wytrwaliśmy. Starania zakończyły się powstaniem nowej rodziny adopcyjnej. Ale trudności i sprawdzianu wiary nam nie oszczędzono.
Tak więc prośby kierowane do Matki Boga przed ołtarzem ludźmierskim sanktuarium radziłbym traktować poważnie.
***
Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu
Pielgrzymka była zorganizowana przez parafię oraz rodziców dzieci, które w zeszłym roku po raz pierwszy przystąpiły do eucharystii.
Dla mnie była to także szczególna pielgrzymka związana z moją własną prośbą, którą kiedyś skierowałem do Ludźmierskiej Gaździny i Matki Boga.
Prośbę tę wyraziłem w 2011 r jeszcze przed rozpoczęciem kursu dla kandydatów na rodziców adopcyjnych w OA. Poprosiłem o wytrwałość w podjętej już decyzji. Prosiłem o powodzenie w naszych staraniach. Dodałem gdzieś w duchu zobowiązanie... Że pokonam wszelkie trudności i wiary nie utracę.
Cóż... Wygląda na to, że Pani Gorców i Podhala uważnie słucha próśb do niej skierowanych.
Wytrwaliśmy. Starania zakończyły się powstaniem nowej rodziny adopcyjnej. Ale trudności i sprawdzianu wiary nam nie oszczędzono.
Tak więc prośby kierowane do Matki Boga przed ołtarzem ludźmierskim sanktuarium radziłbym traktować poważnie.
***
środa, 6 czerwca 2018
Karta rowerowa
Starsza córka zdała dziś egzamin na kartę rowerową ;)
To chyba jej pierwszy taki samodzielny sukces. Pierwszy egzamin.
Cieszę się, że mogłem być w tej chwili razem z nią.
Mam nadzieję, że pomoże jej to nie tylko w poruszaniu się rowerem po drogach. Ale też w uzyskaniu większej wiary w siebie i swoje możliwości.
Bo do tej pory słyszałem głównie, że: za trudne, nie dam rady... itp.
To chyba jej pierwszy taki samodzielny sukces. Pierwszy egzamin.
Cieszę się, że mogłem być w tej chwili razem z nią.
Mam nadzieję, że pomoże jej to nie tylko w poruszaniu się rowerem po drogach. Ale też w uzyskaniu większej wiary w siebie i swoje możliwości.
Bo do tej pory słyszałem głównie, że: za trudne, nie dam rady... itp.
niedziela, 27 maja 2018
sobota, 3 marca 2018
Skąd się biorą dzieci?
Moja starsza córka (4 klasa szkoły podstawowej) ma we wtorek sprawdzian z biologii, a właściwie to z przedmiotu nazywanego przyrodą. Traf chciał, że na tym sprawdzianie będzie o... rozmnażaniu człowieka.
Jestem ojcem od nieco ponad roku, a już mam umieć jak rozmawiać z córką o tym "skąd się biorą dzieci". Wydaje mi się, że jestem gotowy do takiej rozmowy ale... Córka niestety (albo "stety") woli rozmawiać o "tych sprawach" z mamą. Cóż... córka też baba. Widocznie rozmowa z drugą "babą" mniej ją krępuje.
Ale rozmowy o tym "skąd się biorą dzieci" to nie tylko problem rodziców i dorastających dzieci.
---
Dorośli ludzie mimo, że doskonale już wiedzą "jak to się robi" czasem niestety tez mają problem z tym aby poradzić sobie z odpowiedzą na tytułowe pytanie: "Skąd się biorą dzieci?"
Gdy dziecka nie ma mimo, że...
No właśnie. Jest chęć, jest z kim i dla kogo, a tu dziecko się nie pojawia. Co gorsza cała nasza wiedza czasem jest niewystarczająca by jasno odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego czasem dzieci się nam zwyczajnie nie urodzą?
Mnie i mojej żonie nikt jasno tego nie powiedział. Po prostu musieliśmy uznać fakt bez uzyskania odpowiedzi na pytanie dlaczego tak jest. Cóż... W tej sytuacji można pogrążyć się w "stanie opanowania przez niepłodność" lub szukać innych możliwości realizacji swojego marzenia o rodzicielstwie.
Dziecko nieoczekiwane
Mówi się, że każdy kij ma dwa końce. Zatem nie jest dziw, że skoro są ludzie, którzy nie mogą doczekać się upragnionego potomstwa to będą też tacy, którym dziecko "przytrafia" się przypadkiem, jako nieoczekiwane lub wręcz niechciane. I w tym wypadku cała wiedza o tym "skąd się biorą dzieci" również w większości przypadków zupełnie zawodzi. Bo niby wiedziało się jak, ale stało się to w sumie tak przypadkiem.
Skąd się biorą dzieci w Domach Dziecka?
Z odpowiedzią na to pytanie wielu "uświadomionych" już i całkiem dorosłych ludzi też ma problem.
Sporo z nich myśli, że są to sierotki, których rodzice umarli lub zginęli w wypadkach. A tymczasem takich "biologicznych sierot" jest w Domach Dziecka mniej niż 5%. Większość dzieciaków z DD ma rodziców i rodziny - są sierotami społecznymi.
Dużo ludzi myśli, że w Domach Dziecka znajdują się dzieci, które zabrano rodzinom, które z powodu biedy nie stać było na zapewnienie dziecku właściwych warunków do życia i rozwoju. A brutalna prawda jest taka, że sama bieda nie jest i nie może być powodem do odebrania dziecka rodzicom. Bo choćby nawet tylko z czysto ekonomicznego rachunku państwu nie opłaca się odbierać dzieci poprawnie funkcjonującej rodzinie. Nawet jeżeli taką rodzinę trzeba wspierać zasiłkami. To i tak wyjdzie taniej niż umieszczenie dziecka w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Koszt utrzymania dziecka w takiej placówce obciąża podatnika i państwo miesięcznie kwotami rzędu: od 3 do 5 tys. złotych.
Patrz też:
Czy 6 tys. w zasiłkach na dzieci to dużo?
Bieda nie jest wystarczającym powodem do odebrania dziecka
Skąd się biorą dzieci do adopcji?
Odpowiedź na takie pytanie to już naprawdę czasem duży problem.
Tu znów często wraca teoria o dzieciach z biednych rodzin. Widocznie tych, którzy w to wierzą nic nie przekona. Ale o tym już było.
Aby dziecko mogło zostać przysposobione (adoptowane) to muszą być spełnione warunki jakie wymaga prawo. Dziecko ma być, jak to się mówi, "wolne prawnie". Nie wystarczy, że dziecko znajduje się w Domu Dziecka i jego, powołani do tego z natury, rodzice nie zajmują się nim. Aby dziecko mogło trafić do adopcji jego rodzice muszą sami zrzec się praw rodzicielskich lub zostać sądownie tych praw pozbawieni. I w tym warunku prawnym kryje się klucz do odpowiedzi na pytanie skąd się biorą dzieci do adopcji ( przysposobienia) i dlaczego kandydaci na rodziców adopcyjnych tak często słyszą, że dzieci nie ma i trzeba długo czekać. No bo niby dzieci do adopcji nie ma, a tymczasem liczba dzieci w Domach Dziecka i innych formach instytucjonalnej pieczy zastępczej nie maleje (19 tys. w DD).
A tymczasem...
Noworodek do adopcji
Większość par (zdecydowana większość), które decydują się na przysposobienie (adopcję) dziecka liczy na propozycję przyjęcia do rodziny noworodka. Dodajmy, że zdrowego noworodka.
W praktyce, aby taki noworodek mógł trafić do adopcji to jego matka lub oboje rodzice muszą sami zrezygnować z praw rodzicielskich. Jak to się potocznie mówi, muszą go sami "oddać do adopcji".
Bo jak się za odbieranie praw zabierze system. To nawet jeżeli procedura się zacznie tuż po urodzeniu dziecka, to jej koniec może nastąpić już gdy dziecko przestanie być niemowlęciem.
A tak naprawdę osób decydujących się na "oddanie do adopcji" zdrowego niemowlęcia jest niewiele.
Dlaczego? A Ty byś oddał/oddała?
Dzieci starsze
Trudno sobie wyobrazić, że ktoś próbowałby podrzucić kilkuletnie dziecko do "okna życia". Starsze dzieci do placówek opiekuńczo-wychowawczych trafiają najczęściej po interwencji służb (policja, opieka społeczna). Często latami czekają na decyzje określające ich dalszy los. Czekają na powrót do rodzinnego domu, na to, że mama po nie jednak wróci... Czas mija, a młyny systemowe pracują powoli. Procedury się przedłużają. Rodziny nagle przypominają sobie o dziecku, ale z przypomnienia tego wynika tylko wydłużenie procedur i odwlekanie decyzji.
I tak wiele dzieci czeka w Domach Dziecka. A to czekanie często przeciąga się aż do dnia, w którym dziecko przestaje być dzieckiem.
---
Gdy podczas kursu dla kandydatów na rodziców adopcyjnych zapytano mnie: Jak wytłumaczę dziecku skąd i dlaczego trafiło do rodziny?
Odpowiedziałem, że:
Tak jakbym tłumaczył skąd w ogóle biorą się dzieci...
Tak więc czas na moją rozmowę o tym skąd się biorą dzieci jeszcze przyjdzie.
Jestem ojcem od nieco ponad roku, a już mam umieć jak rozmawiać z córką o tym "skąd się biorą dzieci". Wydaje mi się, że jestem gotowy do takiej rozmowy ale... Córka niestety (albo "stety") woli rozmawiać o "tych sprawach" z mamą. Cóż... córka też baba. Widocznie rozmowa z drugą "babą" mniej ją krępuje.
Ale rozmowy o tym "skąd się biorą dzieci" to nie tylko problem rodziców i dorastających dzieci.
---
Dorośli ludzie mimo, że doskonale już wiedzą "jak to się robi" czasem niestety tez mają problem z tym aby poradzić sobie z odpowiedzą na tytułowe pytanie: "Skąd się biorą dzieci?"
Gdy dziecka nie ma mimo, że...
No właśnie. Jest chęć, jest z kim i dla kogo, a tu dziecko się nie pojawia. Co gorsza cała nasza wiedza czasem jest niewystarczająca by jasno odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego czasem dzieci się nam zwyczajnie nie urodzą?
Mnie i mojej żonie nikt jasno tego nie powiedział. Po prostu musieliśmy uznać fakt bez uzyskania odpowiedzi na pytanie dlaczego tak jest. Cóż... W tej sytuacji można pogrążyć się w "stanie opanowania przez niepłodność" lub szukać innych możliwości realizacji swojego marzenia o rodzicielstwie.
Dziecko nieoczekiwane
Mówi się, że każdy kij ma dwa końce. Zatem nie jest dziw, że skoro są ludzie, którzy nie mogą doczekać się upragnionego potomstwa to będą też tacy, którym dziecko "przytrafia" się przypadkiem, jako nieoczekiwane lub wręcz niechciane. I w tym wypadku cała wiedza o tym "skąd się biorą dzieci" również w większości przypadków zupełnie zawodzi. Bo niby wiedziało się jak, ale stało się to w sumie tak przypadkiem.
Skąd się biorą dzieci w Domach Dziecka?
Z odpowiedzią na to pytanie wielu "uświadomionych" już i całkiem dorosłych ludzi też ma problem.
Sporo z nich myśli, że są to sierotki, których rodzice umarli lub zginęli w wypadkach. A tymczasem takich "biologicznych sierot" jest w Domach Dziecka mniej niż 5%. Większość dzieciaków z DD ma rodziców i rodziny - są sierotami społecznymi.
Dużo ludzi myśli, że w Domach Dziecka znajdują się dzieci, które zabrano rodzinom, które z powodu biedy nie stać było na zapewnienie dziecku właściwych warunków do życia i rozwoju. A brutalna prawda jest taka, że sama bieda nie jest i nie może być powodem do odebrania dziecka rodzicom. Bo choćby nawet tylko z czysto ekonomicznego rachunku państwu nie opłaca się odbierać dzieci poprawnie funkcjonującej rodzinie. Nawet jeżeli taką rodzinę trzeba wspierać zasiłkami. To i tak wyjdzie taniej niż umieszczenie dziecka w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Koszt utrzymania dziecka w takiej placówce obciąża podatnika i państwo miesięcznie kwotami rzędu: od 3 do 5 tys. złotych.
Patrz też:
Czy 6 tys. w zasiłkach na dzieci to dużo?
Bieda nie jest wystarczającym powodem do odebrania dziecka
Skąd się biorą dzieci do adopcji?
Odpowiedź na takie pytanie to już naprawdę czasem duży problem.
Tu znów często wraca teoria o dzieciach z biednych rodzin. Widocznie tych, którzy w to wierzą nic nie przekona. Ale o tym już było.
Aby dziecko mogło zostać przysposobione (adoptowane) to muszą być spełnione warunki jakie wymaga prawo. Dziecko ma być, jak to się mówi, "wolne prawnie". Nie wystarczy, że dziecko znajduje się w Domu Dziecka i jego, powołani do tego z natury, rodzice nie zajmują się nim. Aby dziecko mogło trafić do adopcji jego rodzice muszą sami zrzec się praw rodzicielskich lub zostać sądownie tych praw pozbawieni. I w tym warunku prawnym kryje się klucz do odpowiedzi na pytanie skąd się biorą dzieci do adopcji ( przysposobienia) i dlaczego kandydaci na rodziców adopcyjnych tak często słyszą, że dzieci nie ma i trzeba długo czekać. No bo niby dzieci do adopcji nie ma, a tymczasem liczba dzieci w Domach Dziecka i innych formach instytucjonalnej pieczy zastępczej nie maleje (19 tys. w DD).
A tymczasem...
Noworodek do adopcji
Większość par (zdecydowana większość), które decydują się na przysposobienie (adopcję) dziecka liczy na propozycję przyjęcia do rodziny noworodka. Dodajmy, że zdrowego noworodka.
W praktyce, aby taki noworodek mógł trafić do adopcji to jego matka lub oboje rodzice muszą sami zrezygnować z praw rodzicielskich. Jak to się potocznie mówi, muszą go sami "oddać do adopcji".
Bo jak się za odbieranie praw zabierze system. To nawet jeżeli procedura się zacznie tuż po urodzeniu dziecka, to jej koniec może nastąpić już gdy dziecko przestanie być niemowlęciem.
A tak naprawdę osób decydujących się na "oddanie do adopcji" zdrowego niemowlęcia jest niewiele.
Dlaczego? A Ty byś oddał/oddała?
Dzieci starsze
Trudno sobie wyobrazić, że ktoś próbowałby podrzucić kilkuletnie dziecko do "okna życia". Starsze dzieci do placówek opiekuńczo-wychowawczych trafiają najczęściej po interwencji służb (policja, opieka społeczna). Często latami czekają na decyzje określające ich dalszy los. Czekają na powrót do rodzinnego domu, na to, że mama po nie jednak wróci... Czas mija, a młyny systemowe pracują powoli. Procedury się przedłużają. Rodziny nagle przypominają sobie o dziecku, ale z przypomnienia tego wynika tylko wydłużenie procedur i odwlekanie decyzji.
I tak wiele dzieci czeka w Domach Dziecka. A to czekanie często przeciąga się aż do dnia, w którym dziecko przestaje być dzieckiem.
---
Gdy podczas kursu dla kandydatów na rodziców adopcyjnych zapytano mnie: Jak wytłumaczę dziecku skąd i dlaczego trafiło do rodziny?
Odpowiedziałem, że:
Tak jakbym tłumaczył skąd w ogóle biorą się dzieci...
Tak więc czas na moją rozmowę o tym skąd się biorą dzieci jeszcze przyjdzie.
niedziela, 9 lipca 2017
Patrz Tato
![]() |
| foto. hephalump |
Zobaczycie, a raczej usłyszycie jak różnią się dzieci podczas zabawy gdy są puszczone samopas lub gdy towarzyszy im rodzic/rodzice.
Dzieci puszczone samopas popisują się przed sobą, czasem robią coś głupiego i częściej używają "dorosłych" przekleństw.
Dzieci, które przyszły na plac z rodzicem/rodzicami tez chcą się pokazać. I często można usłyszeć jak wołają: Patrz Tato... Zobacz Mamo...
***
Iść z dzieckiem, nawet takim już trochę starszym, na skatepark to żaden obciach, ani "siara". Ani dla rodzica, ani dla dziecka. Dzieci chcą by rodzice podziwiali je i doceniali wysiłek włożony w zabawę.
piątek, 16 czerwca 2017
Nie ma takiej drugiej mamy
![]() |
| Mama, rysunek Dominiki (6 lat) |
Zaczęła się kleić do mamy, przytulać, włazić pod bluzkę... Wszystko byle być bliżej ciała mamy. Tylu ciepłych słów, tylu "kocham Cię" Aga od Małej jeszcze nie słyszała.
A i do taty też zaczęła bardziej lgnąć.
***
- Wiesz... Nie ma takiej drugiej Mamy jak Ty. - powiedziała w pewnym momencie Dominika. I było w tym czuć, że bardzo chciała to powiedzieć.
sobota, 10 czerwca 2017
Pogoń za cieniem
Myśląc o tym jakie kiedyś będzie to nasze wymarzone dziecko często gonimy za tym co może istnieć tylko w naszej wyobraźni.
Gdy już jest, też często trudno jest nam zapomnieć o tym dziecku z naszych wyobrażeń.
***
Lepiej jednak razem z dzieckiem ścigać na rolkach własne realne cienie umykające po asfalcie.
Gdy już jest, też często trudno jest nam zapomnieć o tym dziecku z naszych wyobrażeń.
***
Lepiej jednak razem z dzieckiem ścigać na rolkach własne realne cienie umykające po asfalcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







