Oto bałwan ulepiony przez moją starszą córkę. Materiał: śnieg, marchew i kilka klocków...
Patrzę na bałwana i zastanawiam się kto był modelem. Może odpowiedź znajdę w lustrze :))
***
Dziś jest Barbary, czyli też Barbórka - święto górników (wszystkich górników) oraz zawodów im pokrewnych. Hepha jako geolog też świętuje.
Patrzymy też dziś na pogodę.
Przysłowie mówi, że:
Jak Barbara po lodzie, to Święta po wodzie.
(Jak Barbara po wodzie, to Święta po lodzie)
Dziś jest lekki mróz -3 st. C i w nocy spadł świeży śnieg. Z mądrości ludowej wynikało by zatem, że świąt można oczekiwać bezśnieżnych i z temperaturami na plusie. Sprawdzamy...
Bo wczoraj miałem problemy z dojazdem do domu. Taka była na drogach ślizgawka (30 min przymusowego "postoju" na autostradzie A4).
poniedziałek, 4 grudnia 2017
sobota, 2 grudnia 2017
Przemoc domowa, przemoc w rodzinie
Weekendowy dodatek do gazety (tej wyborczej) zaatakował mnie
zdjęciami celebrytek ucharakteryzowanych tak, by wyglądały jak kobiety
pobite. Pobite przez swojego faceta.
Wiem, że jest to rzeczywisty problem społeczny, ale gdybym na ten problem patrzył tylko przez pryzmat lewicującej gazety, to musiałbym zacząć bać się wychodzić na ulice. Tak... Powinienem się bać. Bo jeśli to, co piszą w gazetce, jest prawdą, to po ulicach mojego kraju chodzą całe stada sadystów, którzy czekają tyko na okazję by kogoś poniżyć i pobić.
Z drugiej strony to na podstawie tej lektury można odnieść wrażenie, że spora część kobiet z jakąś masochistyczną pasją pcha się w toksyczne związki. Że znaczna część pań to tak naprawdę istoty "niesamodzielne", niezdolne do uwolnienia się od związku z katującym je partnerem.
***
O przemocy w rodzinie mogłem tez swego czasu porozmawiać z Panią Psycholog w Ośrodku Adopcyjnym. Cóż... Spora część dzieci znajdujących się pod opieką instytucjonalną trafiło tam z rodzin, w których przemoc była zjawiskiem niemal codziennym. Te rozmowy uświadomiły mi, jak w sumie mało wiem o skutkach przemocy w rodzinie.
A prawda jest brutalna i to bardziej niż te podrasowane zdjęcia z gazety. Nie każde małżeństwo (związek) jest udane. Są ludzie, którzy nie potrafią normalnie rozwiązywać problemów. Są ludzie, którzy własne frustracje, niepowodzenia itp potrafią rozładować tylko w jeden sposób - wyżywając się na kimś słabszym. A najsłabszym w rodzinie jest... dziecko.
Wbrew obrazowi tworzonemu w lewicujących mediach sprawcami przemocy w rodzinie nie są wyłączne tradycyjnie wychowani mężczyźni, którzy nie potrafią odnaleźć się w realiach społecznych XXI w. W nowoczesnych związkach nieformalnych partnerzy (konkubenci) też biją. A jak pojawiają się w mediach doniesienia o dziecku skatowanym przez rodzica, to okazuje się, że najczęściej sprawcą jest partner (konkubent), a do zdarzenia doszło przy biernej postawie matki. Matki, która nie reagowała lub była zbyt pijana by zareagować.
Przemoc w rodzinie ma wymiar nie tylko przemocy fizycznej. O przemocy psychicznej oraz terrorze emocjonalnym mniej się mówi, choć są one nie mniej groźne dla zdrowia i przyszłego życia najmłodszych ofiar takiej przemocy. Ta przemoc jest jeszcze mniej widoczna i jeszcze bardziej skrywana. A katami emocjonalno - psychicznymi często są kobiety.
***
Zdjęcia "pobitych" celebrytek nic nie mówią o najsłabszych, ofiarach przemocy w rodzinie i domu rodzinnym. A zło w rodzinie zawsze najbardziej kaleczy dzieci. Dzieci, które są całkowicie bezbronne i pozbawione możliwości wyrwania się z pełnego przemocy układu domowo-rodzinnego.
Dorosła kobieta może opuścić swojego "niedostosowanego" partnera. Może zerwać ten toksyczny związek.
Związek dziecka z rodzicem, nawet tym, który jest katem, ma zupełnie inny charakter. Jest silniejszy niż związek bitego psa z katującym go właścicielem. Bo i pies czasem w końcu zerwie łańcuch przywiązania do właściciela oprawcy. Dziecko samo nie odejdzie od rodzica.
Wiem, że jest to rzeczywisty problem społeczny, ale gdybym na ten problem patrzył tylko przez pryzmat lewicującej gazety, to musiałbym zacząć bać się wychodzić na ulice. Tak... Powinienem się bać. Bo jeśli to, co piszą w gazetce, jest prawdą, to po ulicach mojego kraju chodzą całe stada sadystów, którzy czekają tyko na okazję by kogoś poniżyć i pobić.
Z drugiej strony to na podstawie tej lektury można odnieść wrażenie, że spora część kobiet z jakąś masochistyczną pasją pcha się w toksyczne związki. Że znaczna część pań to tak naprawdę istoty "niesamodzielne", niezdolne do uwolnienia się od związku z katującym je partnerem.
***
O przemocy w rodzinie mogłem tez swego czasu porozmawiać z Panią Psycholog w Ośrodku Adopcyjnym. Cóż... Spora część dzieci znajdujących się pod opieką instytucjonalną trafiło tam z rodzin, w których przemoc była zjawiskiem niemal codziennym. Te rozmowy uświadomiły mi, jak w sumie mało wiem o skutkach przemocy w rodzinie.
A prawda jest brutalna i to bardziej niż te podrasowane zdjęcia z gazety. Nie każde małżeństwo (związek) jest udane. Są ludzie, którzy nie potrafią normalnie rozwiązywać problemów. Są ludzie, którzy własne frustracje, niepowodzenia itp potrafią rozładować tylko w jeden sposób - wyżywając się na kimś słabszym. A najsłabszym w rodzinie jest... dziecko.
Wbrew obrazowi tworzonemu w lewicujących mediach sprawcami przemocy w rodzinie nie są wyłączne tradycyjnie wychowani mężczyźni, którzy nie potrafią odnaleźć się w realiach społecznych XXI w. W nowoczesnych związkach nieformalnych partnerzy (konkubenci) też biją. A jak pojawiają się w mediach doniesienia o dziecku skatowanym przez rodzica, to okazuje się, że najczęściej sprawcą jest partner (konkubent), a do zdarzenia doszło przy biernej postawie matki. Matki, która nie reagowała lub była zbyt pijana by zareagować.
Przemoc w rodzinie ma wymiar nie tylko przemocy fizycznej. O przemocy psychicznej oraz terrorze emocjonalnym mniej się mówi, choć są one nie mniej groźne dla zdrowia i przyszłego życia najmłodszych ofiar takiej przemocy. Ta przemoc jest jeszcze mniej widoczna i jeszcze bardziej skrywana. A katami emocjonalno - psychicznymi często są kobiety.
***
Zdjęcia "pobitych" celebrytek nic nie mówią o najsłabszych, ofiarach przemocy w rodzinie i domu rodzinnym. A zło w rodzinie zawsze najbardziej kaleczy dzieci. Dzieci, które są całkowicie bezbronne i pozbawione możliwości wyrwania się z pełnego przemocy układu domowo-rodzinnego.
Dorosła kobieta może opuścić swojego "niedostosowanego" partnera. Może zerwać ten toksyczny związek.
Związek dziecka z rodzicem, nawet tym, który jest katem, ma zupełnie inny charakter. Jest silniejszy niż związek bitego psa z katującym go właścicielem. Bo i pies czasem w końcu zerwie łańcuch przywiązania do właściciela oprawcy. Dziecko samo nie odejdzie od rodzica.
sobota, 25 listopada 2017
piątek, 24 listopada 2017
Prowizorka
Prowizorka to chyba "najtrwalszy" element w życiu.
Doświadczenie życiowe uczy mnie, że wiele rzeczy i spraw, które miały być rozwiązaniem tylko tymczasowym, do czasu aż zastąpi je coś właściwego, docelowego staje się z czasem rozwiązaniem na stałe.
Doświadczenie życiowe uczy mnie, że wiele rzeczy i spraw, które miały być rozwiązaniem tylko tymczasowym, do czasu aż zastąpi je coś właściwego, docelowego staje się z czasem rozwiązaniem na stałe.
wtorek, 21 listopada 2017
Patologia zastępcza
Powodem odbierania rodzicom dzieci i umieszczania ich w placówkach opiekuńczych jest zazwyczaj potrzeba zapewnienia im ochrony przed przemocą lub drastycznymi przypadkami zaniedbania w domu rodzinnym. Jak już pisałem kiedyś na Salonie 24, sama bieda w domu rodzinnym nie jest wystarczającym powodem do odbierania dzieci.
Odebranie dziecka rodzicom zawsze jest decyzją, którą podejmuje się z trudem i wymaga ona wielkiej odpowiedzialności. Zawsze będzie to decyzja budząca kontrowersje. Czy dziecko odbiera polska placówka opiekuńcza, czy np. niemiecki Jugendamt to zawsze ktoś będzie się czuł tą decyzją skrzywdzony. Sam nigdy nie chciałbym w takiej czynności uczestniczyć i szczerze współczuje ludziom, którzy z racji swojej funkcji (pracownicy socjalni, policjanci) muszą realizować decyzje o odebraniu dziecka rodzinie.
Niestety czasem się zdarza, że placówka do której zostało skierowane dziecko, po odebraniu go rodzinie, nie spełnia podstawowego wymogu jakim jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa. Tak jak to miało miejsce niedawno w Lublinie, gdzie do Pogotowia Opiekuńczego trafił 9-letni chłopiec. Dziecko to już na terenie tej placówki padło ofiarą przemocy. Dwóch starszych podopiecznych tego ośrodka (11 i 12 lat) miało dopuścić się wobec młodszego dziecka przemocy o charakterze seksualnym. A lokalne wydanie Gazety Wyborczej opisało to zdarzenie jako "gwałt na dziecku".
O tym co się stało na terenie Pogotowia Opiekuńczego w Lublinie wiemy tyle ile podano w mediach. Bo prokuratura, która zajęła się już sprawą, nie podaje szczegółów ze względu na wiek poszkodowanego i sprawców czynu. Sprawa jest w toku, wszyscy chłopcy są pod nadzorem i opieką specjalistów, dyrektor wspomnianego Pogotowia Opiekuńczego nie pełni już swojej funkcji - sam zrezygnował. Jednak bez względu na to jak sprawa się zakończy należy jasno stwierdzić, że na terenie pogotowia doszło do zdarzenia, na które nie ma i nie może być przyzwolenia. Pogotowie Opiekuńcze ma być jak "żona Cezara". Nie może ciążyć na nim nawet cień podejrzenia, że dziecko tam trafiające może nie być chronione przed przemocą. Bo właśnie z powodu potrzeby zapewnienia takiej ochrony zostało tam umieszczone.
Takie zdarzenia są szkodliwe dla całego systemu pieczy zastępczej. Powodują one powstawanie niesłusznych opinii także o innych placówkach opiekuńczo-wychowawczych.
A oto przykład do czego prowadzi histeryczny odbiór informacji o zdarzających się niestety przypadkach patologii w systemie pieczy zastępczej:
***
"W domu dziecka dzieciak jest gwałcony przez współwiężniów/opiekunów, a jak dorośnie - powtórzy te zachowania."
Komentarz blogerki Animela pod notką Ironicznego Anglosasa na Salon24.pl (pisownia oryginalna).
***
Na szczęście droga Animelo większość placówek przestrzega norm i zasad. Chociaż praca z dziećmi po przejściach jest zawsze trudna i często niewdzięczna.
Odebranie dziecka rodzicom zawsze jest decyzją, którą podejmuje się z trudem i wymaga ona wielkiej odpowiedzialności. Zawsze będzie to decyzja budząca kontrowersje. Czy dziecko odbiera polska placówka opiekuńcza, czy np. niemiecki Jugendamt to zawsze ktoś będzie się czuł tą decyzją skrzywdzony. Sam nigdy nie chciałbym w takiej czynności uczestniczyć i szczerze współczuje ludziom, którzy z racji swojej funkcji (pracownicy socjalni, policjanci) muszą realizować decyzje o odebraniu dziecka rodzinie.
Niestety czasem się zdarza, że placówka do której zostało skierowane dziecko, po odebraniu go rodzinie, nie spełnia podstawowego wymogu jakim jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa. Tak jak to miało miejsce niedawno w Lublinie, gdzie do Pogotowia Opiekuńczego trafił 9-letni chłopiec. Dziecko to już na terenie tej placówki padło ofiarą przemocy. Dwóch starszych podopiecznych tego ośrodka (11 i 12 lat) miało dopuścić się wobec młodszego dziecka przemocy o charakterze seksualnym. A lokalne wydanie Gazety Wyborczej opisało to zdarzenie jako "gwałt na dziecku".
O tym co się stało na terenie Pogotowia Opiekuńczego w Lublinie wiemy tyle ile podano w mediach. Bo prokuratura, która zajęła się już sprawą, nie podaje szczegółów ze względu na wiek poszkodowanego i sprawców czynu. Sprawa jest w toku, wszyscy chłopcy są pod nadzorem i opieką specjalistów, dyrektor wspomnianego Pogotowia Opiekuńczego nie pełni już swojej funkcji - sam zrezygnował. Jednak bez względu na to jak sprawa się zakończy należy jasno stwierdzić, że na terenie pogotowia doszło do zdarzenia, na które nie ma i nie może być przyzwolenia. Pogotowie Opiekuńcze ma być jak "żona Cezara". Nie może ciążyć na nim nawet cień podejrzenia, że dziecko tam trafiające może nie być chronione przed przemocą. Bo właśnie z powodu potrzeby zapewnienia takiej ochrony zostało tam umieszczone.
Takie zdarzenia są szkodliwe dla całego systemu pieczy zastępczej. Powodują one powstawanie niesłusznych opinii także o innych placówkach opiekuńczo-wychowawczych.
A oto przykład do czego prowadzi histeryczny odbiór informacji o zdarzających się niestety przypadkach patologii w systemie pieczy zastępczej:
***
"W domu dziecka dzieciak jest gwałcony przez współwiężniów/opiekunów, a jak dorośnie - powtórzy te zachowania."
Komentarz blogerki Animela pod notką Ironicznego Anglosasa na Salon24.pl (pisownia oryginalna).
***
Na szczęście droga Animelo większość placówek przestrzega norm i zasad. Chociaż praca z dziećmi po przejściach jest zawsze trudna i często niewdzięczna.
poniedziałek, 20 listopada 2017
Dziecko wyrzucone do sieci
Chcesz się chwilę, dłuższą chwilę lub na jeszcze dłuższą chwilę pozbyć dziecka? To daj mu komputer lub tablet (smartfon) z dostępem do sieci.
Tylko nie zdziw się jak po pewnym czasie okaże się, że w te sposób pozbyłeś/pozbyłaś się dziecka i/lub części jego życia na dobre.
Ochrona danych i wizerunku dziecka
Gdy odbieraliśmy nasze córki z DD panie opiekunki na wszelki wypadek przestrzegły nas przed zamieszczanie wizerunku dzieci w ogólnodostępnych serwisach internetowych. Dlaczego? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Bo nie chodzi tylko o to, że ktoś mógłby w ten sposób rozpoznać dzieci. Choć muszę przyznać, że adopcja starszego dziecka i takie obawy może powodować u rodzica. Najważniejsze jest to, że wizerunek naszego dziecka jest taką samą wartością jak jego i nasze dane osobowe. I taktujmy zdjęcia dzieci tak jak drażliwe dane osobowe, tak jak nasz adres zamieszkania, numer telefonu, numer pesel, numer karty płatniczej... Tak jak wszystkie dane, które chcielibyśmy ochronić przed użyciem wbrew naszej woli.
Niby jest to oczywiste ale jednak sporo rodziców zamieszcza wręcz seryjnie zdjęcia swoich dzieci w różnych serwisach, zwłaszcza tych społecznościowych.
Facebook
Aby samodzielnie utworzyć konto w serwisie społecznościowym Facebook to zgodne z regulaminem tego serwisu trzeba mieć ukończone 13 lat (tak wymaga Facebook). Ale moja starsza córka (11 lat) już pytała mnie czy będzie mogła mieć konto na Facebooku - bo jej koleżanki z klasy już od dawna mają. I moje wykręty o tym, że Facebook jest dla dorosłych są już za słabe do przekonania dziecka. Rodzice rodzicom gotują taki los. :(
Co gorsza niedawno młodsza córka (6 lat) też zdradziła się z całkiem sporą wiedzą na temat Facebooka. Skąd? Bo jedna z koleżanek w zerówce już ma smartfona i konto na Facebooku. Ręce opadają...
Dziecko, nawet całkiem małe dziecko, bardzo szybko nauczy się korzystać z telefonu, tabletu lub komputera. Szybko też nauczy się jak śmieszne (w jego ocenie) filmy lub zdjęcia wrzucić na Fejsa. Ale co się później stanie z tymi treściami, kto je obejrzy, komu zostaną udostępnione i jak ktoś je wykorzysta to już nie jest i nie będzie zmartwieniem dzieciaka zagubionego w sieci. A jak komuś się wydaje, że zdjęcia i filmy wrzucone na Facebook pozostaną tylko w kręgu znajomych to mu spokojnych snów życzę. I oby w realu nie natrafił kiedyś na podrasowane zdjęcia własnego dziecka lub takie obdarzone soczystymi i niewybrednymi komentarzami. Bo Facebook działa na zasadzie łańcuszka i treści w nim zamieszczone wędrują od znajomego do znajomego... A znajomi naszych znajomych to mogą być już całkiem obce dla nas osoby.
Gry i inne aplikacje
Niebezpieczne miejsca to nie tylko serwisy społecznościowe, takie jak Facebook. Także gry sieciowe oraz aplikacje w telefonie, tablecie mogą być źródłem wycieku danych o naszym dziecku do sieci. Część z tych aplikacji wymaga od użytkownika logowania, a podczas rejestracji (tworzenia konta) prosi o podawanie danych, które niekoniecznie powinny trafić do sieci.
Gdy pewnego dnia odkryłem, że moja starsza córka dorwała się do mojego telefonu i w Google Maps samodzielnie ustawiła lokalizację domu podając swoje imię i nazwisko uznałem, że konieczna jest z nią dłuższa rozmowa o tym co wolno lub czego nie należy wpisywać w komputerze, telefonie lub innym urządzeniu podłączonym do sieci. I choć bardzo starałem się wytłumaczyć dziecku dlaczego nie powinno podawać swoich danych gdy jakiś program o to poprosi to raczej nie sądzę, że dziecko zrozumiało do końca moje intencje i nauki jakie chciałem w tej rozmowie przekazać. Ale obiecała, że w na przyszłość będzie się mnie pytać o zgodę i pomoc w korzystaniu z programów (aplikacji), które chcą aby coś w nich wpisywać. I jak na razie to działa.
Kontakty międzyludzkie
Tak na zakończenie jeszcze tylko krótka opowieść o kontaktach dziecka z kolegami.
Przychodzę kiedyś z wizytą do znajomej i zgaduję w pewnym momencie jej syna, który przez cały czas mojej obecności siedzi przed komputerem.
- Jak tam... Grasz?
- Czekam na kolegów. Umówiliśmy się na grę - pada odpowiedź
- Aha. Przyjdą kumple i będziecie grać tu razem? - zadałem pytanie godne już chyba tylko starego zgreda.
- Nie. Kolegów mam na Fejsie. Grać będziemy przez sieć...
Tylko nie zdziw się jak po pewnym czasie okaże się, że w te sposób pozbyłeś/pozbyłaś się dziecka i/lub części jego życia na dobre.
Ochrona danych i wizerunku dziecka
Gdy odbieraliśmy nasze córki z DD panie opiekunki na wszelki wypadek przestrzegły nas przed zamieszczanie wizerunku dzieci w ogólnodostępnych serwisach internetowych. Dlaczego? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Bo nie chodzi tylko o to, że ktoś mógłby w ten sposób rozpoznać dzieci. Choć muszę przyznać, że adopcja starszego dziecka i takie obawy może powodować u rodzica. Najważniejsze jest to, że wizerunek naszego dziecka jest taką samą wartością jak jego i nasze dane osobowe. I taktujmy zdjęcia dzieci tak jak drażliwe dane osobowe, tak jak nasz adres zamieszkania, numer telefonu, numer pesel, numer karty płatniczej... Tak jak wszystkie dane, które chcielibyśmy ochronić przed użyciem wbrew naszej woli.
Niby jest to oczywiste ale jednak sporo rodziców zamieszcza wręcz seryjnie zdjęcia swoich dzieci w różnych serwisach, zwłaszcza tych społecznościowych.
Aby samodzielnie utworzyć konto w serwisie społecznościowym Facebook to zgodne z regulaminem tego serwisu trzeba mieć ukończone 13 lat (tak wymaga Facebook). Ale moja starsza córka (11 lat) już pytała mnie czy będzie mogła mieć konto na Facebooku - bo jej koleżanki z klasy już od dawna mają. I moje wykręty o tym, że Facebook jest dla dorosłych są już za słabe do przekonania dziecka. Rodzice rodzicom gotują taki los. :(
Co gorsza niedawno młodsza córka (6 lat) też zdradziła się z całkiem sporą wiedzą na temat Facebooka. Skąd? Bo jedna z koleżanek w zerówce już ma smartfona i konto na Facebooku. Ręce opadają...
Dziecko, nawet całkiem małe dziecko, bardzo szybko nauczy się korzystać z telefonu, tabletu lub komputera. Szybko też nauczy się jak śmieszne (w jego ocenie) filmy lub zdjęcia wrzucić na Fejsa. Ale co się później stanie z tymi treściami, kto je obejrzy, komu zostaną udostępnione i jak ktoś je wykorzysta to już nie jest i nie będzie zmartwieniem dzieciaka zagubionego w sieci. A jak komuś się wydaje, że zdjęcia i filmy wrzucone na Facebook pozostaną tylko w kręgu znajomych to mu spokojnych snów życzę. I oby w realu nie natrafił kiedyś na podrasowane zdjęcia własnego dziecka lub takie obdarzone soczystymi i niewybrednymi komentarzami. Bo Facebook działa na zasadzie łańcuszka i treści w nim zamieszczone wędrują od znajomego do znajomego... A znajomi naszych znajomych to mogą być już całkiem obce dla nas osoby.
Gry i inne aplikacje
Niebezpieczne miejsca to nie tylko serwisy społecznościowe, takie jak Facebook. Także gry sieciowe oraz aplikacje w telefonie, tablecie mogą być źródłem wycieku danych o naszym dziecku do sieci. Część z tych aplikacji wymaga od użytkownika logowania, a podczas rejestracji (tworzenia konta) prosi o podawanie danych, które niekoniecznie powinny trafić do sieci.
Gdy pewnego dnia odkryłem, że moja starsza córka dorwała się do mojego telefonu i w Google Maps samodzielnie ustawiła lokalizację domu podając swoje imię i nazwisko uznałem, że konieczna jest z nią dłuższa rozmowa o tym co wolno lub czego nie należy wpisywać w komputerze, telefonie lub innym urządzeniu podłączonym do sieci. I choć bardzo starałem się wytłumaczyć dziecku dlaczego nie powinno podawać swoich danych gdy jakiś program o to poprosi to raczej nie sądzę, że dziecko zrozumiało do końca moje intencje i nauki jakie chciałem w tej rozmowie przekazać. Ale obiecała, że w na przyszłość będzie się mnie pytać o zgodę i pomoc w korzystaniu z programów (aplikacji), które chcą aby coś w nich wpisywać. I jak na razie to działa.
Kontakty międzyludzkie
Tak na zakończenie jeszcze tylko krótka opowieść o kontaktach dziecka z kolegami.
Przychodzę kiedyś z wizytą do znajomej i zgaduję w pewnym momencie jej syna, który przez cały czas mojej obecności siedzi przed komputerem.
- Jak tam... Grasz?
- Czekam na kolegów. Umówiliśmy się na grę - pada odpowiedź
- Aha. Przyjdą kumple i będziecie grać tu razem? - zadałem pytanie godne już chyba tylko starego zgreda.
- Nie. Kolegów mam na Fejsie. Grać będziemy przez sieć...
piątek, 17 listopada 2017
Nielegalna adopcja w państwie teoretycznym
Art. 211a Kodeksu Karnego
Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, zajmuje się organizowaniem adopcji dzieci wbrew przepisom ustawy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Tyle prawo, a życie pokazuje jak trudny do wyegzekwowania jest ten przepis prawny.
Gdyby patrzeć wyłącznie na statystyki policyjne to można by sądzić, że jest to zjawisko marginalne i zdarzają się tylko pojedyncze przypadki takiej nielegalnej adopcji dziecka.
Tabela zawiera dane ze strony: statystyka.policja.pl
Wydawałoby się też, że zmiany przepisach z 2015 r dotyczące tzw adopcji ze wskazaniem skutecznie ograniczą zjawisko handlu dziećmi i adopcji poza systemem kwalifikacyjnym (Ośrodki Adopcyjne). Po zmianach taka forma adopcji z pominięciem typowej procedury kwalifikacyjnej miała być możliwa tylko dla osób spokrewnionych z dzieckiem lub współmałżonka rodzica biologicznego dziecka (ojczyma lub macochy). Pozostali chętni na dziecko "ze wskazaniem" musieliby i tak wykazać się kwalifikacjami uzyskanymi w odpowiedniej placówce (Ośrodek Adopcyjny).
Jednak chwila poszukiwań w sieci i widzimy, że chętnych na "szybsze załatwienie sprawy" nadal nie brakuje.
Oto screen ze strony internetowej z ofertami. Nie podaję linku do ww strony bo nie chcę być posądzany o to, że reklamuje ten proceder.
***
W mojej ocenie niestety sam system kwalifikowania i doboru kandydatów na rodziców adopcyjnych (Ośrodki Adopcyjne) w znacznej mierze generuje zainteresowanie możliwościami ominięcia długotrwałych procedur adopcyjnych. Typowe procedury w Ośrodkach Adopcyjnych bywają oceniane jako droga przez mękę. Wymogi stawiane kandydatom są często uznawane za absurdalne, a ich słabe oparcie w prawie powoduje, że część kandydatów może mieć wrażenie, że cała ta adopcja działa na podstawie "widzi mi się" pań z Ośrodków Adopcyjnych. A fakt, że praktycznie każdy ośrodek ma własny, indywidualny zestaw wymagań w mojej ocenie tylko "utwierdza" wątpiących. O takich wątpliwościach miałem okazję nieraz rozmawiać, a rozmowy te dotyczyły zwłaszcza wymaganego stażu małżeńskiego oraz wymaganej różnicy wieku miedzy przysposabiającym a dzieckiem.
***
Cóż...
Art. 211a Kodeksu Karnego grozi karą za "nielegalną adopcję", ale ta groźba najwyraźniej nie działa wystarczająco. Bo jak tu wykazać "korzyść majątkową", a innych "korzyści osobistych" nie przewidziano. No i kto jest tym "organizatorem" nielegalnej adopcji... Matka, która oddaje dziecko "w dobre ręce", para pragnąca "przyjąć maluszka" do serca i rodziny, a może właściciel serwisu internetowego, na którym zamieszczono takie ogłoszenia?
Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, zajmuje się organizowaniem adopcji dzieci wbrew przepisom ustawy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Tyle prawo, a życie pokazuje jak trudny do wyegzekwowania jest ten przepis prawny.
Gdyby patrzeć wyłącznie na statystyki policyjne to można by sądzić, że jest to zjawisko marginalne i zdarzają się tylko pojedyncze przypadki takiej nielegalnej adopcji dziecka.
| Rok | Liczba postępowań wszczętych | Liczba przestępstw stwierdzonych |
|---|---|---|
| 2016 | 9 | 2 |
| 2015 | 15 | 0 |
| 2014 | 10 | 9 |
| 2013 | 10 | 2 |
| 2012 | 8 | 1 |
Wydawałoby się też, że zmiany przepisach z 2015 r dotyczące tzw adopcji ze wskazaniem skutecznie ograniczą zjawisko handlu dziećmi i adopcji poza systemem kwalifikacyjnym (Ośrodki Adopcyjne). Po zmianach taka forma adopcji z pominięciem typowej procedury kwalifikacyjnej miała być możliwa tylko dla osób spokrewnionych z dzieckiem lub współmałżonka rodzica biologicznego dziecka (ojczyma lub macochy). Pozostali chętni na dziecko "ze wskazaniem" musieliby i tak wykazać się kwalifikacjami uzyskanymi w odpowiedniej placówce (Ośrodek Adopcyjny).
Jednak chwila poszukiwań w sieci i widzimy, że chętnych na "szybsze załatwienie sprawy" nadal nie brakuje.
![]() |
| (Kliknij aby powiększyć) |
Oto screen ze strony internetowej z ofertami. Nie podaję linku do ww strony bo nie chcę być posądzany o to, że reklamuje ten proceder.
***
W mojej ocenie niestety sam system kwalifikowania i doboru kandydatów na rodziców adopcyjnych (Ośrodki Adopcyjne) w znacznej mierze generuje zainteresowanie możliwościami ominięcia długotrwałych procedur adopcyjnych. Typowe procedury w Ośrodkach Adopcyjnych bywają oceniane jako droga przez mękę. Wymogi stawiane kandydatom są często uznawane za absurdalne, a ich słabe oparcie w prawie powoduje, że część kandydatów może mieć wrażenie, że cała ta adopcja działa na podstawie "widzi mi się" pań z Ośrodków Adopcyjnych. A fakt, że praktycznie każdy ośrodek ma własny, indywidualny zestaw wymagań w mojej ocenie tylko "utwierdza" wątpiących. O takich wątpliwościach miałem okazję nieraz rozmawiać, a rozmowy te dotyczyły zwłaszcza wymaganego stażu małżeńskiego oraz wymaganej różnicy wieku miedzy przysposabiającym a dzieckiem.
***
Cóż...
Art. 211a Kodeksu Karnego grozi karą za "nielegalną adopcję", ale ta groźba najwyraźniej nie działa wystarczająco. Bo jak tu wykazać "korzyść majątkową", a innych "korzyści osobistych" nie przewidziano. No i kto jest tym "organizatorem" nielegalnej adopcji... Matka, która oddaje dziecko "w dobre ręce", para pragnąca "przyjąć maluszka" do serca i rodziny, a może właściciel serwisu internetowego, na którym zamieszczono takie ogłoszenia?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


