czwartek, 29 marca 2018

Jaka jest kondycja polskich rodzin?

Czytam w dzisiejszych newsach, że gdzieś koło Żyrardowa pijana babcia "opiekowała się" 3-miesięcznym dzieckiem. W wyniku tej "opieki" dziecko najpierw doznało poważnych oparzeń, a później po wyniesieniu z domu przez babcię zostało tak wychłodzone, że spowodowało to poważne wychłodzenie organizmu dziecka.

Patrz link: http://zachodniemazowsze.info/2018/03/dramat-zyrardowem-pijana-babcia-poparzyla-niemowlaka-suszarka-a-potem-wystawila-je-dwor-dziecko-ciezkim-stanie/

O wydarzeniu tym informuje też gazeta.pl ale linku do tego newsa z GW brzydzę się podać ze względu na ściek w komentarzach pod informacją o tragedii dziecka. Ludzie w takich wypadkach snują różne domysły co do przyczyn takich tragedii. A domysły te w większości są zwyczajnie głupie.
Ale jest w tym zdarzeniu coś co nie pozwala mi tak zwyczajnie przestać o nim myśleć.
A mianowicie w całym tym przekazie nie ma informacji o rodzicach dziecka.
Gdzie byli?
Dlaczego musieli (a może nie musieli) pozostawić dziecko pod opieką babci, która ma najwyraźniej duży problem z nałogiem?

Na pytanie te sam nie potrafię odpowiedzieć i nie ma na nie odpowiedzi w informacji prasowej.
Niestety wiem też, że sporo całkiem porządnych, niepatologicznych rodzin ma duże problemy z zapewnieniem właściwej opieki nad dzieckiem. A dziecko tak małe jak w tym przypadku musi mieć zapewnioną stałą i troskliwą opiekę. Urlop macierzyński, urlop rodzicielski to żadna fanaberia socjalna... To konieczność i działanie zgodne z dobrem rodziny oraz interesem społecznym.

Jak wygląda skala patologii w polskich rodzinach też mało się mówi. Ta pijana babcia to nie jest jakiś odosobniony przypadek. Ale o przypadkach tych dowiadujemy się dopiero gdy dojdzie do wypadku lub tragedii.

Może polskich rodziców zwyczajnie nie stać na zapewnienie fachowej, profesjonalnej opieki dla małego dziecka? Może dobra niania jest za droga dla wielu rodziców? A nie każda babcia chce się opiekować dzieckiem swoich dzieci. I ma do tego pełne prawo. Nie każda babcia nadaje się do opieki nad wnukami. Tak jak w tym wypadku rodziny spod Żyrardowa.

Jeżeli jak twierdzą politycy PiS dzięki pieniądzom z Programu Rodzina 500 Plus udało się wyciągnąć setki tysięcy dzieci (nie pamiętam dokładnych liczb) ze stanu skrajnej nędzy. O czym pisał afair m. in. pan Zbigniew Kuźmiuk w serwisie Salon24. To jaka jest rzeczywista kondycja polskich rodzin?
I nie chodzi mi tu tylko o stan ich portfeli.
Bo nawet zamożni rodzice mogą sobie nie radzić gdy psychika siada i normy moralne przestają funkcjonować.

niedziela, 25 marca 2018

Życie choć piękne tak kruche jest...

Gdy matka tuli w ramionach dziecko swe
 Jej miłość staje przeciw złym mocom...
(GoldenLife) 


- Kiedy się dowiedziałam, że jesteś, że twoje serce już bije byłam szczęśliwa.
- Kiedy pewnego dnia lekarz powiedział, że jestem młoda, że następna ciąża będzie mocniejsza i że lepiej... Wtedy myślałam, że umrę. Nie wiedziałam co robić. Potrafiłam tylko płakać.
- Ale twój tata był wtedy cały czas ze mną. Poszedł pogadać z lekarzem i ten lekarz później już nic takiego nie mówił. Wytrwaliśmy... Choć cały czas czułam strach.
- Urodziłeś się z problemami ale jesteś. Żyjesz...

To opowieść, którą słyszałem jeszcze jako dziecko od własnej matki.
W sumie nie wiem czy nie wolałbym aby tę historię zachowała dla siebie. Może lepiej by było gdybym o tym nie wiedział. Ale słów wypowiedzianych cofnąć się nie da.

Z perspektywy czasu czuję, że wiedza o tym jest dla mnie ważna jako wkład w formowanie moich postaw już jako dorosłego człowieka.
Ale uważam też, że wiedza o tym, że: życie dziecka zależało (mogło zależeć) od decyzji rodziców nie jest żadnemu dziecku do szczęścia potrzebna.

piątek, 23 marca 2018

Czego uczy długie czekanie na dziecko?

Czego może nauczyć się człowiek, który musiał długo czekać na pojawienie się w jego życiu upragnionego dziecka?
Czy to czekanie może w ogóle czegokolwiek nauczyć?


Otóż uczy ono przede wszystkim pokory. Uczy świadomości, że nie wszystko zależy od naszych wyborów. Że nie zawsze chcieć to móc. Że nie rozporządzamy naszym ciałem i nie możemy mu nakazać by działało tak jak nam się wydaje powinno działać.
Tak... Hasło: "Moja macica, mój wybór" jest fałszem. Ale o tym niektóre z kobiet chodzących na tzw "czarne marsze" dowiedzą się gdy zrozumieją, że ta "jej macica" może nie słuchać poleceń gdy przyjdzie ta właściwa chwila na ciążę.

Czego jeszcze może nauczyć długie czekanie na uśmiech dziecka i jego radosny śmiech w domu?

Czasem może nauczyć, że nie ma dzieci lepszych lub gorszych. Nie ma mniej lub bardziej wartych życia i kochania. Tylko czasem nikt na nie nie czeka.

czwartek, 22 marca 2018

Cel adopcji. Rodzina dla dziecka a nie dziecko dla rodziny

Kiedyś, jeszcze podczas pierwszych rozważań nad możliwością adopcji (przysposobienia) dziecka, powiedziałem sobie, że nie będę czytał ani udzielał się na żadnych forach adopcyjnych. Przez pewien czas uznawałem czytanie wpisów na tych forach nawet za pewien rodzaj masochizmu.
Dziś jednak stwierdzam, że przeglądanie internetowych dyskusji o adopcji i oczekiwaniu na dziecko nie wywołuje u mnie już takich emocji. Jakby nie patrzeć to zaszła we mnie i przy mnie duża zmiana. Najbardziej widoczna (z zewnątrz) zmiana to przejście z grupy: starający się o dziecko do grupy: opiekujący się dziećmi. A to zasadniczo zmienia punkt widzenia na pewne sprawy. Zdecydowanie "normalizuje" spojrzenie na cel adopcji dziecka.

Cel adopcji (przysposobienia) dziecka
Nie da się ukryć, że podstawowym motywem, który nas pcha do takich decyzji jak adopcja (przysposobienie) dziecka jest nasza własna potrzeba bycia rodzicem. Potrzeba bardzo silna, która często przez lata pozostaje (pozostawała) niezaspokojona. I ta silna potrzeba czasem przysłania nam właściwy cel przysposobienia (adopcji) dziecka.
A nie owijając spraw w bawełnę należy jasno powiedzieć, że:

Celem adopcji jest zaspokojenie potrzeb osieroconych dzieci a nie potrzeb bezdzietnych par.

Może nam się to podobać lub nie, możemy się z tym zgadzać lub kwestionować, a i tak nie zmienimy tego zasadniczego założenia w funkcjonowaniu systemu tej formy pieczy zastępczej.

Tymczasem w dyskusjach na forach adopcyjnych gro miejsca zajmują żale dotyczące czasu oczekiwania na: moje (nasze) upragnione dziecko. Cóż... Sam to przeżyłem. Wiem jak to boli.
Niestety te żale oraz ten ból oczekiwania nie rozmiękczą systemu, który nie jest nastawiony na zaspokajanie potrzeby na dziecko i łagodzenie bólu bezdzietności.
Politycy i cały system opieki społecznej nie zaczną nagle działać w celu zwiększenia liczby dzieci do adopcji. Wręcz przeciwnie... Zmartwieniem polityków i systemu jest jak zmniejszyć liczbę dzieci w placówkach opiekuńczo wychowawczych i... nie przeprawić sobie łatki tych, którzy odbierają dzieci rodzinom. Bo aby dziecko mogło trafić do adopcji to musi być "wolne prawnie". Czyli w większości wypadków trzeba jakąś rodzinę pozbawić praw rodzicielskich. Więc nie ma co liczyć, że ktoś skróci, uprości te procedury. I to bez względu na to jaka opcja będzie u władzy. Niemcy też narzekają na uciążliwe procedury adopcyjne, a tam nie rządzi PiS czy PO. Tak działa ten system bez względu na politykę.

Patrz: Niemiecka biurokracja utrudnia adopcję

Snucie teorii, że np. wprowadzenie programu Rodzina 500 Plus zmniejszy ilość dzieci do adopcji też jest absurdalne. Tak jak wyskakiwanie już dziś z rewelacjami, że program ten już zwiększył dzietność polskich rodzin. Fantazje i myślenie życzeniowe... A jednak na forach i blogach takie teorie się pojawiają.
Cóż... Jeżeli zakładamy, że wprowadzenie świadczenia wychowawczego Rodzina 500 Plus spowodowało, że część osób wycofuje się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji bo można dostać 500 zł/mc to... Należy założyć, że część chętnych do adopcji też może być kuszona wizją tych 500 zł na konto. Absurd?
Więc może lepiej zamiast zastanawiać się nad tym dlaczego ktoś nie chce oddać dziecka. Należy więcej czasu poświęcić np. na rozważania:

Dlaczego ja chcę mieć dziecko? Dlaczego chcę je adoptować?

A w gruncie rzeczy odpowiedź na takie pytanie nie jest łatwa. Samo: bo ja tak chcę, bo mam taką potrzebę... to za mało. Przecież nie o zaspokojenie tej potrzeby w tym wszystkim chodzi. Bo co zaoferujesz dziecku poza własną niezaspokojoną potrzebą?

Myślenie, że "adopcja jest dla bezdzietnych" w ogóle prowadzi czasem to różnych dziwactw. Np. obrażanie się na tych co mają już dziecko (urodzone lub wcześniej adoptowane), że składają wnioski wyrażające chęć przysposobienia kolejnej pociechy. Bo niby w ten sposób zmniejszają szanse tych co czekają na to "choć jedno, jedyne".
Wybaczcie ale takie myślenie jest w mojej ocenie zupełnie niepoważne. Sama bezdzietność nie czyni nikogo bardziej predysponowanym do roli rodzica adoptowanego dziecka.

***

Wydaje się, że to co napisałem powinno być oczywiste dla wszystkich, którzy ukończyli kursy dla kandydatów na rodziców adopcyjnych. A jednak czytając wpisy na forach adopcyjnych i blogach często widzę jak przeważa myślenie o własnej niezaspokojonej potrzebie i bezdzietności. A gdzie tu miejsce na właściwy cel adopcji?


Notka powiązana:
Skąd się biorą dzieci?

Warto przeczytać też:
Te straszne procedury adopcyjne. Na blogu Takie Tam Stożki (Lady Makbet)
***

poniedziałek, 19 marca 2018

Św. Józef - patron rodziny i... dobrej śmierci

Dziś w niektórych kościołach można było usłyszeć starą i bardzo piękną pieśń ku czci św. Józefa. Oto ona:

Szczęśliwy kto sobie Patrona
Józefa ma za Opiekuna;
Niechaj się niczego nie boi,
Gdy święty Józef przy nim stoi,
 Nie zginie.

Idźcie precz marności światowe,
Boście wy do zguby gotowe;
Już ja mam nad kanar słodszego,
Józefa Opiekuna mego,
 Przy sobie.

Ustąpcie, szatańskie najazdy,
Przyzna to zemną człowiek każdy,
Że choćby i samo powstało,
Piekło się na mnie zbuntowało,
 Nie zginę.

Gdy mi jest Józef ulubiony,
Obrońca od każdej złej strony;
On ci mnie ze swojej opieki
Nie puści, i zginąć na wieki
 Nie mogę.

Przeto cię upraszam serdecznie,
Józefie święty, bym bezpiecznie
Mógł mieć zgon i lekkie skonanie,
I grzechów moich skasowanie,
 Przy śmierci.

Gdy mi zaś przyjdzie przed Sędziego
Stawić się, wielce straszliwego;

Bądźże mi Józefie przy sądzie,
Kiedy mnie Bóg sądzić zasiędzie,
 Patronem.

Odpędzaj precz nieprzyjaciela
Duszy mej, spraw oskarżyciela;
Kiedy mnie skarżyć, prześladować
Będzie chciał, chciejże mnie ratować,
 O Święty!

Józefie! oddal czarta złego,
A Boga mnie zagniewanego
Przejednaj, o co cię serdecznie
Upraszam, bym mógł z tobą wiecznie
 Królować.

Ale pieśń ta ma jeszcze mniej znaną wersję:

Szczęśliwy kto sobie Patrona
Józefa ma za Opiekuna;
Niechaj się niczego nie boi,
Bo święty Józef przy nim stoi,
 Nie zginie.

On wszystkie ludzkie na w opiece stany,
Bo On Jezusa ojciec domniemany;
Nikt z świętych nie zyskał godności,
On sam był stróżem Panieńskiej czystości.

On stan małżeński w opiekę swa bierze,
Utwierdza w zgodzie, miłości i wierze,
Na wzór kapłańskiej godności w Kościele
Nosił na reku Boga w ludzkim ciele.

Któż, jako święty Józef, jest gotowy
Cieszyć ubogich, sieroty i wdowy?
Gdy ich ostatnia przyciska potrzeba
Józef wezwany daje pomoc z nieba.

On Zbawiciela w doczesnym żywocie
Karmi z Maryją w czoła swego pocie.
Synem się jego zwał, co z nieba rodem, 
Z Nim do Egiptu umknął przed Herodem.

W każdym momencie i każdego razu
Syn Boski Jego usłuchał rozkazu,
Który księżyca obrotem kieruje
I słońca drogę na niebie toruje.

Bóg Józefowi posłusznym się staje,
Jemu, jak ojcu, w rządy się oddaje,
Ten, co się na rękach Józefowych składa,
Któremu niebo całe do nóg pada.

Więc domniemany ojcze Stwórcy świata,
Życia naszego sam dokańczaj lata.
O konających nadziejo jedyna,
Uproś nam dobrą śmierć u Twego Syna. 

Jakoś odpoczął w Twego życia skonie
Na Jezusowym i Maryi łonie,
Tak przy nas Jezus niech z Maryją stanie
Wraz z Tobą, gdy nasze przyjdzie konanie.

Święty Józefie, karmicielu Boga,
Gdy przyjdzie na mnie ostateczna trwoga,
Bądź opiekunem wtenczas duszy mojej,
By nie zginęła przy obronie Twojej.

***

Tekst pieśni pochodzi z:
Idźcie do Józefa. Modlitewnik. Wydawnictwo OO. Karmelitów Bosych, Kraków, 1982

niedziela, 18 marca 2018

Adopcyjny Tata. Facet w świecie "zarezerwowanym" dla kobiet

W naszej kulturze sprawy dotyczące rodzicielstwa, opieki nad dzieckiem i w ogóle wszystkiego, co z dziećmi się wiąże, często są lokowane w dziale "Tylko dla Kobiet". Takiego szufladkowania dopuszczają się zarówno konserwatyści jak i orędownicy liberalno-lewicowych zmian społecznych. Konserwatyści z uporu i przyzwyczajenia, a postępowcy chyba z zaślepienia ideologicznego.

Gdy od swoich tradycyjnych do bólu znajomych oraz bliskich z rodziny słyszałem teksty w stylu:
- Starania o dziecko pozostaw żonie. To jest kobieca (babska) sprawa.
To muszę przyznać, że brała mnie jakaś "nerwa", że aż na usta cisnęła się "urwana nać". Jako facet też odczuwałem potrzebę realizacji swoich "instynktów" rodzicielskich. Ta potrzeba nie jest w mojej ocenie tylko kobieca. Mam swoje uczucia i odczucia także w tej dziedzinie. Ich obecność nie odbiera mi męskości. Klepanie sloganów w stylu: "Dzieci to sprawa babska" to tylko bezrefleksyjne powtarzanie wyuczonych formuł. A takie powtarzanie może być bardzo wygodne. Nie trzeba się wysilać by otworzyć się na coś nowego.
Z drugiej strony od tych bardziej liberalnych znajomych też słyszałem tylko:
- A jak sobie żona z tym radzi? Dla kobiety to takie trudne.
Cóż... Jak tu się z nimi nie zgodzić. Ale mnie męska duma jakoś blokowała by przyznać się im, że dla mnie to też było trudne.
Potem widziałem takich lewicujących-liberałów na czarnych marszach pod banerami z hasłami w rodzaju: "moja macica, mój wybór". I tak sobie myślałem, ile zmienia świadomość, że nie zawsze mamy wybór, nie wszystko zależy od tego, co JA CHCĘ. Ale oni mają swoją ideologię i w nią ślepo wierzą.

W tych staraniach, które miałem jakoby pozostawić żonie, moja rola polegała głównie na wspólnym jeżdżeniu od kliniki do kliniki, wyczekiwaniu na korytarzach, wysłuchiwaniu i przyjmowaniu wieści  - tych dających nadzieję i tych ją odbierających. Na wycieraniu łez i zapewnianiu, że kocham i będę kochać...
Miałem też dużo czasu na myślenie. Myślenie, które potrafi być bardzo wyczerpujące.
Decyzję o zaprzestaniu tych starań podjąłem za nas oboje. To ja powiedziałem żonie, że już więcej nie chcę widzieć jej łez i tej goryczy po utracie złudnie budzonych nadziei. A w tym momencie czułem, że robię dokładnie to, co do mnie jako męża i mężczyzny w związku należy. Że taka była moja rola.

Decyzję o przysposobieniu (adopcji) dziecka podejmowaliśmy wspólnie. Razem do niej dorastaliśmy. Choć słyszałem, że mnie jako facetowi jest niby łatwiej. Ale do dziś nie wiem, na czym miało polegać to łatwiej.
Do Ośrodka Adopcyjnego (OA) na pierwszą wizytę przyszliśmy razem. Razem chodziliśmy na kursy. Razem budowaliśmy w sobie wiarę oraz nadzieję, że to jest nasza droga do rodzicielstwa.
Ale Ośrodki Adopcyjne to też teren sfeminizowany. Większość lub wszyscy pracownicy to kobiety. Niby profesjonalizm polega na tym, że płeć nie ma znaczenia, ale muszę się przyznać, że brakowało mi wtedy w OA takiej "męskiej" rozmowy. Ale może był to tylko objaw tego, jak szkodliwe jest myślenie, że rozmowy o rodzicielstwie i dzieciach są "zarezerwowane" dla kobiet.

Potem przyszedł czas oczekiwania, który udowodnił, że droga adopcyjna jest równie trudna jak inne starania, te które niby miałem pozostawić żonie. A czasu na wyczerpujące myślenie jest nawet więcej.
Mijały lata. Zmieniliśmy OA - tu też same panie w personelu. A marzenie o rodzinie i domu pełnym dzieci nadal pozostawało niespełnione.

Aż przyszedł ten moment, w którym wszystko się zmieniło.
Jedziemy na spotkanie z dziećmi w Domu Dziecka na drugim końcu Polski. Droga daleka, ale nadzieja i wiara nas prowadzą.
Dom Dziecka jest ukryty w starym parku i wygląda trochę jak szkoła dla czarownic i czarnoksiężników z filmów o Harrym Potterze. Spotykamy się z pracownikami (też niemal wyłącznie kobiety - tylko jeden wyjątek) i... Niech się dzieje Wola Boża.

***
Dziś po ponad roku od tego wydarzenia mogę się cieszyć, że mam obok siebie kochaną kobietę. Że razem mamy przy sobie dwie śliczne oraz kochane córeczki. Że jako mężczyzna, mąż oraz ojciec zrobiłem wiele i nadal mogę wiele zrobić by spełniać nie tylko swoje marzenia. Marzenia, które nie są dla nikogo zarezerwowane.


czwartek, 15 marca 2018

Zmiana imienia dziecka po przysposobieniu (adopcji)

Przeglądając forum serwisu nasz-bocian.pl (tak - założyłem sobie tam konto) natrafiłem na wątek, w którym poruszono temat zmiany imienia (imion) dziecka po przysposobieniu (adopcji).
Pojawiło się w tej dyskusji na forum stwierdzenie, że w przypadku dzieci starszych jest to bardziej skomplikowane.

Więc krótko opiszę jak to u nas było.
Nasze córeczki zostały przez nas włączone do rodziny gdy miały 5 i 10 lat. Od tego dnia minął już ponad rok.
O zmianie imion dziecka w tym wieku, muszę przyznać,  nawet nie myśleliśmy. Ale Sąd podczas posiedzenia w sprawie o przysposobienie zapytał się nas czy mamy chęć zmiany imion dzieci. Prawo daje taką możliwość. My jednak pozostawiliśmy imiona. Ładne. Sami też takie mogliśmy nadać.

Ale co później...
Dziewczynki przez jakiś czas oswajały się z nowym nazwiskiem. To już jest wystarczające wyzwanie i stres. Dołożenie zmiany imienia w mojej ocenie tylko wydłużyłoby proces akceptacji nowego nazwiska, adresu, świata rodzinnego. Ale to moje domysły.
Fakt pozostawienia imion dzieci bez zmian uznaję za dobrą decyzję.

Zmiana tożsamości dziecka ma też pewne niekoniecznie chciane konsekwencje:
- Podczas chrztu (dzieci wcześniej nie były ochrzczone) dziwnie brzmi pytanie do rodziców – Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka. Ale skoro je zaakceptowaliśmy to też jakbyśmy je wybrali.
-Starsza córka jak już zaakceptowała nową rodzinę i nowe nazwisko to zaczęła je nagminnie dopisywać obok imienia. Nawet tam gdzie niekoniecznie należy podawać wszystkie dane (np. w grze komputerowej).
- Co jakiś czas dzieci narzekają, że tych wszystkich nowych cioć i wujków nie są w stanie zapamiętać. Mylą im się już imiona i nazwiska.

A tak przy okazji jeszcze o zmianie danych dziecka w metryce chrztu
Dane personalne (imię, nazwisko, imiona rodziców) dziecka w metryce chrztu (księdze metrykalnej) powinny być zgodne z danymi zawartymi w bazie danych USC (odpisach z aktu urodzenia). Tak więc nawet jeżeli dziecko zostało ochrzczone przed przysposobieniem (adopcją) to można, a nawet należy, dokonać aktualizacji jego danych w księgach metrykalnych tam gdzie dziecko było już ochrzczone. Jeżeli chrzest następuje po przysposobieniu (adopcji) to w księdze metrykalnej będą już dane z nowego aktu urodzenia.

***
Warto też przeczytać notkę dotyczącą Zmiany imienia na blogu Czarodziej Nasz.