czwartek, 22 marca 2018

Cel adopcji. Rodzina dla dziecka a nie dziecko dla rodziny

Kiedyś, jeszcze podczas pierwszych rozważań nad możliwością adopcji (przysposobienia) dziecka, powiedziałem sobie, że nie będę czytał ani udzielał się na żadnych forach adopcyjnych. Przez pewien czas uznawałem czytanie wpisów na tych forach nawet za pewien rodzaj masochizmu.
Dziś jednak stwierdzam, że przeglądanie internetowych dyskusji o adopcji i oczekiwaniu na dziecko nie wywołuje u mnie już takich emocji. Jakby nie patrzeć to zaszła we mnie i przy mnie duża zmiana. Najbardziej widoczna (z zewnątrz) zmiana to przejście z grupy: starający się o dziecko do grupy: opiekujący się dziećmi. A to zasadniczo zmienia punkt widzenia na pewne sprawy. Zdecydowanie "normalizuje" spojrzenie na cel adopcji dziecka.

Cel adopcji (przysposobienia) dziecka
Nie da się ukryć, że podstawowym motywem, który nas pcha do takich decyzji jak adopcja (przysposobienie) dziecka jest nasza własna potrzeba bycia rodzicem. Potrzeba bardzo silna, która często przez lata pozostaje (pozostawała) niezaspokojona. I ta silna potrzeba czasem przysłania nam właściwy cel przysposobienia (adopcji) dziecka.
A nie owijając spraw w bawełnę należy jasno powiedzieć, że:

Celem adopcji jest zaspokojenie potrzeb osieroconych dzieci a nie potrzeb bezdzietnych par.

Może nam się to podobać lub nie, możemy się z tym zgadzać lub kwestionować, a i tak nie zmienimy tego zasadniczego założenia w funkcjonowaniu systemu tej formy pieczy zastępczej.

Tymczasem w dyskusjach na forach adopcyjnych gro miejsca zajmują żale dotyczące czasu oczekiwania na: moje (nasze) upragnione dziecko. Cóż... Sam to przeżyłem. Wiem jak to boli.
Niestety te żale oraz ten ból oczekiwania nie rozmiękczą systemu, który nie jest nastawiony na zaspokajanie potrzeby na dziecko i łagodzenie bólu bezdzietności.
Politycy i cały system opieki społecznej nie zaczną nagle działać w celu zwiększenia liczby dzieci do adopcji. Wręcz przeciwnie... Zmartwieniem polityków i systemu jest jak zmniejszyć liczbę dzieci w placówkach opiekuńczo wychowawczych i... nie przeprawić sobie łatki tych, którzy odbierają dzieci rodzinom. Bo aby dziecko mogło trafić do adopcji to musi być "wolne prawnie". Czyli w większości wypadków trzeba jakąś rodzinę pozbawić praw rodzicielskich. Więc nie ma co liczyć, że ktoś skróci, uprości te procedury. I to bez względu na to jaka opcja będzie u władzy. Niemcy też narzekają na uciążliwe procedury adopcyjne, a tam nie rządzi PiS czy PO. Tak działa ten system bez względu na politykę.

Patrz: Niemiecka biurokracja utrudnia adopcję

Snucie teorii, że np. wprowadzenie programu Rodzina 500 Plus zmniejszy ilość dzieci do adopcji też jest absurdalne. Tak jak wyskakiwanie już dziś z rewelacjami, że program ten już zwiększył dzietność polskich rodzin. Fantazje i myślenie życzeniowe... A jednak na forach i blogach takie teorie się pojawiają.
Cóż... Jeżeli zakładamy, że wprowadzenie świadczenia wychowawczego Rodzina 500 Plus spowodowało, że część osób wycofuje się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji bo można dostać 500 zł/mc to... Należy założyć, że część chętnych do adopcji też może być kuszona wizją tych 500 zł na konto. Absurd?
Więc może lepiej zamiast zastanawiać się nad tym dlaczego ktoś nie chce oddać dziecka. Należy więcej czasu poświęcić np. na rozważania:

Dlaczego ja chcę mieć dziecko? Dlaczego chcę je adoptować?

A w gruncie rzeczy odpowiedź na takie pytanie nie jest łatwa. Samo: bo ja tak chcę, bo mam taką potrzebę... to za mało. Przecież nie o zaspokojenie tej potrzeby w tym wszystkim chodzi. Bo co zaoferujesz dziecku poza własną niezaspokojoną potrzebą?

Myślenie, że "adopcja jest dla bezdzietnych" w ogóle prowadzi czasem to różnych dziwactw. Np. obrażanie się na tych co mają już dziecko (urodzone lub wcześniej adoptowane), że składają wnioski wyrażające chęć przysposobienia kolejnej pociechy. Bo niby w ten sposób zmniejszają szanse tych co czekają na to "choć jedno, jedyne".
Wybaczcie ale takie myślenie jest w mojej ocenie zupełnie niepoważne. Sama bezdzietność nie czyni nikogo bardziej predysponowanym do roli rodzica adoptowanego dziecka.

***

Wydaje się, że to co napisałem powinno być oczywiste dla wszystkich, którzy ukończyli kursy dla kandydatów na rodziców adopcyjnych. A jednak czytając wpisy na forach adopcyjnych i blogach często widzę jak przeważa myślenie o własnej niezaspokojonej potrzebie i bezdzietności. A gdzie tu miejsce na właściwy cel adopcji?


Notka powiązana:
Skąd się biorą dzieci?

Warto przeczytać też:
Te straszne procedury adopcyjne. Na blogu Takie Tam Stożki (Lady Makbet)
***

6 komentarzy:

  1. Kuźwa dziś cos czytales? Bo ja dzis tez załamałam ręce :)
    Powiem krotko - im szybciej jako kandydat pogodzisz się z tym że system funkcjonuje jak funkcjonuje (czyli ze trwa, że sa wymagania, badania itd) tym szybciej zostaniesz rodzicem. Zaczynają mnie meczyc dyskusje że proces za dlugi, za trudny, ze trzeba być bogaczem, mieć wille itd.
    Dla dziecka trzeba miec kąt (bo duzo z nich go do tej pory nie miało) baaa czesc nie miala nawet lozka...
    Nie trzeba byc bogaczem ale miec na tyle by moc niejednokrotnie lazic po lekarzach i rehabilitantach albo aby kobieta (badz mezczyzna :) ) mogli zostac z dzieckiem chwile dluZej np po skonczonym macierzynskim.
    Proces za dlugi? Odpowiedni, starania o dziecko biologiczne trwa niejednokrotnie dluzej. Takie przeświadczenie mają zazwyczaj ci, co latami starali sie o własne dziecko i jak już sie zdecydowali na adopcje to chcieliby tu i teraz, tylko czy to wina osrodka że są zmeczenie czekaniem i licznymi probami?
    Nowym w procesie zawsze zycze pokory, spokoju i dystansu - bardzo sie w calym procesie przyda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Beata A
      Cały czas trafiam na takie kwiatki.
      Ale obiecałem sobie, że nie będę wchodził w takie dysputy na forach. Nie mam parcia na to by wszystkich prostować. Może do tego po prostu trzeba dojrzeć. ;)
      Ja też dojrzewałem i trochę to trwało. Też łapałem się na tym, że ta "niezaspokojona potrzeba" coś mi przesłania.

      Pokora, spokój, dystans - świetnie to ujęłaś. To przyda się każdemu rodzicowi. I nie tylko na etapie starań o dziecko.

      Pozdrawiam serdecznie
      M

      Usuń
  2. Staram się powstrzymać przed zaglądaniem na fora i grupy dyskusyjne odnośnie adopcji. Dużo czasu spędziłam na forach w trakcie leczenia niepłodności i z perspektywy czasu wiem, że czasem bardziej mieszało mi to w głowie niż pomagało.
    Teraz też wolę poczytać wpisy na blogach, albo po prostu nurtujące mnie pytania zadać osobom, które znam i które cały proces mają już za sobą, albo wolny czas poświęcam na czytanie książek o tematyce adopcji, wychowania itp.
    W sumie to, że w jednym ośrodku coś wygląda tak a nie inaczej nie oznacza, że i w naszym tak będzie. Podobnie nie ma dwóch takich samych par, więc i spotkania i rozmowy będą miały inny przebieg.
    Procedura adopcyjna wymaga cierpliwości, ale 6 lat leczenia niepłodności też jej wymagało. Wiem, że nie ma nic na już na teraz, bo ja tak chcę. Cierpliwość, pokora - to się przyda każdemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Uśmiech w oczach
      Miałem podobne odczucia odnośnie forów internetowych. Ale czasem trochę żałuję, że o swoich uczuciach i przeżyciach nie pisałem już wtedy na blogu.

      A Tobie tej cierpliwości i wytrwałości życzę. Chociaż czasem czuję, że i mnie przydałoby się nad tym jeszcze popracować.

      Pozdrawiam serdecznie
      M

      Usuń
  3. Ach jacy jesteśmy madrzy bedacrodzivamb 😉
    Tak, bezdzietni nie są lepszymi kandydatami na rodziców. Tak samo jak ludzie, którzy mają już dzieci.
    Fakt bycia rodzicem nie czyni z nikogo specjality od wychowania 😉
    A z teza kto dla kogo pozwolę sobie nie zgodzić się.
    Ma powstać Rodzina. A w Rodzinie ważni są wszyscy - dzieci tak samo jak rodzice. Stawianie dobra jednych ponad dobro drugich tworzy przestrzeń na żal i poczucie krzywdy. Także oczekiwanie od bezdzietnych szlachetności ponad przeciętność jest drogą do nikąd.
    Pozdrawiam. Matka trzech chłopców 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Nena
      Oczywiście ;)
      Aż czasem naprawdę żałuję, że tego bloga zacząłem pisać dopiero po przyjeździe dzieci. Może by było widać jak zmienia się moje pisanie :D

      I ma Pani całkowita rację. Ani samo posiadanie dzieci nie czyni nikogo wybitnym specjalistą od wychowania, ani bezdzietność bardziej wrażliwym na potrzeby dziecka.
      Dzięki za ten konkretny i wiele wnoszący do dyskusji komentarz. W najbliższej przyszłości postaram się temat rozwinąć.

      Pozdrawiam serdecznie
      M

      Usuń