czwartek, 23 maja 2019

Kap, kap, kap... z sufitu

Z dzieciństwa mam różne wspomnienia związane ze szkołą. Pamiętam np. zimy gdy dzieci siedziały w klasie w kurtkach bo "z powodu braku węgla" temperatura w budynku szkoły spadała do tej jaką zaleca się jako właściwą dla dobrze schłodzonego piwa.
Ale to było w czasach realnego socjalizmu i tzw gospodarki planowej.

Na szczęście radosny/żałosny eksperyment nazywany demokracją ludową i gospodarką socjalistyczną możemy mieć już tylko we wspomnieniach.

I miałem nadzieję, że moje dzieci nie będą miały już takich wspomnień ze szkoły.

A tymczasem...

Dziś zajęcia w szkole mojej córki można było prowadzić pod parasolami.

Dlaczego?

Bo dach przemókł i z sufitów kapała woda deszczowa.

Wiem, że aktualną sytuację pogodową w moim regionie (Małopolska) można już nazwać katastrofalną (podtopienia i ryzyko powodzi) ale sytuacja w szkole to nie efekt intensywnych opadów lecz fuszerki "mistrzów", którzy montowali dach na budynku szkolnym.

Dziś prawdziwych dekarzy już nie ma...

Takie są efekty likwidacji szkolnictwa zawodowego i przekonania, że wszyscy muszą mieć studia.
Za dużo wodzów, za mało Indian.

Pojemniki do łapania wody kapiącej ze szkolnego sufitu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz